Dziś chciałabym podzielić się z wami moimi zdaniem na temat oczyszczania twarzy szmatką z mikrofibry. Po raz pierwszy o tej metodzie usłyszałam dawno temu, ponieważ jest ona od dłuższego czasu bardzo popularna pośród polskich blogerek.
Szmatka z mikrofibry oryginalnie przeznaczona jest do ścierania kurzu i jak wiadomo bardzo skutecznie usuwa ona brud powierzchni. Jak się okazuje, równie dobrze radzi ona sobie z usuwaniem brudu z naszej twarzy. Jej specjalne włókna mają właściwości ścierające więc ich działanie jest zbliżone do peelingu mechanicznego.
Ściereczkę można używać na kilka sposobów:
1. Do zmywania makijażu - makijaż można uznać z pewnego rodzaju brud na powierzchni naszej twarzy, dlatego włókna mikrofibry o wiele lepiej zbiorą go niż zwykły płatek kosmetyczny. Ja dla dobrego 'poślizgu' i by zapobiec podrażnieniom używam emulsji micelarnej Cetaphil, którą wraz z makijażem ścieram szmatką, jednak czytałam, że niektóre dziewczyny jedynie zwilżają szmatkę wodą.
2. Przy myciu twarzy żelem.
3. Do wycierania twarzy po umyciu.
Jakie są zalety używania ściereczki?
Doskonale oczyszcza ona twarz, jednocześnie świetnie usuwając martwy naskórek. Jest to świetny, prosty i tani(!) sposób na pozbycie się suchych skórek które są moją zmorą. Jest dobrym rozwiązaniem dla osób stosujących peelingu kwasowe czy retinoidy (łuszczący się naskórek jest dużym problemem dla wielu osób chcących pozbyć się naskórka chemicznie). Ja zaczęłam używać ściereczki ponieważ skończył się mój ulubiony peeling żelowy Ginvera Marvel Gel. Okazało się, że usuwanie martwego naskórka szmatką jest tak skuteczne, że prawdopodobnie nie kupie Ginvery po raz kolejny! (żel Ginvera jest tak samo skuteczny, jednak szmatka z mikrofibry jest o wiele tańsza i dostępna wszędzie) Jest to dobry sposób na mechaniczne pozbycie się martwego naskórka, jak dla mnie to dobra alternatywa dla peelingów mechanicznych (nie widzę potrzeby by je stosować, od kiedy używam ściereczki).
Jak pewnie wiecie, jest kilka rodzajów powierzchni ściereczki. Jedne są gładkie, drugie mają "supełki" a jeszcze inne "paski". Ja aktualnie używam ściereczki w paski (zdjęcie pod spodem). Nie używałam do tej pory innych rodzajów więc ciężko powiedzieć mi czy są one lepsze lub gorsze. Jednak, ściereczka której używam (w paski) sprawdza się bardzo dobrze.
Jest jednak jedna rzecz na którą trzeba uważać podczas używania ściereczki z mikrofibry - jeżeli użyjecie jej w nadmiarze, może to doprowadzić do podrażnienia! Jest to zwłaszcza istotne w przypadku osób stosujących kwasy czy retinoidy, które już wystarczająco podrażniają naszą skórę. Jednak ja stosuję aktualnie ściereczkę razem z Retinem A i jest ok (Retinem A smaruję się raz w tygodniu, a ściereczkę używam mniej więcej co drugi dzień). Jeżeli więc macie wyjątkowo wrażliwą skórę używajcie ściereczki ostrożnie, nie pocierajcie skóry zbyt mocno, możecie też ograniczyć jej stosowanie (raz, dwa razy lub trzy razy w tygodniu).
Wiem, że dziewczyny używają również ściereczek muślinowych, przeznaczonych typowo do twarzy, jednak wiele blogerek uważa, że nie ma większej różnicy między nimi, a ściereczkami z mikrofibry. Ja osobiście ściereczek muślinowych nie używałam, więc nie mogę się na ich temat wypowiedzieć.
Podsumowując, ściereczka z mikrofibry okazała się dla mnie jednym z największych odkryć roku 2012! Jest wyjątkowo skuteczna, wygodna i tania. Jest bardzo pomocna w usuwaniu martwego naskórka, zwłaszcza dla osób mających problem z suchymi skórkami.
Zatem wszystkim którzy jeszcze nie wypróbowali ściereczek z mikrofibry, gorąco je polecam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienna pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienna pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 stycznia 2013
czwartek, 3 stycznia 2013
Czy młode osoby mogą stosować kremy przeciwzmarszczokowe?
Dziś postaram się odpowiedzieć na pytanie, które nurtuje wiele dziewczyn po 20 roku życia. Ja sama pierwsze oznaki starzenia zauważyłam już w wieku 22 lat. Moja koleżanka przekazała mi wtedy złotą myśl, pewnie bardzo dobrze wam znaną, a mianowicie, że kremy przeciwzmarszczkowe 'rozleniwiają' młodą skórę i absolutnie nie należy stosować ich przed trzydziestką. Od tego czasu jednak, spotkałam się z opinią wielu dermatologów lub kosmetologów obalającą mit 'rozleniwiającej' się skóry. Jednak mimo to debata na ten temat wydaje się wciąż żywa i na wielu forach można znaleźć wypowiedzi zarówno przeciwniczek jak i zwolenniczek takiej pielęgnacji.
Nie jestem ani dermatologiem ani kosmetologiem, jednak bardzo interesuje się tym tematem, dlatego też postanowiłam zbadać sprawę po to by wyrobić sobie własne zdanie. Pod spodem w kilku punktach zapiszę wam informacje, które znalazłam i które w moim odczuciu wydają się być logiczne, wiarygodne i sensownie uargumentowane.
1. Kwas hialuronowy, szeroko reklamowany w Polsce jako substancja silnie przeciwzmarszczkowa w rzeczywistości jest humektantem, którego zadaniem jest zwiększenie zawartości wody w warstwie rogowej naskórka. Humektanty wykorzystywane są w kosmetyce jako nieokluzyjne składniki nawilżające. (źródło: Biochemia Urody) Zatem jak widać, najistotniejszym działaniem kwasu hialuronowego jest nawilżenie, z czego wniosek że osoby po 20 roku życia mogą spokojnie go stosować. W kosmetykach azjatyckich kwas hialuronowy można znaleźć przede wszystkim właśnie w kosmetykach nawilżających, przeznaczonych dla młodej skóry.
2. Kolejnym popularnym składnikiem kremów przeciwzmarszczkowych są antyoksydanty, inaczej przeciwutleniacze. Więcej na ich temat pisałam tu: Antyoksydanty. Zatem skoro kwas hialuronowy skórę nawilża to jak w takim razie sprawa wygląda z antyutleniaczami? Czy mogą one zaszkodzić zbyt młodej skórze? Wiele osób nie jest świadomych tego, że antyutleniacze znajdują się również w kosmetykach nie marketingowanych jako przeciwzmarszczkowe. Np. Seria winogronowa z Garnier - ekstrakt z winogron jest antyutleniaczem. Antyutleniacze znajdują się również w jedzeniu. Bogatym ich źródłem są owoce czy zielona herbata, a mimo to nikt nie twierdzi, że młode osoby nie powinny spożywać tych produktów. Bogate w antyutleniacze są również oleje do pielęgnacji twarzy, np. z avocado, jojoba, czy arganowy, a również poleca się je do pielęgnacji skóry w każdym wieku. Skoro więc antyoksydanty znajdują się w kosmetykach niekoniecznie przeznaczonych do walki ze zmarszczkami to oznacza że nie są szkodliwe dla młodej skóry. Ja w mojej pielęgnacji stosuję antyoksydanty w olejkach do twarzy oraz serum z zielonej herbaty, wszystkie te produkty sprawiają, że moja twarz jest promienna i wygląda zdrowo, antyutleniacze wzmacniają również ochronę UV dlatego często dodaje się je do kremów z filtrem. Żaden z produktów, których używam, a które zawierają antyutleniacze nie jest produktem reklamowany jako przeciwstarzeniowy, a mimo to mają one takie działanie. Antyutleniaczem szczególnie wartym uwagi jest witamina C w swojej lewoskrętnej postaci, ma ona bardzo silne działanie. Z tego co mi wiadomo jest ona dostępna w dwóch bardzo popularnych kosmetykach aptecznych: serum Flavo C oraz kremie LRP Active C.
3. Ochrona UV. Szkodliwe działanie promieni UV jest odpowiedzialne za około 90% widocznych oznak starzenia się naszej skóry. Z tego możemy wysnuć bardzo prosty wniosek: chcesz działać przeciwzmarszkowo? Stosuj codziennie krem z filtrem UV! Da Ci to o wiele więcej niż przeciętny przeciwzmarszczkowy krem z drogerii.
4. Złuszczanie! Chemiczne złuszczanie naskórka pozwala odświeżyć cerę, pozbyć się przebarwień i spłycić zmarszczki. Pośród kosmetyków aptecznych (i nie tylko!) dostępnych jest wiele kremów na bazie kwasów AHA/BHA, które są doskonałym wyborem, jeżeli chcemy przeciwdziałać starzeniu się naszej skóry. Moim zdaniem na szczególną uwagę w tej kategorii zasługują retinoidy (czyli kwasowa pochodna witaminy A które są jedną z najsilniejszych substancji przeciwzmarszczkowych. Środki na bazie retinoidów są przede wszystkim dostępne na receptę, jednak słabszą ich wersję (retinaldehyd) możemy znaleźć w kremie Triacneal firmy Avene. Jako ciekawostkę dodam, że w większości kremy złuszczające są reklamowane jako kremy antytrądzikowe, a firmy produkujące je o wiele rzadziej zwracają uwagę na ich działanie antystarzeniowe.
5. Na końcu chciałabym napisać jeszcze o odpowiednim nawilżaniu, które jest absolutną podstawą podczas pielęgnacji cery, w każdym wieku! Jednak w przypadku działania przeciwzmarszczkowego nawilżanie jest szczególnie istotne, ponieważ nie tylko na wysuszonej skórze o wiele bardziej widać pierwsze zmarszczki, ale również na suchej skórze zmarszczki pojawiają się o wiele szybciej.
Jak widać osoby po 20 roku życia mają w zasięgu ręki cały arsenał do walki ze zmarszczkami. Zatem jeżeli chcecie działać przeciwzmarszczkowo, możecie włączyć do swojej pielęgnacji kosmetyki zawierające kwas hialuronowy, antyoksydanty, retinoidy czy kwasy bez obaw o to, że wasza skóra się rozleniwi. Wydaje mi się, że nie ma sensu upierać się przy kremach typowo przeciwzmarszczkowych, lepiej świadomie wybierać produkty, których składy jesteśmy w stanie przeanalizować.
Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że podział kremów na +30 +40 czy +50 to w dużej mierze po prostu czysty marketing, wiadomo im osoba jest starsza tym bardziej zależy jej na odzyskaniu młodego wyglądu i tym więcej pieniędzy jest w stanie przeznaczyć na taki krem, a często okazuje się że kremy te jedynie dobrze odżywiają i nawilżają skórę. Zatem nie dajcie się naciągnąć i dobierajcie kosmetyki pielęgnujące z głową:)
Nie jestem ani dermatologiem ani kosmetologiem, jednak bardzo interesuje się tym tematem, dlatego też postanowiłam zbadać sprawę po to by wyrobić sobie własne zdanie. Pod spodem w kilku punktach zapiszę wam informacje, które znalazłam i które w moim odczuciu wydają się być logiczne, wiarygodne i sensownie uargumentowane.
1. Kwas hialuronowy, szeroko reklamowany w Polsce jako substancja silnie przeciwzmarszczkowa w rzeczywistości jest humektantem, którego zadaniem jest zwiększenie zawartości wody w warstwie rogowej naskórka. Humektanty wykorzystywane są w kosmetyce jako nieokluzyjne składniki nawilżające. (źródło: Biochemia Urody) Zatem jak widać, najistotniejszym działaniem kwasu hialuronowego jest nawilżenie, z czego wniosek że osoby po 20 roku życia mogą spokojnie go stosować. W kosmetykach azjatyckich kwas hialuronowy można znaleźć przede wszystkim właśnie w kosmetykach nawilżających, przeznaczonych dla młodej skóry.
2. Kolejnym popularnym składnikiem kremów przeciwzmarszczkowych są antyoksydanty, inaczej przeciwutleniacze. Więcej na ich temat pisałam tu: Antyoksydanty. Zatem skoro kwas hialuronowy skórę nawilża to jak w takim razie sprawa wygląda z antyutleniaczami? Czy mogą one zaszkodzić zbyt młodej skórze? Wiele osób nie jest świadomych tego, że antyutleniacze znajdują się również w kosmetykach nie marketingowanych jako przeciwzmarszczkowe. Np. Seria winogronowa z Garnier - ekstrakt z winogron jest antyutleniaczem. Antyutleniacze znajdują się również w jedzeniu. Bogatym ich źródłem są owoce czy zielona herbata, a mimo to nikt nie twierdzi, że młode osoby nie powinny spożywać tych produktów. Bogate w antyutleniacze są również oleje do pielęgnacji twarzy, np. z avocado, jojoba, czy arganowy, a również poleca się je do pielęgnacji skóry w każdym wieku. Skoro więc antyoksydanty znajdują się w kosmetykach niekoniecznie przeznaczonych do walki ze zmarszczkami to oznacza że nie są szkodliwe dla młodej skóry. Ja w mojej pielęgnacji stosuję antyoksydanty w olejkach do twarzy oraz serum z zielonej herbaty, wszystkie te produkty sprawiają, że moja twarz jest promienna i wygląda zdrowo, antyutleniacze wzmacniają również ochronę UV dlatego często dodaje się je do kremów z filtrem. Żaden z produktów, których używam, a które zawierają antyutleniacze nie jest produktem reklamowany jako przeciwstarzeniowy, a mimo to mają one takie działanie. Antyutleniaczem szczególnie wartym uwagi jest witamina C w swojej lewoskrętnej postaci, ma ona bardzo silne działanie. Z tego co mi wiadomo jest ona dostępna w dwóch bardzo popularnych kosmetykach aptecznych: serum Flavo C oraz kremie LRP Active C.
3. Ochrona UV. Szkodliwe działanie promieni UV jest odpowiedzialne za około 90% widocznych oznak starzenia się naszej skóry. Z tego możemy wysnuć bardzo prosty wniosek: chcesz działać przeciwzmarszkowo? Stosuj codziennie krem z filtrem UV! Da Ci to o wiele więcej niż przeciętny przeciwzmarszczkowy krem z drogerii.
4. Złuszczanie! Chemiczne złuszczanie naskórka pozwala odświeżyć cerę, pozbyć się przebarwień i spłycić zmarszczki. Pośród kosmetyków aptecznych (i nie tylko!) dostępnych jest wiele kremów na bazie kwasów AHA/BHA, które są doskonałym wyborem, jeżeli chcemy przeciwdziałać starzeniu się naszej skóry. Moim zdaniem na szczególną uwagę w tej kategorii zasługują retinoidy (czyli kwasowa pochodna witaminy A które są jedną z najsilniejszych substancji przeciwzmarszczkowych. Środki na bazie retinoidów są przede wszystkim dostępne na receptę, jednak słabszą ich wersję (retinaldehyd) możemy znaleźć w kremie Triacneal firmy Avene. Jako ciekawostkę dodam, że w większości kremy złuszczające są reklamowane jako kremy antytrądzikowe, a firmy produkujące je o wiele rzadziej zwracają uwagę na ich działanie antystarzeniowe.
5. Na końcu chciałabym napisać jeszcze o odpowiednim nawilżaniu, które jest absolutną podstawą podczas pielęgnacji cery, w każdym wieku! Jednak w przypadku działania przeciwzmarszczkowego nawilżanie jest szczególnie istotne, ponieważ nie tylko na wysuszonej skórze o wiele bardziej widać pierwsze zmarszczki, ale również na suchej skórze zmarszczki pojawiają się o wiele szybciej.
