Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona UV. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona UV. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

W jakiej kolejności należy nakładać filtr?

Temat konieczności stosowania filtrów staje się w dzisiejszych czasach coraz bardziej popularny. W prasie kobiecej oraz w internecie można znaleźć coraz więcej informacji na temat tego dlaczego i jak należy stosować kremy z filtrem. W tym poście chciałabym poruszyć temat, który pojawił się ostatnio w komentarzach do innego wpisu. A mianowicie w jakiej kolejności należy nakładać filtr, jeżeli dodatkowo stosujemy krem nawilżający.

Przeglądając polskie strony internetowe zazwyczaj dostajemy odpowiedź: filtr należy stosować jako ostatni krok w pielęgnacji. Jednak na stronach anglojęzycznych nie raz już natrafiłam na zupełnie inną wersję, a mianowicie, że:
1. Filtry fizyczne można nakładać zarówno pod jak na krem nawilżający.
2. Filtry chemiczne lub chemiczno fizyczne należy nakładać jako pierwsze na świeżo umytą twarz, po to aby ich składniki mogły wejść bezpośrednio w reakcję ze skórą.

Chcąc zweryfikować tę informacje, poprosiłam moją koleżankę (studentkę kosmetologii) żeby wybrała się ze mną do biblioteki UŚ gdzie studenci mają dostęp do pism oraz publikacji akademickich, ponieważ temat ten bardzo mnie zainteresował i chciałam sprawdzić te informacje w najbardziej wiarygodnych źródłach. Okazało się, że informacje które znalazłam w języku angielskim w internecie się potwierdziły.

Temat ten został bardzo dobrze omówiony przez dermatologa dr Neal'a Schultz'a prowadzącego kanał DermTV na youtubie. Wiem, że dla wielu osób werjsa ang może być niedokońca zrozumiała dlatego pod spodem zamieszczam tłumaczenie filmu:


Tłumaczenie:
W wielu odcinkach DermTV wspominałem jak ważne jest stosowanie kremu z filtrem na początku, przed zastosowaniem innych produktów. Dziś zamierzam wytłumaczyć wam dlaczego. Na początku omówmy tradycyjne filtry chemiczne. To te, których składniki aktywne są oparte na związkach węgla (carbon based chemicals - wybaczcie na chemii nie znam się zbyt dobrze;). W opisie zawsze jest podane, że należy nakładać je 20 -30 minut przed wyjściem na zewnątrz. Dzieje się tak dlatego, że filtr potrzebuje tyle czasu by połączyć się ze skórą i wywołać reakcję chemiczną, która uaktywni składniki chemiczne zawarte w filtrze. Jeżeli przed nałożeniem filtra nałożysz jakikolwiek inny produkt, przeszkodzisz składnikom aktywnym filtra w połączeniu się ze skórą i wywołaniu odpowiedniej reakcji, która umożliwia prawidłowe działanie kremu. Co dzieje się jeżeli po nałożeniu filtra nakładasz dodatkowo krem nawilżający? Nie raz mówiłem wam, że po kilku godzinach, jeżeli się pocisz lub pływasz należy nałożyć filtr po raz kolejny. Jednak co zrobić jeżeli nałożyłaś już krem nawilżający? Jest bardzo prawdopodobne, że w ciągu tych kilku godzin wypociłaś krem nawilżający, lub zszedł on w czasie pływania. I w idealnych świecie oczywiście umyłabyś twarz po raz kolejny, przed nałożeniem filtra. I chociaż nie żyjemy w idealnym świecie, to nakładanie filtra po kilku godzinach nie powinno być utrudnione przez wcześniej nałożony krem nawilżający, ponieważ prawdopodobnie niewiele go już tam zostało. Teraz porozmawiajmy o filtrach fizycznych. W rzeczywistości nie są one do końca niechemiczne. Nie mają po prostu składników opartych na związku węgla (carbon-based chamicals), są one oparte na tlenku tytanu (titanium oxide) lub tlenku cynku (zinc oxide). Są one filtrami fizyczny ponieważ tworzą warstwę, która uniemożliwia promieniom słonecznym przedostanie się do skóry odbijając je. Jako że są one "tarczą fizyczną" nie powinno to mieć znaczenia w jakiej kolejności je nakładamy. Jednak by filtry te dawały nam deklarowaną ochronę, również dobrze byłoby nakładać je jako pierwsze ponieważ jeżeli inny produkt został nałożony wcześniej może on uniemożliwić nałożenie równomiernej warstwy lub może on rozcieńczyć filtry przez co uzyskacie słabszą ochronę od tej deklarowanej na opakowaniu. Więc, bez względu na to czy używasz filtra chemicznego czy fizycznego zawsze lepiej użyć go na początku by uzyskać najlepszą możliwą ochronę.

Jak już wiele razy wspominałam, nie jestem dermatologiem ani kosmetologiem. Jednak staram się by informacje podane na blogu pochodziły z wiarygodnych źródeł i były zweryfikowane. By dodatkowo potwierdzić to co napisałam, zapytałam moją panią dermatolog o to w jakiej kolejności należy nakładać filtr, na co ona szczerze odpowiedziała mi że nie wie i że do tej pory nigdy nie trafiła na taki problem, ponieważ z zasady zakłada się że jeżeli używamy kremu z filtrem to nie ma potrzeby dodatkowo nawilżać twarzy. Jednak stwierdziła, że to co powiedziałam wydaje się być logiczne, ponieważ jakakolwiek substancja aktywna nakładana na twarz najmocniej wejdzie w reakcję ze skórą jeżeli nałożymy ją bezpośrednio. Podała mi analogicznie przykład z retinoidami - jeżeli chcemy osłabić ich działanie możemy nałożyć wcześniej cienką warstwę kremu nawilżającego.

Moim zdaniem, najlepszym wyjściem z sytuacji jest znalezienie takiego kremu z filtrem, który zapewni naszej skórze idealne nawilżenie. Np. marki takie jak bioderma, LRP czy Vichy oferując filtry do różnego rodzaju skóry - tłustej, mieszanej, suchej, na pewno każda z was znajdzie coś dla siebie. Ja osobiście, nie używam dodatkowo kremu nawilżającego, a moja skóra po retinoidach i kwasach potrzebuje na prawdę mocnego nawilżenia. Mimo to, krem którego aktualnie używam: L'oreal UV Perfect zapewnia mi wystarczające nawilżenie nawet zimą. Podejrzewam, że latem może okazać się wręcz zbyt ciężki i wtedy przejdę na jakiś krem dla skóry mieszanej.

Mam nadzieję, że ten wpis pomógł wam uzyskać odpowiedź na pytanie zawarte w temacie. Oczywiście nie są to moje przemyślenia i nie mam kompetencji żeby jakkolwiek odnieść się do tych wiadomości,  jednak mnie one przekonują :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Najczęstrze błędy popełniane w czasie stosowania preparatów na bazie retinowidów bądz kwasów.

W moim poprzednim wpisie dotyczącym pielęgnacji w czasie stosowania kwasów czy retinoidów napisałam trochę na temat często popełnianych błędów przez osoby stosujące dane preparaty. Jednak coraz częściej dostaję wiadomości od osób, które zaszkodziły sobie kosmetykami na bazie kwasów czy retinoidów dlatego dziś chciałabym chciałabym opowiedzieć trochę więcej na ten temat.

Aktualnie na rynku możemy znaleźć dość sporo tego typu kremów, maści czy toników dostępnych bardzo często bez recepty. Niestety wiele osób podchodzi bardzo lekkomyślnie do stosowania tego typu preparatów nie wiedząc tak na prawdę z czym mają do czynienia.

1. Pierwszym (i chyba najczęściej popełnianym) błędem jest zbyt częste stosowanie preparatu złuszczającego. Kosmetyki na bazie kwasów czy retinoidów mają bardzo silne działanie złuszczające i jeśli stosujemy je zbyt często możemy doprowadzić do ogromnego podrażnienia i przesuszenia skóry. Każdy tego typu preparat należy wprowadzać stopniowo do pielęgnacji. Na początku posmarować twarz raz i odczekać kilka dni, bardzo uważnie obserwując skórę. Następnie można spróbować dwa razy w tygodniu, lub jeśli nasza skóra bardzo dobrze toleruje preparat co drugi dzień. Jeśli wasza skóra jest tłusta, gruba i odporna na działanie preparatu możecie spróbować stosować go codziennie. Często, jeśli nie walczymy z uporczywym trądzikiem, nie ma też potrzeby by stosować taki krem częściej niż raz w tygodniu.

2. Nieodpowiednia pielęgnacja. Skóra na tego typu preparaty reaguje podrażnieniem i wysuszeniem, dlatego konieczne jest zapewnienie odpowiedniego nawilżenia. Prawdopodobnie kremy który stosowaliście do tej pory okażą się niewystarczające. W takiej sytuacji najlepiej zainwestować w jakiś silnie działający krem. Osobiście polecam preparaty marki Cetaphil, które mocno nawilżają skórę, są hypoalergiczna, a ich cena w stosunku do pojemności jest dość korzystna. Więcej na ten temat możecie przeczytać tu: Pielęgnacja cery w czasie kuracji kwasami czy retinoidami.

3. Brak ochrony UV. Wszelkie (nawet te niskoprocentowe) preparaty na bazie kwasów czy retinoidów uwrażliwiają skórę na słońce, dlatego bez względu na porę roku, w czasie ich stosowania należy chronić skórę kremem z filtrem. Mi osobiście zdarzyło się poparzyć skórę po spędzeniu kilku godzin na zewnątrz w słoneczny dzień w listopadzie w czasie gdy stosowałam krem Avene Triacneal. Brak ochrony UV może nie tylko doprowadzić do podrażnienia skóry ale też wywołać przebarwienia, które mogą pojawić się nawet po dłuższym czasie.

Preparaty na bazie kwasów czy retinoidów mogą na prawdę zdziałać cuda, jednak musimy stosować je z głową. Zanim zdecydujesz się na wprowadzenie tego typu kosmetyków do swojej pielęgnacji przeczytaj pierw wszelkie dostępne w internecie informacje dotyczące danego preparatu.

Polecam również:
Retinoidy
Jak zmieniła się moja cera po stosowaniu kwasów i retinoidów.

Kilka preparatów złuszczających które stosowałam i z czystym sumieniem mogę polecić:

1. Retin A - silnie działająca maść z retinoidami (tylko na receptę)




2. Avene Triacneal - na bazie pochodnej witaminy A (retinaldehyd) oraz kwasu glikolowego, jeden z mocniej działających preparatów dostępnych bez recepty.

3. Pharmaceris Almond Peel 5% - krem na bazie kwasu migdałowego, jeden z najdelikatniejszych kremów złuszczających, odpowiedni dla osób posiadających cerę wrażliwą lub zaczynających swoją przygodę z kwasami.
Oczywiście tego typu preparatów jest wiele i każdy ma tak na prawdę podobne działanie. Jednak bez względu na to który z nich wybierzemy, najlepiej przed jego zastosowaniem zapoznać się z opiniami innych osób, które stosowały dany kosmetyk. Wiele takich recenzji można znaleźć na blogach, youtubie czy stronie wizaz.pl.

Pozdrawiam i Powodzenia!:)

sobota, 23 czerwca 2012

L'oreal UV Perfect UVB50 UVA PA+++ - idealny filtr!

Od czasu gdy zainteresowałam się kosmetykami azjatyckimi, wciąż odkrywam nowe niespodzianki. Dzisiaj chciałabym napisać wam kilka słów na temat kremu z filtrem L'oreal UV Perfect SPF50 UVA PA+++. Koncerny takie jak L'oreal sprzedają swoje produkty na całym świecie, jednak jak widać ich asortyment różni się w zależności od kraju (czy może dokładniej kontynentu!). Jak wiadomo w Azji większość kobiet panicznie boi się opalenizny, chcą by ich skóra była jasna i nieskazitelna, dlatego też firmy sprzedające na rynek azjatycki dbają o to by ich produkty zawierały wysokie filtry. Na pudełku L'oreal UV Perfect możemy przeczytać, że jest to krem dostępny w Singapurze, Malezji, Filipinach i Indonezji.