Jak widać osoby po 20 roku życia mają w zasięgu ręki cały arsenał do walki ze zmarszczkami. Zatem jeżeli chcecie działać przeciwzmarszczkowo, możecie włączyć do swojej pielęgnacji kosmetyki zawierające kwas hialuronowy, antyoksydanty, retinoidy czy kwasy bez obaw o to, że wasza skóra się rozleniwi. Wydaje mi się, że nie ma sensu upierać się przy kremach typowo przeciwzmarszczkowych, lepiej świadomie wybierać produkty, których składy jesteśmy w stanie przeanalizować.
Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że podział kremów na +30 +40 czy +50 to w dużej mierze po prostu czysty marketing, wiadomo im osoba jest starsza tym bardziej zależy jej na odzyskaniu młodego wyglądu i tym więcej pieniędzy jest w stanie przeznaczyć na taki krem, a często okazuje się że kremy te jedynie dobrze odżywiają i nawilżają skórę. Zatem nie dajcie się naciągnąć i dobierajcie kosmetyki pielęgnujące z głową:)
sobota, 27 października 2012
Pielęgnacja cery podczas kuracji kwasami lub retinoidami.
Niedawno pisałam wam o tym, jak zmieniła się moja cera pod wpływem stosowania kwasów i retinoidów. Przy okazji tamtego wpisu wspominałam, że właściwa pielęgnacja podczas stosowania tak silnie drażniących specyfików jest bardzo ważna, dlatego że kremy czy maści na bazie tych składników mocno podrażniają i wysuszają skórę powodując jej łuszczenie. Jak wiadomo na przesuszonej skórze skłonnej do trądziku tworzy się warstwa rogowa, która powoduje powstawanie zaskórników, a co za tym idzie wyprysków. Dlatego jeśli nasza pielęgnacja nie zostanie dostosowana do kuracji, możemy osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego.
Bardzo często czytając wpisy na blogach dotyczące peelingów kwasowych, maści z retinoidami czy kremów lub toników na ich bazie znajduję wpisy rozczarowanych dziewczyn, które narzekają na wysyp lub przesuszenie skóry w czasie stosowania danego specyfiku. Niestety zazwyczaj rozczarowanie to wynika z tego że często osoby, zabierając się za stosowanie konkretnych maści czy kremów nie wiedzą tak na prawdę z czym mają do czynienia.
Podstawowe błędy to:
- stosowanie kremu/maści codziennie rano i wieczorem - wszystkie tego typu specyfiki należy stosować wyłącznie na noc, góra raz na dobę, stosując je rano i wieczorem nie dajemy skórze czasu na regeneracje, przez co staje się ona podrażniona. Dla wielu osób stosowanie takich specyfików raz lub dwa razy w tygodniu jest wystarczające!
- niestosowanie kremu z filtrem na dzień - kwasy i retinoidy mają silne działanie fotouczulające, dlatego stosowanie kremu z wysokim filtrem jest konieczne nawet w ziemie jeśli chcemy ustrzec się przed przebarwieniami!
- stosowanie innych podrażniających kosmetyków takich jak żele, toniki czy kremy antytrądzikowe w parze z kwasami czy retinoidami. Silnie działające maści i kremy ze składnikiem aktywnym wystarczą - cała reszta kosmetyków powinna być maksymalnie delikatna!
A teraz przedstawię wam moje ulubione kosmetyki które stosuję do pielęgnacji mojej cery w czasie stosowania silnych retinoidów (retin-a), słabszych retinoidów (Triacneal), peelingów kwasowych czy kremów/toników na bazie kwasów.
1. Emulsja micelarna Cetaphil. Bardzo delikatnie oczyszcza twarz - idealna do stosowania rano.
2. Mieszanka OCM do demakijażu.
3. Żel nawilżający Oliwka firmy Ziaja do skóry wrażliwej.
4. Delikatny żel myjący do skóry wrażliwej a jednocześnie skłonnej do trądziku - Effaclar LRP
5. Woda termalna Vivhy - łagodzi podrażnienia, używam jej zamiast toniku.
6. Delikatny peeling żelowy Ginvera Marvel Gel.
7. Krem nawilżający Hydreane Riche LRP - bardzo dobrze nawilża podrażnioną skórę. Nie ma w składzie oleju mineralnego. Mnie nie zapycha.
8. Cicaplast Balsam B5 - krem przyśpieszający regenerację naskórka. Bardzo bogaty krem, mocno odżywia skórę, również nie posiada w składzie parafiny. Ja nie zauważyłam żeby mnie zapychał. Autorka bloga kosmostolog.blogspot.com (który zresztą bardzo polecam:) wspominała niedawno o wersji tego kremu przeznaczonej typowo do twarzy (link do wpisu). Sama wprawdzie nie używałam tej wersji, ale zamierzam sięgnąć po nią kiedy skończy się ten którego używam. Seria cicaplast jest polecana właśnie po zabiegach złuszczania naskórka.
9. Krem z filtrem L'oreal UV Perfect SPF50 PA+++
10. Eucerin Everyday protection SPF30 100ml - ochronna emulsja do twarzy - niestety niedostępna w Polsce
Jak widać wszystkie te kosmetyki mają za zadanie przywrócić nawilżenie i złagodzić podrażnienia. W większości są te kosmetyki hypoalergiczne przeznaczone cery wrażliwej, ponieważ cera w czasie stosowania kwasów czy retinoidów lub kosmetyków na bazie tych składników staje się cerą wrażliwą! Mam nadzieję że wpis ten pomoże osobom, które rozważają wprowadzenie silnie złuszczających specyfików do swojej codziennej pielęgnacji i że dzięki temu wasza kuracja zakończy się sukcesem:)
Bardzo często czytając wpisy na blogach dotyczące peelingów kwasowych, maści z retinoidami czy kremów lub toników na ich bazie znajduję wpisy rozczarowanych dziewczyn, które narzekają na wysyp lub przesuszenie skóry w czasie stosowania danego specyfiku. Niestety zazwyczaj rozczarowanie to wynika z tego że często osoby, zabierając się za stosowanie konkretnych maści czy kremów nie wiedzą tak na prawdę z czym mają do czynienia.
Podstawowe błędy to:
- stosowanie kremu/maści codziennie rano i wieczorem - wszystkie tego typu specyfiki należy stosować wyłącznie na noc, góra raz na dobę, stosując je rano i wieczorem nie dajemy skórze czasu na regeneracje, przez co staje się ona podrażniona. Dla wielu osób stosowanie takich specyfików raz lub dwa razy w tygodniu jest wystarczające!
- niestosowanie kremu z filtrem na dzień - kwasy i retinoidy mają silne działanie fotouczulające, dlatego stosowanie kremu z wysokim filtrem jest konieczne nawet w ziemie jeśli chcemy ustrzec się przed przebarwieniami!
- stosowanie innych podrażniających kosmetyków takich jak żele, toniki czy kremy antytrądzikowe w parze z kwasami czy retinoidami. Silnie działające maści i kremy ze składnikiem aktywnym wystarczą - cała reszta kosmetyków powinna być maksymalnie delikatna!
A teraz przedstawię wam moje ulubione kosmetyki które stosuję do pielęgnacji mojej cery w czasie stosowania silnych retinoidów (retin-a), słabszych retinoidów (Triacneal), peelingów kwasowych czy kremów/toników na bazie kwasów.
1. Emulsja micelarna Cetaphil. Bardzo delikatnie oczyszcza twarz - idealna do stosowania rano.
2. Mieszanka OCM do demakijażu.
3. Żel nawilżający Oliwka firmy Ziaja do skóry wrażliwej.
4. Delikatny żel myjący do skóry wrażliwej a jednocześnie skłonnej do trądziku - Effaclar LRP
5. Woda termalna Vivhy - łagodzi podrażnienia, używam jej zamiast toniku.
6. Delikatny peeling żelowy Ginvera Marvel Gel.
7. Krem nawilżający Hydreane Riche LRP - bardzo dobrze nawilża podrażnioną skórę. Nie ma w składzie oleju mineralnego. Mnie nie zapycha.
8. Cicaplast Balsam B5 - krem przyśpieszający regenerację naskórka. Bardzo bogaty krem, mocno odżywia skórę, również nie posiada w składzie parafiny. Ja nie zauważyłam żeby mnie zapychał. Autorka bloga kosmostolog.blogspot.com (który zresztą bardzo polecam:) wspominała niedawno o wersji tego kremu przeznaczonej typowo do twarzy (link do wpisu). Sama wprawdzie nie używałam tej wersji, ale zamierzam sięgnąć po nią kiedy skończy się ten którego używam. Seria cicaplast jest polecana właśnie po zabiegach złuszczania naskórka.
9. Krem z filtrem L'oreal UV Perfect SPF50 PA+++
10. Eucerin Everyday protection SPF30 100ml - ochronna emulsja do twarzy - niestety niedostępna w Polsce
Jak widać wszystkie te kosmetyki mają za zadanie przywrócić nawilżenie i złagodzić podrażnienia. W większości są te kosmetyki hypoalergiczne przeznaczone cery wrażliwej, ponieważ cera w czasie stosowania kwasów czy retinoidów lub kosmetyków na bazie tych składników staje się cerą wrażliwą! Mam nadzieję że wpis ten pomoże osobom, które rozważają wprowadzenie silnie złuszczających specyfików do swojej codziennej pielęgnacji i że dzięki temu wasza kuracja zakończy się sukcesem:)
OCM dla skóry trądzikowej?
W okół tematu oczyszczania twarzy olejami narosło wiele kontrowersji. Wiele dziewczyn, stosując metodę opisaną na forum wizażu dorobiło poważnego problemu w postaci wysypu niespodzianek.
Jednak metoda OCM może mieć bardzo korzystny wpływ na każdy rodzaj skóry (w tym skórę trądzikową) jeśli jest jednak odpowiednio stosowana!
Jak wspominałam już kiedyś (klik), ja używam oleju do demakijażu. Bez żadnego cudowania ze szmatkami itd. Moja mieszkanka olejów to pierwsza rzecz jaką nakładam wieczorem na twarz, następnie po wmasowaniu, ścieram olej ręcznikiem jednorazowym, po czym myję twarz żelem. Stosując OCM w taki sposób, nie zauważyłam absolutnie żadnego pogorszenia jeśli chodzi o stan mojej skóry.
Kolejnym bardzo dobrym pomysłem dla osób ze skłonnością do wyprysków, które chciałyby wprowadzić OCM do swojej codziennej pielęgnacji jest dodanie do mieszanki niewielkiej ilości olejku eterycznego (100%) z drzewa herbacianego. Olejek ten ma silne działanie antybakteryjne i przeciwzapalne. Dzięki temu nasza mieszanka nie tylko rozpuści makijaż, ale jednocześnie będzie miała działanie antytrądzikowe. Mimo wszystko nie polecam jej jako metodę oczyszczania twarzy stosowaną solo. Jednak dzięki zastosowaniu olejku z drzewa herbacianego żel, który zastosujemy po demakijażu może być o wiele delikatniejszy, ponieważ nie musi mieć już działania antybakteryjnego. Oczywiście kwestia doboru mieszanki i żelu jest bardzo indywidualna - dla osób z bardzo dużą ilością wyprysków delikatny żel może mimo wszystko okazać się niewystarczający.
Dlaczego jednak warto stosować OCM zamiast np mleczka do demakijażu czy płynu micelarnego? Powodów jest kilka:
- olej rozpuszcza sylikony wszechobecne w podkładach i kremach BB, inne delikatne środki do demakijażu rzadko kiedy radzą sobie z sylikonami!
- olej dodatkowo nawilża twarz dzięki czemu nie jest ona tak bardzo ściągnięta po zastosowaniu nawet silnie działającego żelu do mycia twarzy
- jest to bardzo skuteczna metoda zmywania nawet wodoodpornego makijażu, jedyny kosmetyk, który może równać się z mieszanką OCM w kwestii demakijażu to płyn micelarny Biodermy Sensibio H2O
Zatem podumowująć, o ile nie odważyłabym się stosować OCM jako samodzielnej metody oczyszczania twarzy o tyle jako forma demakijażu jest moim zdaniem idealnym wyjściem:)
Jednak metoda OCM może mieć bardzo korzystny wpływ na każdy rodzaj skóry (w tym skórę trądzikową) jeśli jest jednak odpowiednio stosowana!
Jak wspominałam już kiedyś (klik), ja używam oleju do demakijażu. Bez żadnego cudowania ze szmatkami itd. Moja mieszkanka olejów to pierwsza rzecz jaką nakładam wieczorem na twarz, następnie po wmasowaniu, ścieram olej ręcznikiem jednorazowym, po czym myję twarz żelem. Stosując OCM w taki sposób, nie zauważyłam absolutnie żadnego pogorszenia jeśli chodzi o stan mojej skóry.
Kolejnym bardzo dobrym pomysłem dla osób ze skłonnością do wyprysków, które chciałyby wprowadzić OCM do swojej codziennej pielęgnacji jest dodanie do mieszanki niewielkiej ilości olejku eterycznego (100%) z drzewa herbacianego. Olejek ten ma silne działanie antybakteryjne i przeciwzapalne. Dzięki temu nasza mieszanka nie tylko rozpuści makijaż, ale jednocześnie będzie miała działanie antytrądzikowe. Mimo wszystko nie polecam jej jako metodę oczyszczania twarzy stosowaną solo. Jednak dzięki zastosowaniu olejku z drzewa herbacianego żel, który zastosujemy po demakijażu może być o wiele delikatniejszy, ponieważ nie musi mieć już działania antybakteryjnego. Oczywiście kwestia doboru mieszanki i żelu jest bardzo indywidualna - dla osób z bardzo dużą ilością wyprysków delikatny żel może mimo wszystko okazać się niewystarczający.
Dlaczego jednak warto stosować OCM zamiast np mleczka do demakijażu czy płynu micelarnego? Powodów jest kilka:
- olej rozpuszcza sylikony wszechobecne w podkładach i kremach BB, inne delikatne środki do demakijażu rzadko kiedy radzą sobie z sylikonami!
- olej dodatkowo nawilża twarz dzięki czemu nie jest ona tak bardzo ściągnięta po zastosowaniu nawet silnie działającego żelu do mycia twarzy
- jest to bardzo skuteczna metoda zmywania nawet wodoodpornego makijażu, jedyny kosmetyk, który może równać się z mieszanką OCM w kwestii demakijażu to płyn micelarny Biodermy Sensibio H2O
Zatem podumowująć, o ile nie odważyłabym się stosować OCM jako samodzielnej metody oczyszczania twarzy o tyle jako forma demakijażu jest moim zdaniem idealnym wyjściem:)
sobota, 29 września 2012
Jak zmieniła się moja cera po stosowaniu kwasów i retinoidów?
Tej jesieni mijają 3 lata od kiedy zaczęłam walczyć z moim trądzikiem za pomocą kwasu migdałowego i retinoidów. Od razu zaznaczam jest walkę tę udało mi się wygrać i dziś mogę pochwalić się czystą cerą :) Chciałabym jednak opowiedzieć wam o tym jak stosowanie kuracji kwasami czy retinoidami może wpłynąć na waszą skórę. Jak wiadomo oba te środki mają bardzo silne działanie złuszczające oraz podrażniające więc każda osoba stosująca je w jakimkolwiek celu powinna wiedzieć jakich skutków powinna się spodziewać.
Przede wszystkim nieodpowiednia pielęgnacja w czasie stosowania kwasów czy retinoidów może doprowadzić skórę do ruiny. Trzy podstawowe rzeczy, o których należy pamiętać w czasie kuracji to:
- nawilżanie - pomaga utrzymać naszą skórę w dobrej kondycji, zniwelować podrażnienia, suchość skóry oraz pozbyć się złuszczonego naskórka. Większość osób, która zaczyna stosować kwasy lub retinoidy w celu pozbycia się trądziku jest przyzwyczajona do kosmetyków typowo antytrądzikowych w swojej pielęgnacji, jednak gdy przerzucamy się na kwasy czy maści z retinoidami kosmetyki antytrądzikowe powinny zostać w miarę możliwości odstawione lub przynajmniej ograniczone do minimum, ponieważ podrażniają one dodatkowo skórę.
- wysoka ochrona UV - w czasie kuracji kwasami czy retinoidamy, skóra jest mocno uwrażliwiona na promienie słoneczne, które mogą wywołać przebarwienia lub nasilenie się trądziku. Dlatego tak ważne jest zabezpieczenie się odpowiednio wysokimi filtrami bez względu na porę roku.
- delikatna eksfoliacja - ten punkt stanowi wielkie wyzwanie dla osób zmagających się z trądzikiem ponieważ kwasy i retinoidy tak silnie podrażniają skórę, że dermatolodzy radzą całkowicie odstawić inne peelingi w czasie ich stosowania. Jak wiadomo regularna eksfoliacja jest konieczna w przypadku osób posiadających skórę skłonną do trądziku, ponieważ martwy naskórek jest najlepszą pożywką dla bakterii i jedną z głównych przyczyn powstawania zaskórników i wyprysków. Dlatego czasem zdarza się, że po zastosowaniu peelingu kwasem niektóre osoby skarżą się na wysyp następnego dnia. To całkiem logiczne, kwas sprawia że wierzchnia warstwa naskórka zmienia się w 'skorupę', która (zanim zdążymy się jej pozbyć) może pozatykać nasze pory i wywołać wysyp. Jak więc pozbyć się łuszczącego się naskórka w czasie stosowania kuracji kwasami czy retinoidami? Ja na początku stosowałam metodę ścierania naskórka przy pomocy 'rolujących się' kremów. Nakładałam taki krem i przez kilka minut pocierałam twarz rękami ściągając razem z nim martwy naskórek. Efekt nie był rewelacyjny, jednak na pewno miałam mniej suchych skórek. Teraz na szczęście udało mi się odkryć o wiele lepszą metodę, tj. żelowe peelingi z Azji. Jest to rodzaj peelingu z którym w Polsce się nie spotkałam, z tego co mi wiadomo w innych krajach europejskich czy Ameryce też nie są one powszechne. Jest to jeden z tych "magicznych azjatyckich produktów". Peelingi te mają formę delikatnego żelu (nie mają w swoim składzie żadnych ścierających drobinek), ale mimo to 'zbierają' naskórek mechanicznie (nie są to peelingi chemiczne). W czasie ich stosowania nie czuć żądnego mrowienia ani podrażnienia, a mimo to (przynajmniej według mnie) bardzo dobrze usuwają martwy naskórek. Peelingiem którego ja aktualnie używam jest Ginvera Marvel Gel, jednak rynek azjatycki oferuje więcej tego typu produktów. Dzięki stosowaniu tego żelu udaje mi się bardzo dobrze ukryć łuszczenie, dzięki temu, że usuwam naskórek na bieżąco. Polecam wpis: codzienna pielęgnacja w czasie stosowania kwasów lub retinoidów.
A teraz kilka słów na temat tego, jak zmieniła się moja skóra w dłuższej perspektywie. Dawniej moja skóra była typowo trądzikowa, myślę, że to przede wszystkim peeling kwasem migdałowym oraz maść Retin-a pomogły mi zupełnie pozbyć się trądziku. Do dziś zdarza się, że wyskoczy mi jakiś pryszczy czy zaskórnik, jednak dzieje się tak zazwyczaj po użyciu jakiegoś nowego kosmetyku, który okazuje się zapychaczem. Zdarza się, że tygodniami mam niemalże idealną cerę, bez żadnego wyprysku (nawet latem gdy odstawiłam kwasy i retinoidy). Jednak zmienił się też rodzaj mojej cery. Z mieszanej w kierunku tłustej, stała się cerą mieszaną w kierunku suchej, zdecydowanie bardziej wrażliwą i podatną na podrażnienia. Od jakiegoś czasu zdarza się, że kosmetyki wywołują u mnie reakcje alergiczne i wysypki, co wcześnie mi się nie zdarzało, dlatego musiałam odłożyć wszelkie agresywne kosmetyki. Jedyny żel co cery tłustej, który mogę stosować to delikatny Effaclar LRP. Trudno utrzymać mi odpowiedni poziom nawilżenia skóry.
Podsumowując, jeżeli tak jak ja kiedyś walczycie z trądzikiem, kwasy i retinoidy są bardzo skutecznymi środkami. Jednak musicie pamiętać, że skóra w czasie ich stosowania jest bardzo trudna w pielęgnacji więc musicie być gotowi na zmianę swoich nawyków. Dla osób które po prostu chcą poprawić stan swojej skóry, ale nie mają większych problemów trądzikowych polecam raczej delikatne formy kwasu, takie jak tonik 5% z kwasem migdałowym, czy delikatnie złuszczający krem kwasowym. Ja aktualnie nie mam zamiaru wracać do mocnych stężeń, teraz używam kremu z kwasem migdałowym 5% góra raz w tygodniu ponieważ zbyt mocna eksfoliacja też nie jest najlepszym pomysłem. W Polsce, zwłaszcza na forach internetowych czy blogach, wiele dziewczyn promuje regularne zabiegi kwasami o mocnych stężeniach, jednak nie wydaje mi się, że jest to rewelacyjny pomysł, dla osób które nie mają większych problemów ze skórą. Ja osobiście po 3 latach stosowania tak mocnego złuszczania dorobiłam się bardzo wrażliwej skóry, która teraz jest dość uciążliwa w pielęgnacji. Oczywiście nie żałuję tego absolutnie, ponieważ o niebo lepsza jest wrażliwa skóra niż trądzik! Jednak, tak jak mówię, stosując kwasy i retinoidy musimy pamiętać o tym, jak silne są to środki.
Przede wszystkim nieodpowiednia pielęgnacja w czasie stosowania kwasów czy retinoidów może doprowadzić skórę do ruiny. Trzy podstawowe rzeczy, o których należy pamiętać w czasie kuracji to:
- nawilżanie - pomaga utrzymać naszą skórę w dobrej kondycji, zniwelować podrażnienia, suchość skóry oraz pozbyć się złuszczonego naskórka. Większość osób, która zaczyna stosować kwasy lub retinoidy w celu pozbycia się trądziku jest przyzwyczajona do kosmetyków typowo antytrądzikowych w swojej pielęgnacji, jednak gdy przerzucamy się na kwasy czy maści z retinoidami kosmetyki antytrądzikowe powinny zostać w miarę możliwości odstawione lub przynajmniej ograniczone do minimum, ponieważ podrażniają one dodatkowo skórę.
- wysoka ochrona UV - w czasie kuracji kwasami czy retinoidamy, skóra jest mocno uwrażliwiona na promienie słoneczne, które mogą wywołać przebarwienia lub nasilenie się trądziku. Dlatego tak ważne jest zabezpieczenie się odpowiednio wysokimi filtrami bez względu na porę roku.
- delikatna eksfoliacja - ten punkt stanowi wielkie wyzwanie dla osób zmagających się z trądzikiem ponieważ kwasy i retinoidy tak silnie podrażniają skórę, że dermatolodzy radzą całkowicie odstawić inne peelingi w czasie ich stosowania. Jak wiadomo regularna eksfoliacja jest konieczna w przypadku osób posiadających skórę skłonną do trądziku, ponieważ martwy naskórek jest najlepszą pożywką dla bakterii i jedną z głównych przyczyn powstawania zaskórników i wyprysków. Dlatego czasem zdarza się, że po zastosowaniu peelingu kwasem niektóre osoby skarżą się na wysyp następnego dnia. To całkiem logiczne, kwas sprawia że wierzchnia warstwa naskórka zmienia się w 'skorupę', która (zanim zdążymy się jej pozbyć) może pozatykać nasze pory i wywołać wysyp. Jak więc pozbyć się łuszczącego się naskórka w czasie stosowania kuracji kwasami czy retinoidami? Ja na początku stosowałam metodę ścierania naskórka przy pomocy 'rolujących się' kremów. Nakładałam taki krem i przez kilka minut pocierałam twarz rękami ściągając razem z nim martwy naskórek. Efekt nie był rewelacyjny, jednak na pewno miałam mniej suchych skórek. Teraz na szczęście udało mi się odkryć o wiele lepszą metodę, tj. żelowe peelingi z Azji. Jest to rodzaj peelingu z którym w Polsce się nie spotkałam, z tego co mi wiadomo w innych krajach europejskich czy Ameryce też nie są one powszechne. Jest to jeden z tych "magicznych azjatyckich produktów". Peelingi te mają formę delikatnego żelu (nie mają w swoim składzie żadnych ścierających drobinek), ale mimo to 'zbierają' naskórek mechanicznie (nie są to peelingi chemiczne). W czasie ich stosowania nie czuć żądnego mrowienia ani podrażnienia, a mimo to (przynajmniej według mnie) bardzo dobrze usuwają martwy naskórek. Peelingiem którego ja aktualnie używam jest Ginvera Marvel Gel, jednak rynek azjatycki oferuje więcej tego typu produktów. Dzięki stosowaniu tego żelu udaje mi się bardzo dobrze ukryć łuszczenie, dzięki temu, że usuwam naskórek na bieżąco. Polecam wpis: codzienna pielęgnacja w czasie stosowania kwasów lub retinoidów.
A teraz kilka słów na temat tego, jak zmieniła się moja skóra w dłuższej perspektywie. Dawniej moja skóra była typowo trądzikowa, myślę, że to przede wszystkim peeling kwasem migdałowym oraz maść Retin-a pomogły mi zupełnie pozbyć się trądziku. Do dziś zdarza się, że wyskoczy mi jakiś pryszczy czy zaskórnik, jednak dzieje się tak zazwyczaj po użyciu jakiegoś nowego kosmetyku, który okazuje się zapychaczem. Zdarza się, że tygodniami mam niemalże idealną cerę, bez żadnego wyprysku (nawet latem gdy odstawiłam kwasy i retinoidy). Jednak zmienił się też rodzaj mojej cery. Z mieszanej w kierunku tłustej, stała się cerą mieszaną w kierunku suchej, zdecydowanie bardziej wrażliwą i podatną na podrażnienia. Od jakiegoś czasu zdarza się, że kosmetyki wywołują u mnie reakcje alergiczne i wysypki, co wcześnie mi się nie zdarzało, dlatego musiałam odłożyć wszelkie agresywne kosmetyki. Jedyny żel co cery tłustej, który mogę stosować to delikatny Effaclar LRP. Trudno utrzymać mi odpowiedni poziom nawilżenia skóry.
Podsumowując, jeżeli tak jak ja kiedyś walczycie z trądzikiem, kwasy i retinoidy są bardzo skutecznymi środkami. Jednak musicie pamiętać, że skóra w czasie ich stosowania jest bardzo trudna w pielęgnacji więc musicie być gotowi na zmianę swoich nawyków. Dla osób które po prostu chcą poprawić stan swojej skóry, ale nie mają większych problemów trądzikowych polecam raczej delikatne formy kwasu, takie jak tonik 5% z kwasem migdałowym, czy delikatnie złuszczający krem kwasowym. Ja aktualnie nie mam zamiaru wracać do mocnych stężeń, teraz używam kremu z kwasem migdałowym 5% góra raz w tygodniu ponieważ zbyt mocna eksfoliacja też nie jest najlepszym pomysłem. W Polsce, zwłaszcza na forach internetowych czy blogach, wiele dziewczyn promuje regularne zabiegi kwasami o mocnych stężeniach, jednak nie wydaje mi się, że jest to rewelacyjny pomysł, dla osób które nie mają większych problemów ze skórą. Ja osobiście po 3 latach stosowania tak mocnego złuszczania dorobiłam się bardzo wrażliwej skóry, która teraz jest dość uciążliwa w pielęgnacji. Oczywiście nie żałuję tego absolutnie, ponieważ o niebo lepsza jest wrażliwa skóra niż trądzik! Jednak, tak jak mówię, stosując kwasy i retinoidy musimy pamiętać o tym, jak silne są to środki.
czwartek, 20 września 2012
Płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O - czy zmywa filtry i sylikony?
Hej dziewczyny (i chłopaki?), dzisiaj chciałabym podzielić się z wami kilkoma przemyśleniami na temat uwielbianego przez wszystkich płynu micelarnego Biodermy. Nie bez powodu jest on wychwalany pod niebiosa przez tysiące osób w Europie (i nie tylko). Jak wiadomo płyn jest maksymalnie delikatny, a jednocześnie doskonale radzi sobie ze zmywaniem nawet wodoodpornego makijażu. Osobiście używam go już od kilku lat i jest moim zdecydowanym ulubieńcem w tej kategorii. Jednak pod wpływem mojego narastającego zainteresowania kremami BB oraz wysokimi filtrami narodziło się w mojej głowie pytanie:
Czy micel Biodermy jest w stanie odpowiednio zmyć sylikony i filtry zawarte w kosmetykach, które ostanio tak często stosuję?
Jak wiadomo sylikony i filtry zawarte w kosmetykach bardzo trudno jest usunąć, znajdują się one w bardzo wielu kremach i podkładach, a źle zmyte mogą pogorszyć stan cery (zwłaszcza cery skłonnej do trądziku!). Delikatne żele myjące nie są w stanie sobie z nimi odpowiednio poradzić, a mocne żele nawet w przypadku cery trądzikowej nie powinny być stosowane często. Pisałam już kiedyś o metodzie OCM - zmywania twarzy olejem, olej bardzo dobrze rozpuszcza sylikony i filtry, dlatego od dłuższego czasu to właśnie tę metodę stosuję do codziennego demakijażu.
Dlatego też nie wiem czy wracać do mojego ulubionego micela biodermy. Szukałam czegoś na ten temat w internecie jednak nie znalazłam wiarygodnych informacji potwierdzających to, że płyn biodermy jest w stanie zmyć filtry czy silikony. Jeśli ktoś wie coś więcej na ten temat to będę wdzięczna za info:)
Czy micel Biodermy jest w stanie odpowiednio zmyć sylikony i filtry zawarte w kosmetykach, które ostanio tak często stosuję?
Jak wiadomo sylikony i filtry zawarte w kosmetykach bardzo trudno jest usunąć, znajdują się one w bardzo wielu kremach i podkładach, a źle zmyte mogą pogorszyć stan cery (zwłaszcza cery skłonnej do trądziku!). Delikatne żele myjące nie są w stanie sobie z nimi odpowiednio poradzić, a mocne żele nawet w przypadku cery trądzikowej nie powinny być stosowane często. Pisałam już kiedyś o metodzie OCM - zmywania twarzy olejem, olej bardzo dobrze rozpuszcza sylikony i filtry, dlatego od dłuższego czasu to właśnie tę metodę stosuję do codziennego demakijażu.
Dlatego też nie wiem czy wracać do mojego ulubionego micela biodermy. Szukałam czegoś na ten temat w internecie jednak nie znalazłam wiarygodnych informacji potwierdzających to, że płyn biodermy jest w stanie zmyć filtry czy silikony. Jeśli ktoś wie coś więcej na ten temat to będę wdzięczna za info:)
wtorek, 18 września 2012
Krem nawilżający dla skóry skłonnej do trądziku na dzień i na noc..
Jak wiadomo, odpowiednie nawilżenie skóry jest jednym z kluczowych elementów w walce z trądzikiem. Więcej na ten temat możecie przeczytać tu. Wybór odpowiednich kremów nawilżających dla cery trądzikowej jest bardzo trudny ponieważ:
- większość kremów nawilżających dostępnych w Polsce ma w składzie wiele substancji zapychających pory, które wzmagają trądzik, na czele z parafiną (olejem mineralnym), który jest nietolerowany nie tylko przez osoby zmagające się z trądzikiem,
- krem nawilżający na dzień dla cery trądzikowej powinien posiadać przynajmniej średni SPF (co najmniej 20) ponieważ większość substancji leczących trądzik (na czele z kwasami i retinoidami) uwrażliwia skórę na działanie promieni słonecznych. A co ważniejsze stosowanie filtra w codziennej pielęgnacji jest najlepszym sposobem na powstrzymanie starzenia się skóry.