O tym jak ważna jest ochrona UV pisałam już nie raz. Chcąc zapobiec przedwczesnemu starzeniu mojej skóry przetestowałam już wiele kremów do twarz z wysokimi filtrami i niestety z każdym było coś nie tak. Pod hasłem wysokie filtry mam namyśli spf50 UVA około 30 (PA +++). Po pierwsze jest ich niewiele w Polsce, dostępne chyba wyłącznie pośród marek aptecznych, kosztują średnio od 30zł do 50zł i wszystkie, które do tej pory testowałam albo bielą, albo pozostawiają na skórze tłustą klejącą powłokę, na prawdę żaden wysoki filtr do tej pory mi nie odpowiadał.

Na ten krem trafiłam całkiem przypadkiem na allegro. Od razu zaczęłam przeszukiwać internet by znaleźć jakąś recenzję tego kremu i oczywiście znalazłam wiele - jedynie po angielsku. Na szczęście język ten nie jest mi obcy więc od razu wyczytałam pochlebne opinie na temat tego kremu. Pomimo tego, że nie miałam okazji go wypróbować, postanowiłam kupić go w ciemno - kosztował razem z przesyłką około 22zł (jest to bardzo zachęcająca cena w porównaniu do kremów do twarzy z filtrami dostępnych w Polsce).

Jak dla mnie krem ma same plusy:
- lekka konsystencja
- dobrze się wchłania
- nie bieli
- dobrze nawilża!
- nie pozostawia klejącej, tłustej warstwy
Działa jak dobry, lekki krem nawilżający, kiedy moja skóra nie jest przesuszona nie odczuwam potrzeby nakładania pod spód niczego dodatkowego.

Na pudełku możemy przeczytać (w moim wolnym tłumaczeniu;p):
Każdego dnia twoja skóra narażona jest na różnorodne zagrożenia, takie jak promieniowanie UV i zanieczyszczenia środowiska - wywołują one powstawanie wolnych rodników, które atakują komórki naszego ciała oraz niszczą włókna kolagenu i elastyny w skórze. Laboratoria L'oreal stworzyły nowy krem UV Perfect wzbogacony o silny antyoksydacyjny kompleks w celu ochrony twojej skóry przed przebarwieniami, ciemnieniem skóry oraz przedwczesnym starzeniem.

Pojemność: 30ml/ cena: około 22zł na allegro. Uważam, że pomimo małej pojemności krem i tak jest wart swojej ceny, zastanawiam się nawet czy nie kupić większego zapasu, bo trochę boję się, że mogą zniknąć z allegro. Szczerze mam nadzieję, że wzrastająca świadomość odnośnie ochrony UV skłoni firmy takie jak L'oreal do wprowadzania tego typu produktów również na nasz rynek.

A czy wy znacie jakiś godny polecenia krem z filtrami SPF50 UVA30?

sobota, 16 czerwca 2012

krem BB MISSHA M Perfect Cover - recenzja

Hej dziewczyny, dzisiaj z wielką radością chciałabym podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami na temat kremu BB MISSHA M Perfect Cover. O kremach BB pisałam niedawno. MISSHA nie jest pierwszym kremem tego typu który testuję, wcześniej miałam okazję wypróbować krem firmy SKIN79 HOT PINK, który jednak nie do końca spełnił moje oczekiwania. Na szczęście MISSHA okazała się o wiele lepszym wyborem.



plusy:
+ krem ma bardzo wysoki filtr UVB 42 oraz PA+++ (najwyższa dostępna na rynku ochrona przed promieniami UVA, które przeciwdziałają starzeniu się skóry)
+ bardzo ładnie wyrównuje koloryt skóry, twarzy wygląda po prostu ładnie i zdrowo
+ daje bardzo naturalne wykończenie - kolor faktycznie dopasowuje się do koloru skóry, nie jest też szary jak SKIN79
+ rozświetla chociaż nie ma absolutnie żadnych drobinek
+ zawiera składniki pielęgnujące takie jak olej z orzechów makadamia czy ekstrat z kawioru, dzięki czemu ładnie nawilża skórę

Minusem jest na pewno dostępność kremu. Jest to kosmetyk azjatycki, który możemy zamówić jedynie przez internetu korzystając z allegro, lub ebaya. Jest kilku zaufanych sprzedawców, którzy spowadzają te kosmetyki do Polski takich jak np AsianSotre. Kolejnym minusem może być cena, ja za pojemność 20ml zapłaciłam około 30zł, jednak biorąc pod uwagę działanie moim zdaniem na prawdę warto!

W zasadzie nie widzę żadnych innych minusów tego produktu, przy czym trzeba pamiętać że jest to krem BB, a nie podkład, więc efekt jest nieco inny, jeśli mamy dużo do zakrycia może okazać się dla nas niewystarczający. Chociaż w moim przypadku krem ten kryje lepiej niż wiele podkładów które wcześniej stosowałam (daje podobny efekt krycia co podkład Bourjois healthy mix). Pod kilkoma względami przewyższa nawet mój dotychczasowy ideał Ravlon Colorstay (wysokie filtry, rozświetlenie).
Krem występuje w kilku odcieniach, ja zamówiłam 21 i do mojej jasnej cery świetnie się sprawdza (a moja cera jest na tyle jasna że większość podkładów w ogóle nie ma tak jasnego koloru w swojej palecie), a czytałam też na innych blogach że krem ten dopasowuje się również do ciemniejszej skóry. Ja kupiłam wersję 20ml jednak występuje też w wersji 50ml oraz próbkach 2ml.


Kolejną dużą zaletą jest fakt, że używając tego kremu możemy wyeliminować inne produkty z filtrami, które w Polsce nie dość że są drogie to w dodatku wiele osób na nie narzeka, ja np. nie znalazłam jeszcze kremu z wysokim filtrem do twarzy który by mi odpowiadał w 100%.

Jestem tym kremem absolutnie zachwycona. Prawdopodobnie na wieczorne wyjścia dalej będę używać Revlonu (wieczorem nie muszę martwić się o promienie UV) ale na co dzień mam mój nowy ideał!

19.09.2012r.
Po kilku miesiącach stosowania muszę niestety napisać o kilku wadach tego kremu. Po pierwsze w moim przypadku nie nadaje się na okolice oczu, jak wspominałam juz nie raz mam problemy z zmarszczkami mimicznymi w tej okolicy i niestety większość podkładów się w nich osadza co dodatkowo je podkreśla i niestety Missha nie jest tu wyjątkiem. Jednak od kiedy odkryłam, że mój druki krem BB SKIN79 hot pink idealnie nadaje się pod oczy zaczęłam go stosować w parze z Missha. Po drugie niestety krem zupełnie nie sprawdził się na letnie upały. W temperaturze powyżej 25 stopni po prostu topi się na twarzy (choć może to dlatego, że w takiej temperaturze każdy podkład topi się na mojej twarzy...?) w związku z czym musiałam odłożyć go na czas wakacji i wróciłam do niego dopiero we wrześniu.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Czym są Kremy BB?

Przy okazji mojego wpisu dotyczącego kremu BB Skin79 Hot Pink, chciałam napisać kilka słów na temat tego typu produktów. Wiem że wielu z was słyszało już to kilka razy, jednak są pewnie jeszcze osoby które kremów BB nie znają. Ja o kremach BB pierwszy raz usłyszałam na blogu Azjatycki Cukier, jest to ciekawa strona prowadzona przez dziewczynę, która mieszka w Azji i bardzo promuje tamtejsze kosmetyki i nie tylko.

Kremy BB zostały stworzone w latach 60tych dla osób, które przeszły zabieg chirurgii laserowej. Ich zadaniem było ukrycie niedoskonałości skóry, przyspieszenie jej regeneracji oraz ochrona. W niedługim czasie kremy te stały się bardzo popularne w Azji. Krem BB (Blemish Balm) to wielofunkcyjny kosmetyk pokrywający niedoskonałości cery o właściwościach nawilżających i odżywiających, zazwyczaj z filtrem UV. Idealnie sprawdza się jako baza pod makijaż, może też zastąpić podkład. Wielką zaletą tego typu kremów jest to że sprawiają, że twarz wygląda bardzo naturalnie. Dzięki zawartości wysokiego filtra, krem ten pozwala na wyeliminowanie uciążliwych kremów z filtrem.



Kilka ciekawostek dotyczących kremów BB:

Jak w przypadku innych kosmetyków tego typu trzeba je bardzo dokładnie zmywać z twarzy, ponieważ mogą doprowadzić do pogorszenia stanu cery.

Kremy BB dostępne w Polsce. Ostatnio bardzo popularny stał się krem BB firmy Garnier, niestety moim zdaniem niewiele ma od wspólnego ze swoimi azjatyckimi kuzynami. Krem ten występuje w dwóch odcieniach, jednak oba są dość ciemne i średnio dostosowują się do koloru skóry. Nie ma na nim informacji o filtrach UVA które to odpowiadają za ochronę przeciwzmarszczkową.

Gdzie w takim razie kupić taki krem? Ja moje azjatyckie miniatury nabyłam w internecie. Na allegro można znaleźć kilka osób handlujących kosmetykami z Azji, trzeba jednak uważać na podróbki, zwłaszcza kremu Skin79, których jest wiele. Najlepiej kupować od sprawdzonych sprzedawców i szukać informacji na temat podróbek na forach internetowych.


Krem BB Skin 79 Hot Pink - recenzja

O kremach BB od jakiegoś czasu zrobiło się bardzo głośno. Po przeczytaniu kilku ciekawych recenzji tych produktów postanowiłam wypróbować je na własnej skórze. Niestety w Polsce kremy BB są wciąż mało popularne, a wersje dostępne w naszych drogieriach (np. krem BB Garniera) są raczej czymś w rodzaju kremów BB.

Ja zaopatrzyłam się w dwa bardzo popularne azjatyckie kremy BB: Missha M Perfect Cover oraz Skin79 Hot Pink. Dziś właśnie minął tydzień od testowania jednego z nich i chciałabym podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami :)



Krem firmy Skin79 Hot Pink.

+ krem ma bardzo przyjemną, dość gęstą konsystencje
+ bardzo dobrze nawilża skórę twarzy, wyrównuje koloryt i nadaje jej zdrowy wygląd
+ rozświetla dzięki perłowej barwie - w kremie nie ma drobinek typowych dla podkładów rozświetlających

+/- posiada filtr ochronny SPF25 PA++ (średnia ochrona zarówno UVB (SPF) jak i UVA (PA) nie jest to dla mnie do końca plusem ponieważ drugi krem BB (Missha M Perfect Cover) który zamierzam przetestować ma filtr 42SPF PA+++ co oznacza bardzo wysoką ochronę UV

+/- średnie krycie - jednak nie to jest zadaniem kremów BB, więc ciężko uznać to za minus

+/- jestem posiadaczką mieszanej skóry w kierunku suchej i musiałam ten krem przypudrować, jednak niestety po nałożeniu pudru nie wyglądał już aż tak ładnie

- po jakimś czasie (około 3 godziny) skóra nie wygląda już tak dobrze jak zaraz po nałożeniu, efekt rozświetlenia i nawilżenia znika i wyglądam jak po nałożeniu średniej jakości podkładu,

- kolor jest dość chłodny, dla wielu osób może wydać się wręcz ziemisty, na twarzy wygląda ładnie, jednak moja skóra ma dość ciepłą barwę - zazwyczaj stosuję podkłady w żółtawym tonie, więc po nałożeniu go widać niewielką różnicę