Zatem jak widać znalezienie odpowiedniego nawilżacza było dla mnie nie lada wyzwaniem, jednak po kilku miesiącach prób i błędów udało mi się znaleźć kilka godnych polecenia produktów. Na początku muszę zaznaczyć, że moja cera od kilku miesięcy jest raczej mieszana w kierunku suchej (kiedyś o wiele bardziej się przetłuszczała) ale dla osób o większych skłonnościach do przetłuszczania też mam coś ciekawego.
Krem na noc.
Krem na noc jest stosunkowo łatwy do znalezienia. Większość marek aptecznych w swoich liniach anty trądzikowych ma tzw. kremy przywracające nawilżenie. Jako że są one przeznaczone typowo do skóry trądzikowej w ich składzie zazwyczaj nie ma parafiny a inne zapychacze znajdują się na dole listy. Ja osobiście mogę polecić wam krem firmy Iwostin Purritin Rehydrin. Krem ten nie ma w składzie parafiny, a składnikami nawilżającymi są: hialuronian sodu (sól sodowa kwasu hialuronowego), ceramidy roślinne oraz alatonina. Mocno nawilża, jednak nie powoduje wysypu. Podobne kremy oferują inne marki apteczne takie jak LRP, Bioderma czy Pharmaceris, jednak nie próbowałam ich więc ciężko mi je porównać. Do zakupu kremu Iwostin skłoniła mnie cena (około 27zł), która w stosunku do pojemności (75ml) bije na głowę inne kremy tego typu. Co do serii dostępnych w drogeriach, które są zapewne nieco tańsze ciężko mi się wypowiedzieć. Widziałam już tego typu kremy w Rossmannie (zdaje się z serii pure zone L'oreal?) ale nie miałam odwagi ich spróbować.
Krem na dzień.
Stanowczo większym problemem było dla mnie znalezienie odpowiedniego kremu na dzień, który nie tylko nie zapchałby moich porów ale również dobrze nawilżył i przede wszystkim zawierał w sobie przynajmniej średni filtr (nie tylko UVB ale przede wszystkim UVA). Niestety kremy z filtrem powyżej SPF20 (przynajmniej te dostępne w Europie) mają przykrą wadę, a mianowicie są dość ciężkie, tłuste i z reguły zapychają pory. Od razu radziłabym wykluczyć kremy dostępne w drogeriach ponieważ producenci nie podają na nich wartości filtra UVA (SPF oznacza filtr UVB - więcej na ten temat znajdziecie tu) który to właśnie chroni naszą skórę przed starzeniem. W kremie, którego używamy na co dzień powinniśmy szukać właśnie filtrów chroniących przed promieniami UVA, które są obecne niezależnie od pogody czy pory roku, ponieważ przenikają zarówno przez chmury jak i szkło. W seriach aptecznych takich kremów niestety też jest niewiele (ale są!). Ja przetestowałam dwa z nich:
LRP Hydraphase XL SPF20 UVA8
Krem sprawdził się jako tako - bardzo dobrze nawilżał skórę (dogłębnie) jednak jest dość ciężki co w zasadzie dyskwalifikowało go jako krem na dzień. Ja stosowałam mini wersje, która starczyła na kilka użyć, więc nie jestem pewna czy po dłuższym okresie stosowania nie spowodowałby wysypu.
IWOSTIN Sensitia krem nawilżający SPF20 UVA14
Ten krem o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Po dobrym wrażeniu jakie zrobił na mnie krem IWOSTINU z serii Hydratia, o którym już kiedyś pisałam skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie (75ml za trochę ponad 30zł). Krem ten w porównaniu do LRP Hydraphase ma o połowę wyższy filtr UVA co jest dla mnie bardzo ważne, lżejszą konsystencje (z powodzeniem stosowałam go na dzień pod makijaż nawet latem). Niestety ma on w składzie parafinę jednak znajduje się o na dość nisko na liście dlatego zapewne nie wywołuje u mnie wysypu (stosowałam go jako jedyny krem na dzień i na noc w okresie kiedy na mojej twarzy nie było żadnego pryszcza). Niestety zatyka pory, co jak dla mnie jest jedyną wadą tego kremu. Czytając recenzje na wizażu zauważyłam, że niektóre osoby skarżą się na to, że krem jest tłusty i ciężki. Jak wspominałam, moja cera zwłaszcza ostatnimi czasy jest raczej mieszana w kierunku suchej, prawdopodobnie osoby z bardziej przetłuszczającą się cerą mogą uznać ten krem za zbyt ciężki.
I na koniec, moim zdaniem najlepszy z wszystkich dotychczasowo opisanych krem nawilżająco dotleniający firmy APIS SPF30.
Lista plusów jest dość długa:
- nie zawiera parafiny
- pozostawia twarz dobrze nawilżoną jednak matową (jak dla mnie nawet minimalnie za bardzo matową)
- jest to kosmetyk naturalny, nietestowany na zwierzętach
- posiada filtr fizyczny chroniący przed promieniowaniem UVB i UVA który nie bieli, nie tłuści i nie klei się!
- zawiera kwas hialuronowy, NMF, proteiny jedwabiu
- zawiera antyoksydanty takie jak olejek arganowy i witamina E, dzięki czemu ma działanie antystarzeniowe
- ilość zatkanych porów i zaskórników na mojej twarzy od kiedy zaczęłam go stosować widocznie się zmniejszyła
- pojemność to 100ml za 30-40zł!
Krem ma niestety kilka minusów:
- jako kosmetyk naturalny jest ważny tylko 4 miesiące, jednak przy regularnym stosowaniu nawet 100ml powinno zostać wykorzystane do końca,
- dostępność - nie znajdziemy tych kosmetyków w drogerii czy aptece, ja krem ten kupiłam w hurtowni kosmetyków profesjonalnych, poza tym jest dostępny na allegro.
- na niespeelingowanej skórze może się lekko rolować
- dla mnie (osoby o skórze mieszanej w kierunku suchej) daje minimalnie zbyt matowe wykończenie - jednak dla osób o bardziej przetłuszczającej się cerze (typowej dla trądziku) jest to zapewne plusem.
Puki co nie znalazłam lepszego kremu (chociaż moje zainteresowanie kosmetykami azjatyckimi może niedługo coś zmienić w tej kwestii - ale o tym za jakiś czas;))
- większość kremów nawilżających dostępnych w Polsce ma w składzie wiele substancji zapychających pory, które wzmagają trądzik, na czele z parafiną (olejem mineralnym), który jest nietolerowany nie tylko przez osoby zmagające się z trądzikiem,
- krem nawilżający na dzień dla cery trądzikowej powinien posiadać przynajmniej średni SPF (co najmniej 20) ponieważ większość substancji leczących trądzik (na czele z kwasami i retinoidami) uwrażliwia skórę na działanie promieni słonecznych. A co ważniejsze stosowanie filtra w codziennej pielęgnacji jest najlepszym sposobem na powstrzymanie starzenia się skóry.
Zatem jak widać znalezienie odpowiedniego nawilżacza było dla mnie nie lada wyzwaniem, jednak po kilku miesiącach prób i błędów udało mi się znaleźć kilka godnych polecenia produktów. Na początku muszę zaznaczyć, że moja cera od kilku miesięcy jest raczej mieszana w kierunku suchej (kiedyś o wiele bardziej się przetłuszczała) ale dla osób o większych skłonnościach do przetłuszczania też mam coś ciekawego.
Krem na noc.
Krem na noc jest stosunkowo łatwy do znalezienia. Większość marek aptecznych w swoich liniach anty trądzikowych ma tzw. kremy przywracające nawilżenie. Jako że są one przeznaczone typowo do skóry trądzikowej w ich składzie zazwyczaj nie ma parafiny a inne zapychacze znajdują się na dole listy. Ja osobiście mogę polecić wam krem firmy Iwostin Purritin Rehydrin. Krem ten nie ma w składzie parafiny, a składnikami nawilżającymi są: hialuronian sodu (sól sodowa kwasu hialuronowego), ceramidy roślinne oraz alatonina. Mocno nawilża, jednak nie powoduje wysypu. Podobne kremy oferują inne marki apteczne takie jak LRP, Bioderma czy Pharmaceris, jednak nie próbowałam ich więc ciężko mi je porównać. Do zakupu kremu Iwostin skłoniła mnie cena (około 27zł), która w stosunku do pojemności (75ml) bije na głowę inne kremy tego typu. Co do serii dostępnych w drogeriach, które są zapewne nieco tańsze ciężko mi się wypowiedzieć. Widziałam już tego typu kremy w Rossmannie (zdaje się z serii pure zone L'oreal?) ale nie miałam odwagi ich spróbować.
Krem na dzień.
Stanowczo większym problemem było dla mnie znalezienie odpowiedniego kremu na dzień, który nie tylko nie zapchałby moich porów ale również dobrze nawilżył i przede wszystkim zawierał w sobie przynajmniej średni filtr (nie tylko UVB ale przede wszystkim UVA). Niestety kremy z filtrem powyżej SPF20 (przynajmniej te dostępne w Europie) mają przykrą wadę, a mianowicie są dość ciężkie, tłuste i z reguły zapychają pory. Od razu radziłabym wykluczyć kremy dostępne w drogeriach ponieważ producenci nie podają na nich wartości filtra UVA (SPF oznacza filtr UVB - więcej na ten temat znajdziecie tu) który to właśnie chroni naszą skórę przed starzeniem. W kremie, którego używamy na co dzień powinniśmy szukać właśnie filtrów chroniących przed promieniami UVA, które są obecne niezależnie od pogody czy pory roku, ponieważ przenikają zarówno przez chmury jak i szkło. W seriach aptecznych takich kremów niestety też jest niewiele (ale są!). Ja przetestowałam dwa z nich:
LRP Hydraphase XL SPF20 UVA8
Krem sprawdził się jako tako - bardzo dobrze nawilżał skórę (dogłębnie) jednak jest dość ciężki co w zasadzie dyskwalifikowało go jako krem na dzień. Ja stosowałam mini wersje, która starczyła na kilka użyć, więc nie jestem pewna czy po dłuższym okresie stosowania nie spowodowałby wysypu.
IWOSTIN Sensitia krem nawilżający SPF20 UVA14
Ten krem o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Po dobrym wrażeniu jakie zrobił na mnie krem IWOSTINU z serii Hydratia, o którym już kiedyś pisałam skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie (75ml za trochę ponad 30zł). Krem ten w porównaniu do LRP Hydraphase ma o połowę wyższy filtr UVA co jest dla mnie bardzo ważne, lżejszą konsystencje (z powodzeniem stosowałam go na dzień pod makijaż nawet latem). Niestety ma on w składzie parafinę jednak znajduje się o na dość nisko na liście dlatego zapewne nie wywołuje u mnie wysypu (stosowałam go jako jedyny krem na dzień i na noc w okresie kiedy na mojej twarzy nie było żadnego pryszcza). Niestety zatyka pory, co jak dla mnie jest jedyną wadą tego kremu. Czytając recenzje na wizażu zauważyłam, że niektóre osoby skarżą się na to, że krem jest tłusty i ciężki. Jak wspominałam, moja cera zwłaszcza ostatnimi czasy jest raczej mieszana w kierunku suchej, prawdopodobnie osoby z bardziej przetłuszczającą się cerą mogą uznać ten krem za zbyt ciężki.
I na koniec, moim zdaniem najlepszy z wszystkich dotychczasowo opisanych krem nawilżająco dotleniający firmy APIS SPF30.
Lista plusów jest dość długa:
- nie zawiera parafiny
- pozostawia twarz dobrze nawilżoną jednak matową (jak dla mnie nawet minimalnie za bardzo matową)
- jest to kosmetyk naturalny, nietestowany na zwierzętach
- posiada filtr fizyczny chroniący przed promieniowaniem UVB i UVA który nie bieli, nie tłuści i nie klei się!
- zawiera kwas hialuronowy, NMF, proteiny jedwabiu
- zawiera antyoksydanty takie jak olejek arganowy i witamina E, dzięki czemu ma działanie antystarzeniowe
- ilość zatkanych porów i zaskórników na mojej twarzy od kiedy zaczęłam go stosować widocznie się zmniejszyła
- pojemność to 100ml za 30-40zł!
Krem ma niestety kilka minusów:
- jako kosmetyk naturalny jest ważny tylko 4 miesiące, jednak przy regularnym stosowaniu nawet 100ml powinno zostać wykorzystane do końca,
- dostępność - nie znajdziemy tych kosmetyków w drogerii czy aptece, ja krem ten kupiłam w hurtowni kosmetyków profesjonalnych, poza tym jest dostępny na allegro.
- na niespeelingowanej skórze może się lekko rolować
- dla mnie (osoby o skórze mieszanej w kierunku suchej) daje minimalnie zbyt matowe wykończenie - jednak dla osób o bardziej przetłuszczającej się cerze (typowej dla trądziku) jest to zapewne plusem.
Puki co nie znalazłam lepszego kremu (chociaż moje zainteresowanie kosmetykami azjatyckimi może niedługo coś zmienić w tej kwestii - ale o tym za jakiś czas;))
poniedziałek, 30 lipca 2012
Ginvera Marvel Gel - najlepszy sposób na pozbycie się martwego naskórka!
Po dłuższej przerwie wakacyjnej, dziś chciałabym podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami na temat kolejnego azjatyckiego kosmetyku, który trafił w moje ręce a mianowicie żelu usuwającego martwy naskórek firmy Ginvera.
Przed zakupem naczytałam się wiele dobrego na temat tego produktu. Według obietnic producenta oraz zeznań wielu internautek kosmetyk ten ma pomóc nam wygładzić i rozjaśnić skórę oraz, co najważniejsze, pozbyć się zaskórników i odetkać pory.
Jak go stosować?
Żel Ginvera nakłada się na umytą i osuszoną skórę. Wystarczy naprawdę niewielka ilość. Produkt rozsmarowujemy na twarzy, czekając aż zmieni się on w niewielkie grudki i całkowicie się wchłonie.
Jak to działa?
Żel ten zakupiłam w bardzo niefortunnym dla mojej skóry czasie - w momencie kiedy moja twarz była okropnie wysuszona i podrażniona po zastosowaniu maseczki oczyszczającej. W dniu gdy pierwszy raz zastosowałam ten żel od tygodnia próbowałam pozbyć się zgrubiałej, wysuszonej skóry. Moje zaskoczenie było ogromne gdy po (trzykrotnym) zastosowaniu żelu w ciągu 15 minut moja twarz wygładziła się i wróciła niemalże do swojego normalnego stanu! Produkt ten bez absolutnie żadnego podrażnienia usunął martwy naskórek, którego nie mogłam pozbyć się od tygodnia. Byłam po prostu zachwycona. Z wielkim entuzjazmem zaczęłam stosować go codziennie rano czekając na dalsze efekty, których jednak się nie doczekałam. Żel nie odetkał porów na moim nosie i nie zlikwidował zaskórników (choć na pewno dzięki usuwaniu martwego naskórka zapobiegł pojawieniu się nowych!)