Szczerze to krem nie do końca spełnia moje oczekiwania, cena jest dość wysoka (w granicach 60 - 90zł na allegro za 40g), a efekty nie są tak spektakularne jak myślałam. W produkcie tym najbardziej podoba mi się obecność filtrów UVA, których nie nie znajdziemy w zwyczajnym podkładzie, jednak nie wiem czy gra jest warta świeczki - z pewnością dobry krem z filtrem pod podkładem da nam zbliżoną ochronę. Jak narazie większe nadzieje wiążę z drugiem kremem BB Missha M Perfect Cover, którego recenzja pojawi się w najbliższym czasie:)

19.09.2012r.
Muszę coś dodać do tej recenzji ponieważ po dłuższym okresie stosowania kremu odkryłam jego wielką zaletę! Idealnie nadaje się on na okolice oczu. Pięknie rozświetla spojrzenie, nawilża skórę i co najważniejsze, nie osadza się w moich zmarszczkach mimicznych! Jak już kiedyś wspominałam od kilku lat mam problem z zmarszczkami mimicznymi w okolicach oczu. Są one bardzo drobne jednak nałożenie na nie jakiegokolwiek podkładu czy pudru sprawiało że stawały się one bardzo widoczne. Dlatego krem ten został moim wielkim przyjacielem, nakładam go w okolice oczu bez względu na to jakiego podkładu czy kremu bb używam.

środa, 30 maja 2012

Filtry BIODERMY - recenzja.

Miałam ostatnio okazje przetestować 3 kremy z wysokim filtrem BIODERMY. Jak wiadomo zbliża się lato i temat filtrów jest jak najbardziej na czasie. Bioderma to jedna z moich ulubionych marek aptecznych, którą darzę wielkim zaufaniem, jednak ich kremy z wysokim filtrem zbierają średnie recenzje w inernecie - jak to filtry. Ja wciąż jestem na etapie poszukiwania idealnego kremu z filtrem dlatego kupiłam ostatnio za grosze miniwersje tych kremów.

Pierwszy krem to BIODERMA Photoderm AR SPF50+ UVA 33 30ml
Jest to krem tonujący o beżowym zabarwieniu. Ma dość tłustą konsystencje, twarz wygląda jak po nałożeniu olejku. Nie bieli i bardzo dobrze odżywia skórę. Jednak moim zdaniem nie nadaje się na wyjścia, a tym bardziej pod makijaż. Dla mnie idealnie sprawdził się gdy spędzałam czas w domu, w ogrodzie, na wycieczce rowerowej – jednym słowem tam gdzie nikt mnie nie ogląda – cera wyglądała ładnie, była odżywiona, ale jednak dość mocno się świeciła. Myślę że jako podstawowy krem z filtrem odpada. Prawdopodobnie jak wszystkie tak ciężkie kosmetyki przy codziennym stosowaniu zapchałby mi pory. Rozważam jednak jego zakup bo moim zdaniem bardzo dobrze sprawdza się w weekend, kiedy nie nakładam makijażu na twarz.



Kolejny krem który przetestowałam to BIODERMA Photoderm AKN Mat SPF30 UVA13 40ml
Krem ten polecany jest do skóry trądzikowej. Faktycznie matuje, co dla mnie akurat nie jest plusem bo moja mieszana skóra od jakiegoś czasu jest zdecydowanie bardziej sucha niż tłusta, ale dla wielu osób będzie to na pewno duży plus. Ja jednak stosuję ten filtr na krem nawilżający i wtedy działa bardzo dobrze. Skóra jest ładnie nawilżona i odżywiona, ale nie świeci się. Bardzo dobrze wygląda na nim makijaż. Niestety i ten krem nie jest wolny od wad – bieli i ma zbyt niski filtr UVA jak dla mnie – zwłaszcza gdy spędzamy czas na zewnątrz w słoneczny dzień UVA13 to niewiele.



Trzeci krem który testowałam to Photoderm MAX SPF50+ UVA38 40ml
Ten krem najmniej przypadł mi do gustu. Wprawdzie posiada bardzo wysoką ochronę – odpowiednią na lato, jest jednak typowym filtrem – bieli, nieco klei się na twarzy, jest dość ciężki i pozostawia to nieprzyjemne uczucie maski. Możliwe, że w parze z bardzo lekkim nawilżającym kremem bazowym działałby lepiej, jednak póki co jak dla mnie odpada.



Wszystkie trzy kremy są dość drogie – około 50zł, a żaden z nich nie jest idealny. Możliwe że kupię zestaw AR i AKN mat i będę stosować je zamiennie, jednak moje poszukiwania ideału wciąż trwają.

Polecam: Opalać się czy się nie opalać - kilka słów o ochronie UV

niedziela, 27 maja 2012

Kosmetyki z filtrami z Azji?

O tym jak istotna jest ochrona przeciw promieniom UV pisałam już wcześniej: Opalać się czy się nie opalać - kolka słów o ochronie UV. Jednak problem pojawia się gdy stajemy przed zadaniem zakupienia odpowiedniego kremu z filtrem na lato. Krem taki powinien mieć około 50spf oraz koniecznie wysoki filtr UVA (około 30), a znalezienie takiego kremu w Polsce w zwykłej drogerii graniczy cudem (w zasadzie chyba nie ma ich tam w ogóle).

Niestety świadomość Polek dotycząca tego jak bardzo promieniowanie UVA wpływa na starzenie jest wciąż bardzo mała, a moda na ciemną opaleniznę trwa w najlepsze. Dlatego w kremach dostępnych na naszym rynku filtry występują w znikomych ilościach i zazwyczaj na opakowaniu znajduje się tylko informacja o zawartości SPF (czyli ochronie przeciw UVB, które akurat na starzenie ma mały wpływ).

Kremy z wysokim i stabilnym UVA (około 30) oraz SPF50+ możemy znaleźć jedynie pośród marek aptecznych takich jak BIOREDMA, IWOSTIN, La Roche Posay, Pharmaceris czy Avene, jednak pomimo tego że wypróbowałam już wiele z nich, każdy ma jakąś typową dla filtru wadę. Jedne bielą, inne pozostawiają tłustą klejącą warstwę, podrażniają oczy i źle wygląda na nich makijaż.

Więc skąd brać dobre kremy z filtrem, które oprócz tego że będą nas chronić sprawią również, że nasza cera będzie ładnie wyglądać?

Odpowiedź jest prosta: z Azji!

Jakiś czas temu oglądałam program podróżniczy o Indiach. Okazuje się, że dla tamtejszych kobiet ideałem jest jasna cera (wiadomo - zawsze chcemy tego, czego nie mamy - Europejki się opalają a Hinduski wybielają). Dlatego podstawowym składnikiem tamtejszych kremów są filtry. Gdy zaczęłam szukać w internecie wiadomości na ten temat okazało się że trend ten panuje w całej Azji. Niestety kosmetyki azjatyckie w zasadzie na Polskim rynku nie istnieją. Można jednak dostać je na allegro.

Ja zamówiłam sobie włąsnie próbki kilku produktów:

1. Sunblock Tony Moly 50SPF PA+++





2. Krem BB Skin79 Hot Pink 25SPF PA++

2. Krem BB MISSHA M Perfect Cover  42SPF PA+++

Oznaczenie PA to właśnie wartość filtrów UVA
+ (słaba ochrona)
++ (średnia ochrona)
+++ (wysoka ochrona)

Jak tylko je przetestuje dam znać jakie są moje ważenia;)

środa, 16 maja 2012

Kremy przeciwzmarszczkowe - czy na prawdę działają?

Dziś chciałabym poruszyć temat kremów przeciwzmarszczkowych i specyfików przeznaczonych do walki z tym problemem. Niejako przez przypadek przy okazji mojej walki z trądzikiem zaczęłam interesować się również tym tematem. Mam dopiero 24 lata jednak już kilka lat temu pojawiły się u mnie bardzo drobne zmarszczki mimiczne co wywołało u mnie panikę. Patrząc na moją babci i tatę (a to po nich odziedziczyłam większość genów jeśli chodzi o wygląd) wiem że mam duże predyspozycje genetyczne do tego żeby się szybko zestarzeć.


Na pierwsze informacje na ten temat trafiłam po przeczytaniu kilku artykułów o kwasach i retinoidach, które jak się okazało nie tylko zwalczają trądzik, ale również są jednymi z niewielu substancji, które są w stanie zniwelować zmarszczki.

Ale przejdźmy do głównego tematu tego posta. Wiele razy słyszałam już opinię, że nie należy stosować kremów przeciwzmarszczkowych zbyt szybko, ponieważ możemy w ten sposób 'rozleniwić' skórę i zamiast sobie pomóc, tylko przyspieszymy proces starzenia. Jednak kiedy zaczęłam interesować się tematem, okazało się że dermatolodzy i kosmetolodzy masowo obalają ten mit. Okazuje się, że większość kremów przeciwzmarszczkowych (zwłaszcza tych dostępnych w zwykłych drogeriach) to po prostu dobre nawilżacze posiadające bogaty skład, który ma chronić skórę przed tworzeniem się zmarszczek. Jak sama nazwa wskazuje kremy przeciwzmarszczkowe mają zmarszczkom zapobiegać, a nie je leczyć.



Osławiony kwas hialuronowy to po prostu bardzo dobrze nawilżająca substancja, którą można stosować w każdym wieku. Owszem może on wypełnić zmarszczki, ale pod warunkiem, że zostanie w nie wstrzyknięty (a też nie pozostawia wtedy trwałego efektu).
Równie popularny retinol, w dużej większości kremów nie ma wiele wspólnego z retinoidami, które faktycznie działają, jest o wiele słabszą postacią witaminy A, która również zapobiega zmarszczkom ale ich nie leczy.
Kolejny znany składnik kremów to koenzym Q10, który jest bardzo pomocną substancją, świetnym antyutleniaczem chroniącym przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Czyli kolejny składnik, który ma zapobiegać starzeniu, a nie je leczyć.
Następnie w składzie kremów możemy znaleźć całą masę antyutleniaczy, które chronią przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Należą do nich: witamina A, C, E oraz różnego rodzaju wyciągi roślinne.
Wiele z was słyszało pewnie o peptydach. Niektóre peptydy opóźniają proces starzenia się skóry, dzięki pobudzaniu jej naturalnych procesów fizjologicznych. Dzięki temu skóra nie traci jędrności i nie powstają nowe zmarszczki.

Jak widać wszystkie te składniki mają za zadanie zapobiec pojawieniu się zmarszczek, z czego wniosek, że należy sięgnąć po nie odpowiednio wcześnie. Tylko wcześnie, to znaczy kiedy?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Już jako nastolatki powinnyśmy brać pod uwagę starzenie w czasie pielęgnacji skóry. Okazuje się, że zaniedbania z tego okresu życia mają duży wpływ na proces starzenia skóry i wygląd w wieku dojrzałym. W tym wieku zwykle największym problemem z cerą jest trądzik. Nie powinnaś jednak z nim walczyć, używając silnie działających środków wysuszających pryszcze. Przesuszanie zaburza funkcjonowanie skóry co w przyszłości przyśpieszy pojawienie się zmarszczek. To kiedy zaczynamy stosować kremy przeciwzmarszczkowe zależy od predyspozycji skóry. Podstawą dla każdej młodej kobiety jest jest odpowiednie nawilżenie oraz wysoka ochrona UV.

Ze względu na to, że przez wiele lat w niewłaściwy sposób walczyłam z trądzikiem moja skóra nosi już pierwsze oznaki starzenia. Jednak w związku z tym, że nadal profilaktycznie używam maści z retinoidami i peelingów kwasowych, które o wiele lepiej przeciwdziałają zmarszczom niż zwykłe kremy nie odczuwam większej potrzeby stosowania ich. Jednak wybierając kremy nawilżające chętnie wybieram te, które w swoim składzie mają antyutleniacze i koniecznie filtry!

poniedziałek, 7 maja 2012

Opalać się czy się nie opalać? kilka słów o ochronie UV.