Tak czy inaczej bardzo polubiłam ten produkt, jest go niestety niewiele - około 60ml - co przy cenie 70zł (na allegro) jest dość niezadowalająco małą ilością, ale mimo to poważnie biorę pod uwagę kupienie kolejnego opakowania. Po pierwsze nie widzę potrzeby stosowania go codziennie - 2 razy w tygodniu spokojnie wystarcza, a przy takiej częstotliwości żel starczy na pewno na długo (mam go już od ponad miesiąca i nie zużyłam nawet 1/3 opakowania). Żaden inny peeling nie wygładzał tak dobrze mojej twarzy, jednocześnie w ogóle jej nie podrażniając. Myślę, że będzie to idealny kosmetyk w momencie gdy jesienią wrócę do kwasów i retinoidów, które powodują łuszczenie się naskórka. W czasie stosowania ich, jest to dla mnie dużym problemem. Z reguły po peelingu kwasem migdałowym skóra schodzi z twarzy przez około tydzień. Powoduje to rolowanie się kremów i podkładu oraz masę suchych skórek. Delikatnie mówiąc, twarz nie wygląda wtedy zbyt estetycznie, a peeling mechaniczny odpada, ponieważ podrażnia cerę. Myślę, że w tej roli żel Ginvera okaże się niezastąpiony!
16.10.2012
Ostatnio zaczęłam kupować kosmetyki na ebay'u i można tam dostać ten żel za mniej niż 50zł razem z przesyłką bezpośrednio z Korei Południowej.
Stosuję tą samą tubkę żelu już 4 miesiąc, a on się wciąż nie kończy - mimo swych 60ml wydaje się być bardzo wydajny!
21.01.2013
Jak się okazuje, bardzo podobna w działaniu (choć nie tak delikatna) jest ściereczka z mikrofibry, której zaczęłam używać w grudniu, po tym jak mój żel Ginvera się skończył i do teraz nie odczuwam potrzeby kupienia go ponownie (choć dalej uważam że jest to świetny produkt!).
Przed zakupem naczytałam się wiele dobrego na temat tego produktu. Według obietnic producenta oraz zeznań wielu internautek kosmetyk ten ma pomóc nam wygładzić i rozjaśnić skórę oraz, co najważniejsze, pozbyć się zaskórników i odetkać pory.
Jak go stosować?
Żel Ginvera nakłada się na umytą i osuszoną skórę. Wystarczy naprawdę niewielka ilość. Produkt rozsmarowujemy na twarzy, czekając aż zmieni się on w niewielkie grudki i całkowicie się wchłonie.
Jak to działa?
Żel ten zakupiłam w bardzo niefortunnym dla mojej skóry czasie - w momencie kiedy moja twarz była okropnie wysuszona i podrażniona po zastosowaniu maseczki oczyszczającej. W dniu gdy pierwszy raz zastosowałam ten żel od tygodnia próbowałam pozbyć się zgrubiałej, wysuszonej skóry. Moje zaskoczenie było ogromne gdy po (trzykrotnym) zastosowaniu żelu w ciągu 15 minut moja twarz wygładziła się i wróciła niemalże do swojego normalnego stanu! Produkt ten bez absolutnie żadnego podrażnienia usunął martwy naskórek, którego nie mogłam pozbyć się od tygodnia. Byłam po prostu zachwycona. Z wielkim entuzjazmem zaczęłam stosować go codziennie rano czekając na dalsze efekty, których jednak się nie doczekałam. Żel nie odetkał porów na moim nosie i nie zlikwidował zaskórników (choć na pewno dzięki usuwaniu martwego naskórka zapobiegł pojawieniu się nowych!)
Tak czy inaczej bardzo polubiłam ten produkt, jest go niestety niewiele - około 60ml - co przy cenie 70zł (na allegro) jest dość niezadowalająco małą ilością, ale mimo to poważnie biorę pod uwagę kupienie kolejnego opakowania. Po pierwsze nie widzę potrzeby stosowania go codziennie - 2 razy w tygodniu spokojnie wystarcza, a przy takiej częstotliwości żel starczy na pewno na długo (mam go już od ponad miesiąca i nie zużyłam nawet 1/3 opakowania). Żaden inny peeling nie wygładzał tak dobrze mojej twarzy, jednocześnie w ogóle jej nie podrażniając. Myślę, że będzie to idealny kosmetyk w momencie gdy jesienią wrócę do kwasów i retinoidów, które powodują łuszczenie się naskórka. W czasie stosowania ich, jest to dla mnie dużym problemem. Z reguły po peelingu kwasem migdałowym skóra schodzi z twarzy przez około tydzień. Powoduje to rolowanie się kremów i podkładu oraz masę suchych skórek. Delikatnie mówiąc, twarz nie wygląda wtedy zbyt estetycznie, a peeling mechaniczny odpada, ponieważ podrażnia cerę. Myślę, że w tej roli żel Ginvera okaże się niezastąpiony!
16.10.2012
Ostatnio zaczęłam kupować kosmetyki na ebay'u i można tam dostać ten żel za mniej niż 50zł razem z przesyłką bezpośrednio z Korei Południowej.
Stosuję tą samą tubkę żelu już 4 miesiąc, a on się wciąż nie kończy - mimo swych 60ml wydaje się być bardzo wydajny!
21.01.2013
Jak się okazuje, bardzo podobna w działaniu (choć nie tak delikatna) jest ściereczka z mikrofibry, której zaczęłam używać w grudniu, po tym jak mój żel Ginvera się skończył i do teraz nie odczuwam potrzeby kupienia go ponownie (choć dalej uważam że jest to świetny produkt!).
piątek, 6 lipca 2012
Codzienna pielęgnacja - część 5 - serum.
Witam was po krótkiej przerwie! Obowiązki skutecznie uniemożliwiły mi prowadzenie bloga, ale już jestem:) Dzisiaj chciałam opisać kolejny etap mojej codziennej pielęgnacji jakim jest serum. Dla zainteresowanych linki do poprzednich części:
Codzienna pielęgnacja - część 1 - demakijaż
Codzienna pielęgnacja - część 2 - peeling mechaniczny
Codzienna pielęgnacja - część 3 - mycie twarzy żelem
Codzienna pielęgnacja - część 4 - tonik
Wiele kobiet, zwłaszcza młodych pomija serum w swojej codziennej pielęgnacji. Wychodzimy z założenia, że przecież nakładamy krem, który ma wiele dobroczynnych składników, więc po co dodatkowo nakładać serum. Jednak serum ma o wiele mocniejsze działanie niż krem. Zawarte w nim składniki są mocno skoncentrowane, dzięki czemu efekt jest o wiele lepszy niż po użyciu samego kremu. Istnieje wiele rodzajów serum, których możemy używać w zależności od potrzeb naszej skóry. Jednak najbardziej popularne to sera przeciwdziałające zmarszczkom. Posiadają w swoim składzie antyoksydanty lub bardzo popularny od dłuższego czasu, kwas hialuronowy. Istnieją również sera nawilżające, rozświetlające, anty-trądzikowe i inne.
Podsumowując, serum nie jest niezbędną częścią codziennej pielęgnacji, jednak stanowi świetne jej uzupełnienie. Najlepiej wybrać takie serum, które odpowiada aktualnym zapotrzebowaniom naszej skóry. Ja używam kwasu hialuronowego, na przemian z serum antyoksydacyjnym. Serum możemy stosować albo pod krem, albo zamiast kremu, wszystko zależy od jego działania.
Codzienna pielęgnacja - część 1 - demakijaż
Codzienna pielęgnacja - część 2 - peeling mechaniczny
Codzienna pielęgnacja - część 3 - mycie twarzy żelem
Codzienna pielęgnacja - część 4 - tonik
Wiele kobiet, zwłaszcza młodych pomija serum w swojej codziennej pielęgnacji. Wychodzimy z założenia, że przecież nakładamy krem, który ma wiele dobroczynnych składników, więc po co dodatkowo nakładać serum. Jednak serum ma o wiele mocniejsze działanie niż krem. Zawarte w nim składniki są mocno skoncentrowane, dzięki czemu efekt jest o wiele lepszy niż po użyciu samego kremu. Istnieje wiele rodzajów serum, których możemy używać w zależności od potrzeb naszej skóry. Jednak najbardziej popularne to sera przeciwdziałające zmarszczkom. Posiadają w swoim składzie antyoksydanty lub bardzo popularny od dłuższego czasu, kwas hialuronowy. Istnieją również sera nawilżające, rozświetlające, anty-trądzikowe i inne.
Podsumowując, serum nie jest niezbędną częścią codziennej pielęgnacji, jednak stanowi świetne jej uzupełnienie. Najlepiej wybrać takie serum, które odpowiada aktualnym zapotrzebowaniom naszej skóry. Ja używam kwasu hialuronowego, na przemian z serum antyoksydacyjnym. Serum możemy stosować albo pod krem, albo zamiast kremu, wszystko zależy od jego działania.
sobota, 23 czerwca 2012
L'oreal UV Perfect UVB50 UVA PA+++ - idealny filtr!
Od czasu gdy zainteresowałam się kosmetykami azjatyckimi, wciąż odkrywam nowe niespodzianki. Dzisiaj chciałabym napisać wam kilka słów na temat kremu z filtrem L'oreal UV Perfect SPF50 UVA PA+++. Koncerny takie jak L'oreal sprzedają swoje produkty na całym świecie, jednak jak widać ich asortyment różni się w zależności od kraju (czy może dokładniej kontynentu!). Jak wiadomo w Azji większość kobiet panicznie boi się opalenizny, chcą by ich skóra była jasna i nieskazitelna, dlatego też firmy sprzedające na rynek azjatycki dbają o to by ich produkty zawierały wysokie filtry. Na pudełku L'oreal UV Perfect możemy przeczytać, że jest to krem dostępny w Singapurze, Malezji, Filipinach i Indonezji.
O tym jak ważna jest ochrona UV pisałam już nie raz. Chcąc zapobiec przedwczesnemu starzeniu mojej skóry przetestowałam już wiele kremów do twarz z wysokimi filtrami i niestety z każdym było coś nie tak. Pod hasłem wysokie filtry mam namyśli spf50 UVA około 30 (PA +++). Po pierwsze jest ich niewiele w Polsce, dostępne chyba wyłącznie pośród marek aptecznych, kosztują średnio od 30zł do 50zł i wszystkie, które do tej pory testowałam albo bielą, albo pozostawiają na skórze tłustą klejącą powłokę, na prawdę żaden wysoki filtr do tej pory mi nie odpowiadał.
Na ten krem trafiłam całkiem przypadkiem na allegro. Od razu zaczęłam przeszukiwać internet by znaleźć jakąś recenzję tego kremu i oczywiście znalazłam wiele - jedynie po angielsku. Na szczęście język ten nie jest mi obcy więc od razu wyczytałam pochlebne opinie na temat tego kremu. Pomimo tego, że nie miałam okazji go wypróbować, postanowiłam kupić go w ciemno - kosztował razem z przesyłką około 22zł (jest to bardzo zachęcająca cena w porównaniu do kremów do twarzy z filtrami dostępnych w Polsce).
Jak dla mnie krem ma same plusy:
- lekka konsystencja
- dobrze się wchłania
- nie bieli
- dobrze nawilża!
- nie pozostawia klejącej, tłustej warstwy
Działa jak dobry, lekki krem nawilżający, kiedy moja skóra nie jest przesuszona nie odczuwam potrzeby nakładania pod spód niczego dodatkowego.
Na pudełku możemy przeczytać (w moim wolnym tłumaczeniu;p):
Każdego dnia twoja skóra narażona jest na różnorodne zagrożenia, takie jak promieniowanie UV i zanieczyszczenia środowiska - wywołują one powstawanie wolnych rodników, które atakują komórki naszego ciała oraz niszczą włókna kolagenu i elastyny w skórze. Laboratoria L'oreal stworzyły nowy krem UV Perfect wzbogacony o silny antyoksydacyjny kompleks w celu ochrony twojej skóry przed przebarwieniami, ciemnieniem skóry oraz przedwczesnym starzeniem.
Pojemność: 30ml/ cena: około 22zł na allegro. Uważam, że pomimo małej pojemności krem i tak jest wart swojej ceny, zastanawiam się nawet czy nie kupić większego zapasu, bo trochę boję się, że mogą zniknąć z allegro. Szczerze mam nadzieję, że wzrastająca świadomość odnośnie ochrony UV skłoni firmy takie jak L'oreal do wprowadzania tego typu produktów również na nasz rynek.
A czy wy znacie jakiś godny polecenia krem z filtrami SPF50 UVA30?
O tym jak ważna jest ochrona UV pisałam już nie raz. Chcąc zapobiec przedwczesnemu starzeniu mojej skóry przetestowałam już wiele kremów do twarz z wysokimi filtrami i niestety z każdym było coś nie tak. Pod hasłem wysokie filtry mam namyśli spf50 UVA około 30 (PA +++). Po pierwsze jest ich niewiele w Polsce, dostępne chyba wyłącznie pośród marek aptecznych, kosztują średnio od 30zł do 50zł i wszystkie, które do tej pory testowałam albo bielą, albo pozostawiają na skórze tłustą klejącą powłokę, na prawdę żaden wysoki filtr do tej pory mi nie odpowiadał.
Na ten krem trafiłam całkiem przypadkiem na allegro. Od razu zaczęłam przeszukiwać internet by znaleźć jakąś recenzję tego kremu i oczywiście znalazłam wiele - jedynie po angielsku. Na szczęście język ten nie jest mi obcy więc od razu wyczytałam pochlebne opinie na temat tego kremu. Pomimo tego, że nie miałam okazji go wypróbować, postanowiłam kupić go w ciemno - kosztował razem z przesyłką około 22zł (jest to bardzo zachęcająca cena w porównaniu do kremów do twarzy z filtrami dostępnych w Polsce).
Jak dla mnie krem ma same plusy:
- lekka konsystencja
- dobrze się wchłania
- nie bieli
- dobrze nawilża!
- nie pozostawia klejącej, tłustej warstwy
Działa jak dobry, lekki krem nawilżający, kiedy moja skóra nie jest przesuszona nie odczuwam potrzeby nakładania pod spód niczego dodatkowego.
Na pudełku możemy przeczytać (w moim wolnym tłumaczeniu;p):
Każdego dnia twoja skóra narażona jest na różnorodne zagrożenia, takie jak promieniowanie UV i zanieczyszczenia środowiska - wywołują one powstawanie wolnych rodników, które atakują komórki naszego ciała oraz niszczą włókna kolagenu i elastyny w skórze. Laboratoria L'oreal stworzyły nowy krem UV Perfect wzbogacony o silny antyoksydacyjny kompleks w celu ochrony twojej skóry przed przebarwieniami, ciemnieniem skóry oraz przedwczesnym starzeniem.
Pojemność: 30ml/ cena: około 22zł na allegro. Uważam, że pomimo małej pojemności krem i tak jest wart swojej ceny, zastanawiam się nawet czy nie kupić większego zapasu, bo trochę boję się, że mogą zniknąć z allegro. Szczerze mam nadzieję, że wzrastająca świadomość odnośnie ochrony UV skłoni firmy takie jak L'oreal do wprowadzania tego typu produktów również na nasz rynek.
A czy wy znacie jakiś godny polecenia krem z filtrami SPF50 UVA30?
piątek, 22 czerwca 2012
Antyoksydanty - dlaczego są tak ważne w walce ze zmarszczkami?
Antyoksydanty (inaczej przeciwutleniacze) to substancje zwalczające wolne rodniki, które bezpośrednio przyśpieszają procesy starzenia komórek. Wolne rodniki to słowo, które często słyszymy przy okazji kampanii reklamowych różnego rodzaju kremów mających zapobiegać starzeniu się skóry.
Wiele z was pewnie zastanawiało się czym są tak na prawdę wolne rodniki i skąd biorą się w naszym organizmie. Wolne rodniki to takie małe cząsteczki, w zasadzie wszechobecne w naszym organizmie, które powstają naturalnie, w wyniku różnych procesów metabolicznych. Czynnikami, wpływają na zwiększenie ilości wolnych rodników atakujących nasz organizm są np. alkohol, papierosy i promieniowanie słoneczne! Dlatego tak ważne w codziennej pielęgnacji jest stosowanie środków zawierających antyoksydanty, które pomogą naszej skórze bronić się przed atakiem wolnych rodników.