Temat ten w naszym kraju jest wciąż bardzo kontrowersyjny. Większość moich koleżanek za główny cel wakacji stawia sobie mocną opaleniznę. Nie wspominając o tym, że wciąż wiele młodych dziewczyn chodzi cały rok na solarium.


Na szczęście od dobrych kilku lat media związane z modą i urodą przestrzegają przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Stosowanie kremów z filtrami ma za zadanie przede wszystkim pomóc nam w zatrzymaniu młodego wyglądu na dłużej.Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że nawet w pochmurny dzień, spędzając czas w pomieszczeniach jesteśmy narażeni na promieniowanie UV. Dlatego jeśli zależy nam na zachowaniu młodego wyglądu, bez względu na porę roku i pogodę należy stosować filtry.


SPF nie wystarczy! 
Skrót SPF stosowany na kremach ochronnych odnosi się do ochrony UVB. Promieniowanie UVB jest zatrzymywane przez chmury i szkło, dlatego jesteśmy na nie narażeni jedynie w czasie bezpośredniej ekspozycji na słońce. Promienie UVB odpowiadają za opalanie się, ale także za oparzenia słoneczne, reakcje alergiczne, a nawet nowotwory skóry.


Naszym głównym przeciwnikiem w walce ze starzeniem jest promieniowanie UVA (inne oznaczenia to IPD, PPD, PA) obecne przez cały rok, nawet w pochmurne dni. Stanowi ono 95% promieniowania ultrafioletowego, które dociera do powierzchni ziemi. Promienie te przenikają przez chmury, szkło i naskórek. W przeciwieństwie do promieni UVB nie wywołują bolesności skóry, mogą wnikać w nią głęboko i niszczyć komórki skóry właściwej. Ponieważ są one przede wszystkim odpowiedzialne za tworzenie się wolnych rodników, w długim okresie mogą doprowadzić do zmian w komórkach, a co za tym idzie co fotostarzenia się skóry.


Jeżeli chcemy zapobiec fotostarzeniu musimy przede wszystkim zapewnić skórze całoroczną ochronę UVA. Firmy kosmetyczne zaczynają powoli dodawać do kremów na dzień filtry, jednak często są one zbyt niskie, a producenci nie podają informacji o zawartości UVA na opakowaniach. Wtedy najlepiej udać się do apteki po dermokosmetyki. W aptece znajdziecie spory wybór tego typu kosmetyków do każdego rodzaju skóry. Ja osobiście w pochmurne dni używam kremu IWOSTIN HYDRATIA SPF15, natomiast w w słoneczne dni Pharmaceris S SPF30. Latem zamierzam przerzucić się na SPF50.

Filtry a trądzik.
Wiele razy słyszałam o tym jak to słońce zbawiennie wysusza trądzik. Kilka moich koleżanek, które tak jak ja od wielu lat walczą z trądzikiem z utęsknieniem czekają na wakacje kiedy to słońce poprawi stan ich skóry. Niektóre chodzą nawet w tym celu cały rok na solarium! Jednak poprawa stanu skóry jest tylko czasowa i pozorna. W rzeczywistości słońce pogarsza sytuacje i po wakacjach następuje wysyp. W czasie kuracji anty trądzikowych skóra staje się bardziej wrażliwa na promieniowanie UV co może doprowadzić do zaostrzania zmian oraz powstania przebarwień (sama tego niestety doświadczyłam). Ponadto wiele specyfików (takich jak kwasy czy retinoidy) stosowanych w czasie kuracji anty trądzikowej wymaga bardzo wysokiej ochrony UV bez względu na porę roku. Więcej na ten temat znajdziecie tu.

Zatem opalać się czy nie?
Ja z roku na rok coraz bardziej ograniczam letnie wylegiwanie się na słońcu. Jednak w czasie wakacji nad morzem czy w górach nie sposób uniknąć promieni słonecznych. Z pewnością w lecie należy odstawić silnie działające na skórę maści czy peelingi i stosować na twarz filtr SPF50+. Jednak myślę, że ukrywanie się cieniu przez 3 miesiące nie ma sensu.

Pewnie większość z was podobnie jak ja lubi opaleniznę z tego względu że poprawia wygląd skóry, jednak od kiedy zaczęłam odpowiednio dbać o cerę to wygląda ona ładnie w swoim naturalnym kolorze!

5% tonik z kwasu migdałowego.

Przez długi czas po odkryciu cudotwórczego działania kwasu migdałowego stosowałam go jako peeling nakładając bezpośrednio na twarz. Jednak niedawno znalazłam w internecie przepis na tonik z kwasu i postanowiłam go wypróbować.



Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Po sporządzeniu toniku nakładam go na twarz mniej więcej co drugi dzień na noc (pod warunkiem że nie stosuje innych silnie działających specyfików takich jak np retinoidy). Dzięki temu na bieżąco pozbywałam się wyprysków, a skóra złuszcza się bardzo delikatnie. Moim zdaniem ten tonik to najlepszy sposób na kwas migdałowy. Dzięki niemu unikamy tygodniowego intensywnego łuszczenia, które występuje po zwyczajnym zabiegu.

Jak go zrobić?
Ja stosuję przepis znaleziony na jednym z for internetowych. Osobiście zamiast wody destylowanej używam mineralnej. Kwas hialuronowy służy nawilżeniu skóry.

Tonik jest idealny do częstego stosowania. Zamierzam odstawić go dopiero latem, kiedy słońce będzie silnie grzało.

5% to dość słabe stężenie, jednak w czasie stosowania toniku należy pamiętać o ochronie UV bez względu na porę roku. Ja osobiście w pochmurne dni nakładam SPF15 a w słoneczne SPF30, przy czym większość czasu spędzam w pomieszczeniach. Więcej na temat filtrów znajdziesz tu.

 
%
gram
ml
Woda destylowana
85
17
17
Kwas hialuronowy
10
2
1,80
Kwas migdałowy
5
1
1,25
 
100
20
20,05 

niedziela, 6 maja 2012

Kwas migdałowy na trądzik.