Najbardziej popularne antyoksydanty, które często znajdują się w składzie różnego rodzaju kosmetyków to:
- witamina E
- witamina C
- witamina A
- koenzym Q10
- algi
- liczne wyciągi roślinne, np. z soi, zielonej herbaty, miłorząbu japońskiego, pestek winogron i wielu innych.
Antyoksydanty znajdują się w różnego rodzaju kosmetykach - żelach do mycie twarzy, tonikach, kremach, serach, maseczkach i we wszystkich są bardzo korzystnymi substancjami. Ja osobiście lubię je przede wszystkim w formie serum, które zawiera najbardziej skoncentrowaną dawkę przeciwutleniaczy.
Moimi ulubionymi produktami antyoksydacyjnymi są:
1. Flavio C - skondensowana witamina C (8%) w połączeniu z miłorzębem japońskim.
2. Dermogal A+E - olejek w jednorazowych kapsułkach-rybkach z witaminą A i E
3. Alterra - serum z olejem arganowym, ekstraktem z orchideii, skrzypu, zielonej herbaty i miłorząby japońskiego, kwasem hieluronowym i naturalnym koenzymem Q10. (dostępny w Rossmannie).
Wiele z was pewnie zastanawiało się czym są tak na prawdę wolne rodniki i skąd biorą się w naszym organizmie. Wolne rodniki to takie małe cząsteczki, w zasadzie wszechobecne w naszym organizmie, które powstają naturalnie, w wyniku różnych procesów metabolicznych. Czynnikami, wpływają na zwiększenie ilości wolnych rodników atakujących nasz organizm są np. alkohol, papierosy i promieniowanie słoneczne! Dlatego tak ważne w codziennej pielęgnacji jest stosowanie środków zawierających antyoksydanty, które pomogą naszej skórze bronić się przed atakiem wolnych rodników.
Najbardziej popularne antyoksydanty, które często znajdują się w składzie różnego rodzaju kosmetyków to:
- witamina E
- witamina C
- witamina A
- koenzym Q10
- algi
- liczne wyciągi roślinne, np. z soi, zielonej herbaty, miłorząbu japońskiego, pestek winogron i wielu innych.
Antyoksydanty znajdują się w różnego rodzaju kosmetykach - żelach do mycie twarzy, tonikach, kremach, serach, maseczkach i we wszystkich są bardzo korzystnymi substancjami. Ja osobiście lubię je przede wszystkim w formie serum, które zawiera najbardziej skoncentrowaną dawkę przeciwutleniaczy.
Moimi ulubionymi produktami antyoksydacyjnymi są:
1. Flavio C - skondensowana witamina C (8%) w połączeniu z miłorzębem japońskim.
2. Dermogal A+E - olejek w jednorazowych kapsułkach-rybkach z witaminą A i E
3. Alterra - serum z olejem arganowym, ekstraktem z orchideii, skrzypu, zielonej herbaty i miłorząby japońskiego, kwasem hieluronowym i naturalnym koenzymem Q10. (dostępny w Rossmannie).
Jeśli stosujecie jakieś kosmetyki z antyoksydantami godne polecenia napiszcie proszę, jestem wielką ich fanką i chętnie sięgnę po coś nowego:)
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Codzienna pielęgnacja - część 4 - tonik.
Tonik przez wiele osób jest pomijanym elementem w codziennej pielęgnacji. Z pozoru niepotrzebny zabieg przecierania twarzy tonikiem można pożytecznie wykorzystać na wiele różnych sposobów!
Toniki z kwasami - bardzo łagodnie złuszczają naskórek, pomagają pozbyć się zaskórników, przebarwień, śladów po wypryskach. Sprawiają, że skóra wygląda zdrowo i ładnie. Ja tego typu toniku używam w okresie jesień-zima-wiosna - latem odkładam wszelkie specyfiki z kwasami, ponieważ używanie kwasu, nawet w tak łagodnej formie może przy ekspozycji na słońce spowodować przebarwienia, a ja pomimo tego, że nie jestem fanką mocnej opalenizny i na co dzień używam filtrów to jednak latem lubię spędzać aktywnie czas na świeżym powietrzu i nie mam zamiaru ukrywać się pod parasolem ;) Ale dla osób, które np. większość dnia spędzają w pracy w pomieszczeniach taki tonik dobrze sprawdzi się nawet latem! Moim ulubionym jest 5% tonik z kwasu migdałowego (szczególnie polecam dla osób ze skłonnością do trądziku), używam go mniej więcej co 2, 3 dni pod krem. Uważam że tonik z kwasem jest o wiele lepszy niż lepiej dostępne kremy z kwasami, ponieważ można nałożyć na niego krem nawilżający, który jest bardzo ważnym elementem codziennej pielęgnacji. Pamiętajcie, że takiego toniku należy używać na noc!
Toniki z antyoksydantami - czyli np toniki z witaminami (zwłaszcza witaminy A, C i E są znane ze swoich właściwości antyoksydacyjnych), algami, wyciągami roślinnymi, np. z soi, zielonej herbaty, pestek winogron, owoców cytrusowych, rozmarynu, miłorząbu japońskiego i innych. Toniki takie dodatkowo pomagają zwalczać wolne rodniki, dzięki czemu opóźniają procesy starzenia.
Toniki łagodzące - większość toników ma takie właściwości, pomagają w gojeniu podrażnień, śladów po wypryskach.
Toniki antybakteryjne - tego typu toniki najmniej polecam, pisałam już na ten temat w wpisie dotyczącym alkoholu w kosmetykach anty trądzikowych. Jak wspominałam już nie raz nie warto używać zbyt wielu kosmetyków antybakteryjnych naraz, bo może to doprowadzić do przesuszenia skóry. Moim zdaniem o wiele lepszym wyborem jest użycie antybakteryjnego płynu micelarnego do demakijażu lub żelu do mycia twarzy. Jednak w moim zestawie co pielęgnacji mam również taki tonik, używam go do odkażania pojedynczych wyprysków - w tej roli sprawdza się całkiem nieźle;)
Toniki z kwasami - bardzo łagodnie złuszczają naskórek, pomagają pozbyć się zaskórników, przebarwień, śladów po wypryskach. Sprawiają, że skóra wygląda zdrowo i ładnie. Ja tego typu toniku używam w okresie jesień-zima-wiosna - latem odkładam wszelkie specyfiki z kwasami, ponieważ używanie kwasu, nawet w tak łagodnej formie może przy ekspozycji na słońce spowodować przebarwienia, a ja pomimo tego, że nie jestem fanką mocnej opalenizny i na co dzień używam filtrów to jednak latem lubię spędzać aktywnie czas na świeżym powietrzu i nie mam zamiaru ukrywać się pod parasolem ;) Ale dla osób, które np. większość dnia spędzają w pracy w pomieszczeniach taki tonik dobrze sprawdzi się nawet latem! Moim ulubionym jest 5% tonik z kwasu migdałowego (szczególnie polecam dla osób ze skłonnością do trądziku), używam go mniej więcej co 2, 3 dni pod krem. Uważam że tonik z kwasem jest o wiele lepszy niż lepiej dostępne kremy z kwasami, ponieważ można nałożyć na niego krem nawilżający, który jest bardzo ważnym elementem codziennej pielęgnacji. Pamiętajcie, że takiego toniku należy używać na noc!
Toniki z antyoksydantami - czyli np toniki z witaminami (zwłaszcza witaminy A, C i E są znane ze swoich właściwości antyoksydacyjnych), algami, wyciągami roślinnymi, np. z soi, zielonej herbaty, pestek winogron, owoców cytrusowych, rozmarynu, miłorząbu japońskiego i innych. Toniki takie dodatkowo pomagają zwalczać wolne rodniki, dzięki czemu opóźniają procesy starzenia.
Toniki łagodzące - większość toników ma takie właściwości, pomagają w gojeniu podrażnień, śladów po wypryskach.
Toniki antybakteryjne - tego typu toniki najmniej polecam, pisałam już na ten temat w wpisie dotyczącym alkoholu w kosmetykach anty trądzikowych. Jak wspominałam już nie raz nie warto używać zbyt wielu kosmetyków antybakteryjnych naraz, bo może to doprowadzić do przesuszenia skóry. Moim zdaniem o wiele lepszym wyborem jest użycie antybakteryjnego płynu micelarnego do demakijażu lub żelu do mycia twarzy. Jednak w moim zestawie co pielęgnacji mam również taki tonik, używam go do odkażania pojedynczych wyprysków - w tej roli sprawdza się całkiem nieźle;)
sobota, 16 czerwca 2012
Codzienna pielęgnacja - część 3 - żel.
Czy warto używać żeli do mycia twarzy?
Wiem, że od czasu gdy płyny micelarne stały się popularne w Polsce wiele dziewczyn zrezygnowało z mycia twarzy żelem, ponieważ twarda woda z kranu podrażnia i wysusza dodatkowo naszą skórę. Mojej koleżance, która od kilku lat boryka się z trądzikiem pani dermatolog powiedziała, żeby w ogóle nie myła twarzy żelem i wodą, tylko samym płynem micelarnym.
Ja jednak dalej myję twarz żelem, ponieważ nawet po zmyciu jej płynem micelarnym nie wydaje mi się wystarczająco czysta, poza tym jeśli mamy cerę problematyczną, skłonną do wyprysków sam płyn micelarny nie usunie grzybów i bakterii. Ja, pomimo tego że mam dość miękką wodę z kranu, do mycia twarzy stosuję wodę źródlaną. W wpisie o twardej wodzie i innych czynnikach pogarszających stan cery pisałam o tym rozwiązaniu w codziennej pielęgnacji twarzy.
Wiem, że od czasu gdy płyny micelarne stały się popularne w Polsce wiele dziewczyn zrezygnowało z mycia twarzy żelem, ponieważ twarda woda z kranu podrażnia i wysusza dodatkowo naszą skórę. Mojej koleżance, która od kilku lat boryka się z trądzikiem pani dermatolog powiedziała, żeby w ogóle nie myła twarzy żelem i wodą, tylko samym płynem micelarnym.
Ja jednak dalej myję twarz żelem, ponieważ nawet po zmyciu jej płynem micelarnym nie wydaje mi się wystarczająco czysta, poza tym jeśli mamy cerę problematyczną, skłonną do wyprysków sam płyn micelarny nie usunie grzybów i bakterii. Ja, pomimo tego że mam dość miękką wodę z kranu, do mycia twarzy stosuję wodę źródlaną. W wpisie o twardej wodzie i innych czynnikach pogarszających stan cery pisałam o tym rozwiązaniu w codziennej pielęgnacji twarzy.
Jakich żeli używać?
Jeśli mamy suchą cerę to odpowiedź jest prosta - delikatnych, takie nie trudno jest znaleźć, zwłaszcza wśród moich ulubionych marek aptecznych. Jednak wydaje mi się, że akurat żel jest takim produktem na który nie trzeba koniecznie wydawać dużo pieniędzy, np. jednym z moich ulubionych delikatnych żeli do twarzy jest ZIAJA oliwkowy żel do mycie twarzy.
Jeśli jednak mamy skórę mieszaną lub tłustą ze skłonnością do wyprysków, wybór odpowiedniego żelu nie jest prosty. Taki żel powinien z jednej strony być antybakteryjny, a z drugiej delikatny - każde przesuszenie może zakończyć się pogorszeniem stanu cery. Przede wszystkim musimy unikać żeli zawierających w swoim składzie alkohol (niestety bardzo wiele serii antybakteryjnych posiada go w swoim składzie). W zasadzie do tej pory nie trafiłam na taki delkiatny, a jednocześnie dobrze oczyszczający żel wśród marek dostepnych w zwykłych drogieriach, dopiero kidy sięgnęłam po żele z marek aptecznych znalazłam coś odpowiedniego dla siebie. Dwa żele tego typu, które absolutnie wam polecam to Effaclar firmy La Roche Posay oraz Cleanance Gel firmy Avene.
Oba te żele bardzo dobrze oczyszczają skórę, pozostawiając ją matową, a jednocześnie nie przesuszają jej. Ja zawsze nakładam na nie kremy nawilżające, być może w duecie z kremami antybakteryjnymi mogłoby wysuszyć cerę, jednak tak jak już kiedyś wspominałam, w większości przypadków nie ma sensu używanie zbyt wielu produktów antybakteryjnych na raz. Żele te są o wiele droższe niż żele drogeryjne, kosztują około 30zł za 200ml, jednak ostatnio udało mi się kupić Effaclar za 8zł 125ml na allegro.
W zależności od potrzeb mojej skóry używam na przemian żeli antybakteryjnych z delikatnymi. Jeśli moja skóra jest podrażniona lub przesuszona używam żelu delikatnego, jeśli normalna lub gdy wyskoczą mi jakieś niedoskonałości to antybakteryjnego. Ten system bardzo dobrze się sprawdza, jeżeli nasza skóra jest mieszana, nie znajdziemy dla niej jednego produktu który zawsze będzie się sprawdzał.
wtorek, 12 czerwca 2012
Codzienna pielęgnacja - część 2 - peeling mechaniczny.
Kolejny
etapem jest peeling, nie używam go codziennie, jednak staram się robić
go przynajmniej 2 razy w tygodniu. Większość osób stosuje peeling po
umyciu twarzy żelem, jednak ja zauważyłam, że jeśli pierw złuszczę
naskórek, a potem dopiero umyję twarz, zabieg jest o wiele
skuteczniejszy. Tu muszą uważać osoby z trądzikiem. Jak wspominałam ja
swojego trądziku już się praktycznie pozbyłam, jednak kiedy miałam na
twarzy stany zapalne to nie stosowałam peelingu mechanicznego w ogóle,
ponieważ drobinki ścierające naskórek roznoszą bakterie przez co po
zastosowaniu peelingu stan mojej skóry się stanowczo pogarszał, do dziś
zdarza się, ze po peelingu wyskoczy mi jakaś niespodzianka. Musimy
pamiętać że peeling mechaniczny jest formą prewencji, a nie lekarstwem
na trądzik, dlatego należy go używać kiedy trądziku nie mamy. Również
osoby stosujące retinoidy, kwasy lub inne środki silnie podrażniające
powinny zrezygnować z peelingów, ponieważ mogą one dodatkowo podrażnić
leczoną skórę. Dla osób walczących z trądzikiem, polecam stosowanie toniku z kwasu migdałowego jako peeling, nie tylko złuszcza on naskórek, ale również
odkaża twarz, leczy wypryski oraz niweluje ślady po nich.
Moim ulubiony peelingiem jest VulcanicMat firmy DAX, na wyrost nazwany mikrodermabrazją;) jest to peeling o konsystencji piasku, ma bardzo drobne i delikatne drobinki, które usuwają absolutnie każdą suchą skórkę i pozostawiają twarz idealnie gładką. Generalnie nie lubie peelingów gruboziarnistych, w moim przypadku im grubsze drobinki tym większy wysyp po zastosowaniu.
Moim ulubiony peelingiem jest VulcanicMat firmy DAX, na wyrost nazwany mikrodermabrazją;) jest to peeling o konsystencji piasku, ma bardzo drobne i delikatne drobinki, które usuwają absolutnie każdą suchą skórkę i pozostawiają twarz idealnie gładką. Generalnie nie lubie peelingów gruboziarnistych, w moim przypadku im grubsze drobinki tym większy wysyp po zastosowaniu.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Codzienna pielęgnacja - część 1 - demakijaż.
Postanowiłam stworzyć serię wpisów na temat codziennej pielęgnacji twarzy. To w jaki sposób oczyszczamy twarz codziennie rano i wieczorem ma bardzo duży wpływ na jej stan. Dlatego zwłaszcza w przypadku osób z trądzikiem właściwa codzienna pielęgnacja to podstawa. Źle zmyty makijaż staje się pożywką dla bakterii i grzybów wywołujących trądzik, powoduje zatykanie porów, powstawanie zaskórników oraz wyprysków. Dlatego dziś pierwsza część, w której napiszę wam kilka słów o demakijażu;)
Demakijaż to BARDZO WAŻNA część codziennego oczyszczania twarzy i należy robić go za pomocą przeznaczonych do tego kosmetyków, czyli płynów do demakijażu lub bardzo popularnych od jakiegoś czasu płynów micelarnych. Często na różnych blogach czytam negatywne recenzje żeli do mycia twarzy, które według autorek źle radzą sobie ze zmywaniem makijażu. I co w tym dziwnego skoro nie są do tego przeznaczone? Jedynie bardzo silnie działające żele są w stanie zmyć makijaż, ale jednocześnie mogą one podrażnić skórę. O wiele dokładniej oczyścimy twarz robiąc demakijaż osobno. W roli tej polecam przede wszystkim płyny micelarne, które nie tylko zmywają makijaż, ale również zawarte w nich cząsteczki absorbują tłuszcz i zanieczyszczenia. Pomagają one dokładnie zmyć trudne do usunięcia filtry i sylikony zawarte w kosmetykach. Moimi ulubionymi produktami do zmywania makijażu (i tu nikogo nie zaskoczę chyba) są micele BIODERMY
Różowy płyn przeznaczony jest co cery wrażliwej jednak w przeciwieństwie do większości środków przeznaczonych dla tego typu cery bardzo dokładnie zmywa makijaż, włącznie z tuszem, jest jednocześnie bardzo delikatny, nie podrażnia oczu i pozostawia skórę przyjemnie nawilżoną. Płyn niebieski przeznaczony jest dla cery tłustej i trądzikowej, jednak również jest bardzo delikatny pozostawia skórę bardziej matową, nie podrażnia oczu. Używam obu tych płynów, w zależności od potrzeb mojej skóry, gdy wyskoczą mi jakieś niespodzianki stosuję niebieski, kiedy skóra jest podrażniona - różowy. Dla wielu osób problemem jest wysoka cena tych płynów, jednak ja kupuję je zawsze na allegro gdzie są one tańsze, różowy zazwyczaj kupuję za około 25zł/250ml a niebieski ostatnio upolowałam za 8zł/250ml! Są one bardzo wydajne, w czasach kiedy używałam tylko wersji różowej, jedna butelka (250ml) starczała mi na około pół roku.
Kolejny ciekawym sposobem demakijażu jest oczyszczanie twarzy olejem, o którym pisałam jakiś czas temu. Stosuję je głównie na wrażliwe okolice oczu, lub czasem gdy moja twarz jest mocno przesuszona/podrażniona na całą twarz.
Kolejnym etapem mojej codziennej pielęgnacji jest peeling, o którym napisze niedługo:)
Demakijaż to BARDZO WAŻNA część codziennego oczyszczania twarzy i należy robić go za pomocą przeznaczonych do tego kosmetyków, czyli płynów do demakijażu lub bardzo popularnych od jakiegoś czasu płynów micelarnych. Często na różnych blogach czytam negatywne recenzje żeli do mycia twarzy, które według autorek źle radzą sobie ze zmywaniem makijażu. I co w tym dziwnego skoro nie są do tego przeznaczone? Jedynie bardzo silnie działające żele są w stanie zmyć makijaż, ale jednocześnie mogą one podrażnić skórę. O wiele dokładniej oczyścimy twarz robiąc demakijaż osobno. W roli tej polecam przede wszystkim płyny micelarne, które nie tylko zmywają makijaż, ale również zawarte w nich cząsteczki absorbują tłuszcz i zanieczyszczenia. Pomagają one dokładnie zmyć trudne do usunięcia filtry i sylikony zawarte w kosmetykach. Moimi ulubionymi produktami do zmywania makijażu (i tu nikogo nie zaskoczę chyba) są micele BIODERMY
Różowy płyn przeznaczony jest co cery wrażliwej jednak w przeciwieństwie do większości środków przeznaczonych dla tego typu cery bardzo dokładnie zmywa makijaż, włącznie z tuszem, jest jednocześnie bardzo delikatny, nie podrażnia oczu i pozostawia skórę przyjemnie nawilżoną. Płyn niebieski przeznaczony jest dla cery tłustej i trądzikowej, jednak również jest bardzo delikatny pozostawia skórę bardziej matową, nie podrażnia oczu. Używam obu tych płynów, w zależności od potrzeb mojej skóry, gdy wyskoczą mi jakieś niespodzianki stosuję niebieski, kiedy skóra jest podrażniona - różowy. Dla wielu osób problemem jest wysoka cena tych płynów, jednak ja kupuję je zawsze na allegro gdzie są one tańsze, różowy zazwyczaj kupuję za około 25zł/250ml a niebieski ostatnio upolowałam za 8zł/250ml! Są one bardzo wydajne, w czasach kiedy używałam tylko wersji różowej, jedna butelka (250ml) starczała mi na około pół roku.
Kolejny ciekawym sposobem demakijażu jest oczyszczanie twarzy olejem, o którym pisałam jakiś czas temu. Stosuję je głównie na wrażliwe okolice oczu, lub czasem gdy moja twarz jest mocno przesuszona/podrażniona na całą twarz.
Kolejnym etapem mojej codziennej pielęgnacji jest peeling, o którym napisze niedługo:)
niedziela, 20 maja 2012
OCM czyli oczyszczanie twarzy olejem!
Ostatnio na jednym z for internetowych natknęłam się wzmiankę o oczyszczaniu twarzy olejem. Metoda ta do niedawna nie była zbyt w Polsce, a temat wydaje mi się dość kontrowersyjny. Sama z początku nastawiłam się dość sceptycznie do tego wynalazku - dla mojej cery ze skłonnościami do trądziku wydawało się to samobójstwem, jednak po przeczytaniu kilku artykułów na ten temat postanowiłam spróbować!
Zatem, co daje w zasadzie czyszczenie skóry olejem?
Wbrew pozorom odpowiedź jest bardzo logiczna. Woda nie rozpuszcza tłuszczu, więc oczyszczenie cery za pomocą wody wymaga dodania ostrych detergentów, które tylko podrażnią skórę. Olej natomiast bardzo dobrze rozpuszcza makijaż oraz trudne do usunięcia sylikony i filtry beż użycia mocno drażniących środków.
Okazuje się również że oleje bardzo dobrze usuwają makijaż wodoodporny!
Na forum internetowym wizażu znalazłam wątek o OCM na którym olejowanie jest opisane jako metoda oczyszczania twarzy, którą można stosować solo. Jednak olej nie oczyści twarzy z bakterii, które są główną przyczyną trądziku, więc jak dla mnie metoda ta odpada. Ja postanowiłam zastosować olejowanie jako formę demakijażu.
Jakie oleje się do tego nadają? Jako że w Polsce metoda ta jest bardzo mało popularna trudno jest dostać gotowe produkty w drogeriach. W internecie natknęłam się na kilka przepisów na olej. Generalnie olej do demakijażu powinien składać się z 2 olejów: bazowego i uzupełniającego. Jako bazowy możemy zastosować np. oliwę z oliwek, oliwkę dla dzieci, może być też olej spożywczy jednak należy pamiętać żeby był nierfinowany. Natomiast jako olej uzupełniający dobrze sprawdza się np. olejek rycynowy i rozmarynowy.
Należy zmieszać je ze sobą w stosunku:
70-90% olej bazowy
30 -10% olej uzupełniający
Im bardziej wrażliwa jest cera tym mniej oleju uzupełniającego. Więc dla cery tłustej najlepsze połączenie to 30% oleju uzupełniającego, dla cery suchej 10% oleju uzupełniającego. Olej rycynowy dostaniecie waptece za około 2zł (30ml), a oliwke dla dzieci w drogerii.
Jeśli walczycie z trądzikiem, warto do swojej mieszanki dodać trochę olejku z drzewa herbacianjego, więcej na ten temat znajdziecie tu: OCM dla cery trądzikowej?
Moje doświadczenia: Zdecydowałam się na połączenie oliwki dla dzieci Hipp z olejkiem rycynowym w stosunku około 80% oliwki +20% oleju rycynowego. Po oczyszczeniu twarzy olejkiem, miałam uczucie, że twarz jest naprawdę świeża! Zszedł cały makijaż, ale bez wysuszania czy podrażniania mojej buzi. Nie pojawiło się uczucie ściągnięcia i cera była naprawdę oczyszczona i bardzo gładka. Wyglądała jak po umyciu i nałożeniu kremu! Jednak nie chcąc ryzykować wysypu trądziku zastosowałam jeszcze żel, tonik i krem.
Jak wykonać oczyszczanie? Olej należy dokładnie wmasować w twarz rękami, po czym zmyć wodą z żelem i zetrzeć ręcznikiem (najlepiej jednorazowym!).
Jak wykonać olejek? Ja po prostu odlałam z butelki z oliwką dla dzieci 30 ml i w to miejsce przelałam olejek rycynowy - praktycznie i wygodnie. Jeśli jednak zdecydujesz się na zastosowanie oliwy z oliwek będziesz musiała przygotować sobie jakiś pojemniczek, najlepiej po stary żelu do twarzy. Najwygodniejsza będzie wersja z dozownikiem, bo oliwka przelewa się przez palce.
Jeżeli któraś z was próbowała już tej metody to dajcie znać jakie są wasze wrażenia!
Zatem, co daje w zasadzie czyszczenie skóry olejem?
Wbrew pozorom odpowiedź jest bardzo logiczna. Woda nie rozpuszcza tłuszczu, więc oczyszczenie cery za pomocą wody wymaga dodania ostrych detergentów, które tylko podrażnią skórę. Olej natomiast bardzo dobrze rozpuszcza makijaż oraz trudne do usunięcia sylikony i filtry beż użycia mocno drażniących środków.
Okazuje się również że oleje bardzo dobrze usuwają makijaż wodoodporny!
Na forum internetowym wizażu znalazłam wątek o OCM na którym olejowanie jest opisane jako metoda oczyszczania twarzy, którą można stosować solo. Jednak olej nie oczyści twarzy z bakterii, które są główną przyczyną trądziku, więc jak dla mnie metoda ta odpada. Ja postanowiłam zastosować olejowanie jako formę demakijażu.
Jakie oleje się do tego nadają? Jako że w Polsce metoda ta jest bardzo mało popularna trudno jest dostać gotowe produkty w drogeriach. W internecie natknęłam się na kilka przepisów na olej. Generalnie olej do demakijażu powinien składać się z 2 olejów: bazowego i uzupełniającego. Jako bazowy możemy zastosować np. oliwę z oliwek, oliwkę dla dzieci, może być też olej spożywczy jednak należy pamiętać żeby był nierfinowany. Natomiast jako olej uzupełniający dobrze sprawdza się np. olejek rycynowy i rozmarynowy.
Należy zmieszać je ze sobą w stosunku:
70-90% olej bazowy
30 -10% olej uzupełniający
Im bardziej wrażliwa jest cera tym mniej oleju uzupełniającego. Więc dla cery tłustej najlepsze połączenie to 30% oleju uzupełniającego, dla cery suchej 10% oleju uzupełniającego. Olej rycynowy dostaniecie waptece za około 2zł (30ml), a oliwke dla dzieci w drogerii.
Jeśli walczycie z trądzikiem, warto do swojej mieszanki dodać trochę olejku z drzewa herbacianjego, więcej na ten temat znajdziecie tu: OCM dla cery trądzikowej?
Moje doświadczenia: Zdecydowałam się na połączenie oliwki dla dzieci Hipp z olejkiem rycynowym w stosunku około 80% oliwki +20% oleju rycynowego. Po oczyszczeniu twarzy olejkiem, miałam uczucie, że twarz jest naprawdę świeża! Zszedł cały makijaż, ale bez wysuszania czy podrażniania mojej buzi. Nie pojawiło się uczucie ściągnięcia i cera była naprawdę oczyszczona i bardzo gładka. Wyglądała jak po umyciu i nałożeniu kremu! Jednak nie chcąc ryzykować wysypu trądziku zastosowałam jeszcze żel, tonik i krem.
Jak wykonać oczyszczanie? Olej należy dokładnie wmasować w twarz rękami, po czym zmyć wodą z żelem i zetrzeć ręcznikiem (najlepiej jednorazowym!).
Jak wykonać olejek? Ja po prostu odlałam z butelki z oliwką dla dzieci 30 ml i w to miejsce przelałam olejek rycynowy - praktycznie i wygodnie. Jeśli jednak zdecydujesz się na zastosowanie oliwy z oliwek będziesz musiała przygotować sobie jakiś pojemniczek, najlepiej po stary żelu do twarzy. Najwygodniejsza będzie wersja z dozownikiem, bo oliwka przelewa się przez palce.
Jeżeli któraś z was próbowała już tej metody to dajcie znać jakie są wasze wrażenia!
czwartek, 17 maja 2012
Co może zdziałać dla Twojej cery kwas hialuronowy?
Kwas hialuronowy to jeden z najbardziej popularnych składników kremów przeciwzmarszczkowy. Od jakiegoś czasu zrobiło się o nim bardzo głośno i wiele kobiet uznało ten składnik za cudotwórczy lek na zmarszczki. Firmy sprzedające kosmetyki oparte na nim podsycają zainteresowanie tym składnikiem często wyolbrzymiając jego możliwości.
Zatem czym jest kwas hialuronowy?
Choć słowo kwas brzmi dość groźnie w rzeczywistości kwas hialuronowy jest składnikiem naturalnie występującym w naszym organizmie. Duże jego ilości znajdują się w głębszych warstwach skóry - w tzw. skórze właściwej, gdzie w połączeniu z włóknami kolagenu i elastyny tworzy system podporowy skóry, jednocześnie dbając o odpowiednie nawodnienie.
Jakie kosmetyki z kwasem warto stosować?
Niestety w kremach dostępnym w drogeriach kwasu jest zazwyczaj bardzo mało, natomiast sera produkowane przez znane firmy kosmetyczne są bardzo drogie. Dlatego ja wybrałam kwas hialuronowy firmy biocosmetics (tego typu kwasów w internecie jest wiele na stronach takich jak biochemia urody czy mazidła). Od dłuższego czasu stosowałam już kwas migdałowy tej samej firmy, który dobrze się sprawdzał, więc uznałam, że warto zaryzykować, zwłaszcza, że specyfik kosztował jedynie 11zł.
Kwas nakłada się na twarz po umyciu, ma konsystencje lepkiego żelu, jednak w ciągu kilku sekund wchłania się do matu. Po jego nałożeniu konieczne jest zastosowanie kremu (przynajmniej w moim przypadku). Od razu bardzo mocno wygładza skórę. Ja stosuję go na noc. Natęspnego dnia po obudzeniu moje skóra jest bardzo mocno nawilżona. Stosuję kwas 1% istnieje jeszcze silniejsza wersja potrójna (3%?).
Niedawno przeczytałam na blogu Azjatycki Cukier wpis na temat kwasu hialuronowego, gdzie autorka pisze że jest to składnik który stymuluje produkcję kolagenu w skórze. Zdziwiło mnie to trochę bo dużo czytałam na temat tego kwasu (również publikacji w języku angielskich, z który można się o wiele więcej dowiedzieć niż po polsku niestety) i według wiarygodnych źródeł posiada on niesamowite zdolności wiązania wody dzięki czemu nawilża skórę od wewnątrz. Jest tak ważny ponieważ ilość i wielkość cząsteczkowa kwasu hialuronowego maleje wraz z wiekiem, co stanowi jedną z przyczyn spadku nawilżenia i jędrności skóry. Jednak postanowiłam jeszcze raz zainteresować się tematem i okazuje się, że faktycznie można znaleźć w internecie informacje dotyczące tego, że kwas stymuluje produkcję kolagenu i elastyny, jednak piszą o tym firmy, które sprzedają produkty z kwasem, co dla mnie jest trochę mało wiarygodne - wiadomo, że producenci chcąc sprzedać swój krem/serum często wiele obiecują, a niekoniecznie musi być to prawdą.
Zatem czym jest kwas hialuronowy?