Zabieg kwasem migdałowym okazał się momentem przełomowym w czasie mojej walki z trądzikiem.
Zaproponowała mi go kosmetyczka kiedy okazało się, że stan mojej cery nie pozwala na zastosowanie mikrodermabrazji.

Kwas migdałowy jest najlepszym kwasem pod względem działania anty trądzikowego (zaraz obok kwasu pirogronowego) ponieważ zawiera w sobie naturalny antybiotyk, który leczy zmiany trądzikowe.

Pomaga:
pozbyć się zaskórników
spłyca pory i blizny
rozjaśnia przebarwienia (również piegi)
ujednolica koloryt skóry i wygładza ją.



Dokładnie te efekty uzyskałam po zastosowaniu kwasu. Usuwa on wierzchnią warstwę naskórka, dzięki czemu spłyca nierówności skóry oraz pory. Rozjaśnił nieco moje przebarwienia po solarium. Stanowczo ujednolicił kolor mojej szarej ziemistej cery i wygładził ją.

Dzięki niemu pozbyłam się zaskórników z policzków, żuchwy i brody dzięki czemu o wiele rzadziej wyskakiwały mi pryszcze. Nie rozwiązał on całkowicie mojego problemu, ale stanowczo poprawił stan mojej cery.

Zabiegi kwasem należy jednak powtarzać. I tu pojawił się problem kosztów. U kosmetyczki zapłaciłam za niego około 150zł i nie było mnie stać na kolejne. Jednak szukając w internecie informacji na temat działania kwasu natknęłam się na różnego rodzaju sklepy internetowe, które oferowały kwas w cenie około 30zł za 6ml (taka ilość starcza na około 5 zabiegów!). Nie byłam pewna czy kupowanie tego rodzaju specyfiku w internecie jest dobrym pomysłem, więc zaczęłam przeglądać fora internetowe. Okazało się, że wiele osób używa tego rodzaju kwasu zakupionego na stronach z półproduktami kosmetycznymi takich jak np. Zrób sobie krem, który działa tak samo jak zabieg u kosmetyczki. Zachęcona pozytywnymi opiniami postanowiłam zaryzykować i kupiłam specyfik. Pierw wypróbowałam go na dłoni, a kiedy po kilku dniach wszystko poszło według planu zrobiłam sobie zabieg na twarz.

Rezultaty rewelacyjne. Miałam wrażenie, że kwas nawet mocniej zadziałał niż po zabiegu u kosmetyczki.
 
Jak to działa?
Kwas migdałowy to kwas AHA otrzymywany z migdałów. Zabieg polega na nałożeniu kwasu (bezpieczne stężenie to 20-40%) bezpośrednio na twarz. Należy zmyć go po około 8 minutach lub kiedy zaczyna piec i swędzieć na tyle, że nie możemy dłużej wytrzymać, zdarzyło mi się zmyć go i po 5 minutach. Następnie należy nałożyć na twarz mocno nawilżający krem.
Zaraz po zabiegu skóra może być napięta. Po około 3 dniach zaczyna się łuszczyć, łuszczenie to nie jest jednak bardzo problematyczne - można spokojnie nałożyć makijaż i pokazać się ludziom. Po tygodniu łuszczenie ustępuje i mamy piękną, gładką cerę.

W czasie gdy cera się łuszczy polecam używanie jakiegoś 'rolującego się' kremu. Właśnie tak. Ten znienawidzony przez nas efekt rolowania, doskonale pomaga w usunięciu łuszczącego się naskórka. Ja osobiści nakładam krem i po około 5 minutach zaczynam pocierać twarz dłońmi, zbierając w ten sposób rolujący się krem z zrogowaciałym naskórkiem.

Miedzy kolejnymi zabiegami należy zrobić co najmniej 2 tygodnie przerwy. Zabieg najlepiej wykonywać wiosną i jesienią.

Wiele osób handlujących kwasem migdałowym oraz kosmetyczek twierdzi, że kwas jest bezpieczny i nie uwrażliwia na promienie UV. Często słyszałam opinie, że kwasu można używać latem i że nawet sprawia że opalenizna lepiej wygląda. Jednak czytałam też wiele opinii specjalistów, którzy twierdzą że w czasie stosowania jakiegokolwiek kwasu konieczna jest wysoka ochrona UV i nawet jeśli stosujemy kwas migdałowy latem to powinniśmy unikać słońca. Ciężko więc stwierdzić kto ma rację. Ja wolę nie ryzykować i rezygnuję z kwasów w okresie letnim.

W innym poście opisuje stosowanie 5% toniku z kwasu migdałoweg.

Polecam również wpis: Jak zmieniła się moja cera po 3 latach stosowania kwasów i retinoidów? 


Słońce na trądzik?

Kolejny mit, który chciałabym tu opisać to stosowania opalania jako terapii anty trądzikowej.

Kiedy zaczęłam mieć problemy z trądzikiem jedną z pierwszych 'złotych rad' jakie dostałam od koleżanek to 'idź na solarium'. Oczywiście nie zdając sobie sprawy z tego na co się narażam chętnie skorzystałam z tego pomysłu. Przez około 4 miesiące raz w tygodniu chodziłam na solarium aby wysuszyć moje pryszcze. Opalałam się od 5 - 15 minut jednorazowo, wiec nie było to zbyt intensywne.

Efekty? Przebarwienia na twarzy, których bardzo powoli pozbywam się już od 5 lat.

Nie wspominając o tym, że gdy tylko odstawiłam opalanie problem trądziku powrócił ze zdwojoną siłą. Jak się później dowiedziałam opalanie wysusza skórę (podobnie jak alkohol w kosmetykach anty trądzikowych) co w efekcie prowadzi do tego, że skóra wydziela więcej sebum.

Poza tym, promieniowanie UV wyklucza stosowanie praktycznie wszystkich skutecznych metod walki z trądzikiem, o których niedługo opowiem.