Choć słowo kwas brzmi dość groźnie w rzeczywistości kwas hialuronowy jest składnikiem naturalnie występującym w naszym organizmie. Duże jego ilości znajdują się w głębszych warstwach skóry - w tzw. skórze właściwej, gdzie w połączeniu z włóknami kolagenu i elastyny tworzy system podporowy skóry, jednocześnie dbając o odpowiednie nawodnienie.
Jakie kosmetyki z kwasem warto stosować?
Niestety w kremach dostępnym w drogeriach kwasu jest zazwyczaj bardzo mało, natomiast sera produkowane przez znane firmy kosmetyczne są bardzo drogie. Dlatego ja wybrałam kwas hialuronowy firmy biocosmetics (tego typu kwasów w internecie jest wiele na stronach takich jak biochemia urody czy mazidła). Od dłuższego czasu stosowałam już kwas migdałowy tej samej firmy, który dobrze się sprawdzał, więc uznałam, że warto zaryzykować, zwłaszcza, że specyfik kosztował jedynie 11zł.
Kwas nakłada się na twarz po umyciu, ma konsystencje lepkiego żelu, jednak w ciągu kilku sekund wchłania się do matu. Po jego nałożeniu konieczne jest zastosowanie kremu (przynajmniej w moim przypadku). Od razu bardzo mocno wygładza skórę. Ja stosuję go na noc. Natęspnego dnia po obudzeniu moje skóra jest bardzo mocno nawilżona. Stosuję kwas 1% istnieje jeszcze silniejsza wersja potrójna (3%?).
Niedawno przeczytałam na blogu Azjatycki Cukier wpis na temat kwasu hialuronowego, gdzie autorka pisze że jest to składnik który stymuluje produkcję kolagenu w skórze. Zdziwiło mnie to trochę bo dużo czytałam na temat tego kwasu (również publikacji w języku angielskich, z który można się o wiele więcej dowiedzieć niż po polsku niestety) i według wiarygodnych źródeł posiada on niesamowite zdolności wiązania wody dzięki czemu nawilża skórę od wewnątrz. Jest tak ważny ponieważ ilość i wielkość cząsteczkowa kwasu hialuronowego maleje wraz z wiekiem, co stanowi jedną z przyczyn spadku nawilżenia i jędrności skóry. Jednak postanowiłam jeszcze raz zainteresować się tematem i okazuje się, że faktycznie można znaleźć w internecie informacje dotyczące tego, że kwas stymuluje produkcję kolagenu i elastyny, jednak piszą o tym firmy, które sprzedają produkty z kwasem, co dla mnie jest trochę mało wiarygodne - wiadomo, że producenci chcąc sprzedać swój krem/serum często wiele obiecują, a niekoniecznie musi być to prawdą.
poniedziałek, 7 maja 2012
Opalać się czy się nie opalać? kilka słów o ochronie UV.
Temat ten w naszym kraju jest wciąż bardzo kontrowersyjny. Większość moich koleżanek za główny cel wakacji stawia sobie mocną opaleniznę. Nie wspominając o tym, że wciąż wiele młodych dziewczyn chodzi cały rok na solarium.
Na szczęście od dobrych kilku lat media związane z modą i urodą przestrzegają przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Stosowanie kremów z filtrami ma za zadanie przede wszystkim pomóc nam w zatrzymaniu młodego wyglądu na dłużej.Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że nawet w pochmurny dzień, spędzając czas w pomieszczeniach jesteśmy narażeni na promieniowanie UV. Dlatego jeśli zależy nam na zachowaniu młodego wyglądu, bez względu na porę roku i pogodę należy stosować filtry.
SPF nie wystarczy!
Skrót SPF stosowany na kremach ochronnych odnosi się do ochrony UVB. Promieniowanie UVB jest zatrzymywane przez chmury i szkło, dlatego jesteśmy na nie narażeni jedynie w czasie bezpośredniej ekspozycji na słońce. Promienie UVB odpowiadają za opalanie się, ale także za oparzenia słoneczne, reakcje alergiczne, a nawet nowotwory skóry.
Naszym głównym przeciwnikiem w walce ze starzeniem jest promieniowanie UVA (inne oznaczenia to IPD, PPD, PA) obecne przez cały rok, nawet w pochmurne dni. Stanowi ono 95% promieniowania ultrafioletowego, które dociera do powierzchni ziemi. Promienie te przenikają przez chmury, szkło i naskórek. W przeciwieństwie do promieni UVB nie wywołują bolesności skóry, mogą wnikać w nią głęboko i niszczyć komórki skóry właściwej. Ponieważ są one przede wszystkim odpowiedzialne za tworzenie się wolnych rodników, w długim okresie mogą doprowadzić do zmian w komórkach, a co za tym idzie co fotostarzenia się skóry.
Jeżeli chcemy zapobiec fotostarzeniu musimy przede wszystkim zapewnić skórze całoroczną ochronę UVA. Firmy kosmetyczne zaczynają powoli dodawać do kremów na dzień filtry, jednak często są one zbyt niskie, a producenci nie podają informacji o zawartości UVA na opakowaniach. Wtedy najlepiej udać się do apteki po dermokosmetyki. W aptece znajdziecie spory wybór tego typu kosmetyków do każdego rodzaju skóry. Ja osobiście w pochmurne dni używam kremu IWOSTIN HYDRATIA SPF15, natomiast w w słoneczne dni Pharmaceris S SPF30. Latem zamierzam przerzucić się na SPF50.
Filtry a trądzik.
Wiele razy słyszałam o tym jak to słońce zbawiennie wysusza trądzik. Kilka moich koleżanek, które tak jak ja od wielu lat walczą z trądzikiem z utęsknieniem czekają na wakacje kiedy to słońce poprawi stan ich skóry. Niektóre chodzą nawet w tym celu cały rok na solarium! Jednak poprawa stanu skóry jest tylko czasowa i pozorna. W rzeczywistości słońce pogarsza sytuacje i po wakacjach następuje wysyp. W czasie kuracji anty trądzikowych skóra staje się bardziej wrażliwa na promieniowanie UV co może doprowadzić do zaostrzania zmian oraz powstania przebarwień (sama tego niestety doświadczyłam). Ponadto wiele specyfików (takich jak kwasy czy retinoidy) stosowanych w czasie kuracji anty trądzikowej wymaga bardzo wysokiej ochrony UV bez względu na porę roku. Więcej na ten temat znajdziecie tu.
Zatem opalać się czy nie?
Ja z roku na rok coraz bardziej ograniczam letnie wylegiwanie się na słońcu. Jednak w czasie wakacji nad morzem czy w górach nie sposób uniknąć promieni słonecznych. Z pewnością w lecie należy odstawić silnie działające na skórę maści czy peelingi i stosować na twarz filtr SPF50+. Jednak myślę, że ukrywanie się cieniu przez 3 miesiące nie ma sensu.
Pewnie większość z was podobnie jak ja lubi opaleniznę z tego względu że poprawia wygląd skóry, jednak od kiedy zaczęłam odpowiednio dbać o cerę to wygląda ona ładnie w swoim naturalnym kolorze!
niedziela, 15 kwietnia 2012
Pamiętaj o odpowiednim nawilżeniu!
Odpowiednie nawilżenie to klucz do pięknej cery. Przesuszenie skóry prowadzi nie tylko do zaostrzenia trądziku, ale również do przyspieszonego powstawania zmarszczek w przyszłości (czego osobiście stałam się ofiarą).
To jest kwestia o której wiele osób po prostu nie wie, a firmy kosmetyczne ewidentnie pomijają ją tworząc serie kosmetyków do walki z trądzikiem. Lekki, niezapychający krem nawilżający to podstawa w walce z trądzikiem.
Kosmetyki mające na celu walkę z trądzikiem mają silnie wysuszające i podrażniające działanie. Jeżeli po zastosowaniu tego typu żelu, toniku czy maseczki nie nałożymy na twarz kremu nawilżającego, doprowadzimy tym sposobem naszą skórę do przesuszenia. W efekcie nasze pory się pozatykają, powstaną nowe zaskórniki, a stan naszej cery zamiast się polepszyć, jeszcze bardziej się pogorszy.
Ja osobiście nabawiłam się liszajów po stosowaniu serii kosmetyków anty-trądzikowych. Moja skóra tak bardzo się przesuszyła, że powstały na niej łuszczące się placki. Trądzik nie zniknął. Gdy później sięgnełam po te same kosmetyki, których tym razem użyłam w zestawie z kremem nawilżającym, działały tak jak należy.
Podsumowując. Mało kto ma aż tak tłustą cerę, żeby potrzebować anty-trądzikowego żelu, toniku i kremu naraz. Większość osób borykających się z problemem trądziku ma również cerę wrażliwą podatną na wysuszenie, dla takich osób (do których sama należę) krem nawilżający to podstawa.
To jest kwestia o której wiele osób po prostu nie wie, a firmy kosmetyczne ewidentnie pomijają ją tworząc serie kosmetyków do walki z trądzikiem. Lekki, niezapychający krem nawilżający to podstawa w walce z trądzikiem.
Kosmetyki mające na celu walkę z trądzikiem mają silnie wysuszające i podrażniające działanie. Jeżeli po zastosowaniu tego typu żelu, toniku czy maseczki nie nałożymy na twarz kremu nawilżającego, doprowadzimy tym sposobem naszą skórę do przesuszenia. W efekcie nasze pory się pozatykają, powstaną nowe zaskórniki, a stan naszej cery zamiast się polepszyć, jeszcze bardziej się pogorszy.
Ja osobiście nabawiłam się liszajów po stosowaniu serii kosmetyków anty-trądzikowych. Moja skóra tak bardzo się przesuszyła, że powstały na niej łuszczące się placki. Trądzik nie zniknął. Gdy później sięgnełam po te same kosmetyki, których tym razem użyłam w zestawie z kremem nawilżającym, działały tak jak należy.
Podsumowując. Mało kto ma aż tak tłustą cerę, żeby potrzebować anty-trądzikowego żelu, toniku i kremu naraz. Większość osób borykających się z problemem trądziku ma również cerę wrażliwą podatną na wysuszenie, dla takich osób (do których sama należę) krem nawilżający to podstawa.
Twarda woda oraz inne czynniki pogarszające stan cery.
W tym poście chciałabym napisać kilka słów na temat czynników wpływających na pogorszenie stanu naszej skóry, na które wiele osób nie zwraca uwagi.
Jak w tytule pierwszym z nich jest twarda woda. Kiedy po skończeniu liceum rozpoczęłam studia w Krakowie moja cera napotkała kolejnego śmiertelnego wroga, jakim była twarda krakowska woda. Niestety przez rok czasu nie zdawałam sobie kompletnie sprawy z tego jak bardzo szkodzi ona mojej cerze. W czasie pierwszego roku pobytu w Krakowie mój trądzik osiągnął apogeum. Twarda woda z wierzchu wysuszyła moją skórę, co doprowadziło do powstania ogromnej ilości zaskórników na całej twarzy (głównie na policzkach). Odpadało używanie jakichkolwiek kosmetyków antytrądzikowych, ponieważ jeszcze bardziej przesuszały one moją cerę. Jednak kremy nawilżające, które stosowałam doprowadziły do zaostrzenia stanów zapalnych.
Jak poradziłam sobie z tym problemem? Zaczęłam myć twarz wodą mineralną. Kupiłam 5cio - litrową butlę w biedronce, która starczała na długo i nie kosztowała wiele i codziennie rano i wieczorem myłam twarz w misce.
Efekt? Niesamowity. Już po pierwszym tygodniu zauważyłam dużą poprawę. Moja skóra nie była już wysuszona, a ja mogłam zacząć używać kosmetyków anty-trądzikowych.
Co jeszcze warto zmienić w codziennych nawykach, jeśli chcemy cieszyć się piękną cerą?
Do wycierania twarzy używaj jednorazowych ręczników. Zwyczajne frotowe ręczniki są siedliskiem bakterii.
Nie dotykaj twarzy brudnymi rękami. Najlepiej w ogóle jej nie dotykaj! Wiele osób ma nawyk dotykania swojej cery (zwłaszcza kiedy mamy problem z trądzikiem, często sprawdzamy czy nie wyskoczył nam kolejny pryszcz).
Jeżeli masz grzywkę, staraj się w miarę możliwości spinać ją do góry (np gdy jesteś w domu). Skóra pod grzywką o wiele mocniej i szybciej się przetłuszcza. Wiem, że grzywka to dobre rozwiązanie, sama nie raz cieszyłam się gdy mogłam nią zakryć niespodzianki na czole, jednak trzeba sobie dawkować ten sposób maskowania.
Myj twarz po powrocie do domu. Większość z nas myje twarz dwa razy dziennie (rano i wieczorem). Warto jednak czasami umyć twarz w środku dnia, np. po powrocie z pracy/szkoły, zwłaszcza latem kiedy o wiele mocniej się pocimy. Jednak trzeba uważać, zbyt częste mycie twarzy również może doprowadzić do przesuszenia i co za tym idzie do wzmożonej produkcji sebum. To podobnie jak z myciem włosów, jednym przetłuszczają się one szybciej innym wolniej.
Jak w tytule pierwszym z nich jest twarda woda. Kiedy po skończeniu liceum rozpoczęłam studia w Krakowie moja cera napotkała kolejnego śmiertelnego wroga, jakim była twarda krakowska woda. Niestety przez rok czasu nie zdawałam sobie kompletnie sprawy z tego jak bardzo szkodzi ona mojej cerze. W czasie pierwszego roku pobytu w Krakowie mój trądzik osiągnął apogeum. Twarda woda z wierzchu wysuszyła moją skórę, co doprowadziło do powstania ogromnej ilości zaskórników na całej twarzy (głównie na policzkach). Odpadało używanie jakichkolwiek kosmetyków antytrądzikowych, ponieważ jeszcze bardziej przesuszały one moją cerę. Jednak kremy nawilżające, które stosowałam doprowadziły do zaostrzenia stanów zapalnych.
Jak poradziłam sobie z tym problemem? Zaczęłam myć twarz wodą mineralną. Kupiłam 5cio - litrową butlę w biedronce, która starczała na długo i nie kosztowała wiele i codziennie rano i wieczorem myłam twarz w misce.
Efekt? Niesamowity. Już po pierwszym tygodniu zauważyłam dużą poprawę. Moja skóra nie była już wysuszona, a ja mogłam zacząć używać kosmetyków anty-trądzikowych.
Co jeszcze warto zmienić w codziennych nawykach, jeśli chcemy cieszyć się piękną cerą?
Do wycierania twarzy używaj jednorazowych ręczników. Zwyczajne frotowe ręczniki są siedliskiem bakterii.
Nie dotykaj twarzy brudnymi rękami. Najlepiej w ogóle jej nie dotykaj! Wiele osób ma nawyk dotykania swojej cery (zwłaszcza kiedy mamy problem z trądzikiem, często sprawdzamy czy nie wyskoczył nam kolejny pryszcz).
Jeżeli masz grzywkę, staraj się w miarę możliwości spinać ją do góry (np gdy jesteś w domu). Skóra pod grzywką o wiele mocniej i szybciej się przetłuszcza. Wiem, że grzywka to dobre rozwiązanie, sama nie raz cieszyłam się gdy mogłam nią zakryć niespodzianki na czole, jednak trzeba sobie dawkować ten sposób maskowania.
Myj twarz po powrocie do domu. Większość z nas myje twarz dwa razy dziennie (rano i wieczorem). Warto jednak czasami umyć twarz w środku dnia, np. po powrocie z pracy/szkoły, zwłaszcza latem kiedy o wiele mocniej się pocimy. Jednak trzeba uważać, zbyt częste mycie twarzy również może doprowadzić do przesuszenia i co za tym idzie do wzmożonej produkcji sebum. To podobnie jak z myciem włosów, jednym przetłuszczają się one szybciej innym wolniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























