Tej jesieni mijają 3 lata od kiedy zaczęłam walczyć z moim trądzikiem za pomocą kwasu migdałowego i retinoidów. Od razu zaznaczam jest walkę tę udało mi się wygrać i dziś mogę pochwalić się czystą cerą :) Chciałabym jednak opowiedzieć wam o tym jak stosowanie kuracji kwasami czy retinoidami może wpłynąć na waszą skórę. Jak wiadomo oba te środki mają bardzo silne działanie złuszczające oraz podrażniające więc każda osoba stosująca je w jakimkolwiek celu powinna wiedzieć jakich skutków powinna się spodziewać.
Przede wszystkim nieodpowiednia pielęgnacja w czasie stosowania kwasów czy retinoidów może doprowadzić skórę do ruiny. Trzy podstawowe rzeczy, o których należy pamiętać w czasie kuracji to:
- nawilżanie - pomaga utrzymać naszą skórę w dobrej kondycji, zniwelować podrażnienia, suchość skóry oraz pozbyć się złuszczonego naskórka. Większość osób, która zaczyna stosować kwasy lub retinoidy w celu pozbycia się trądziku jest przyzwyczajona do kosmetyków typowo antytrądzikowych w swojej pielęgnacji, jednak gdy przerzucamy się na kwasy czy maści z retinoidami kosmetyki antytrądzikowe powinny zostać w miarę możliwości odstawione lub przynajmniej ograniczone do minimum, ponieważ podrażniają one dodatkowo skórę.
- wysoka ochrona UV - w czasie kuracji kwasami czy retinoidamy, skóra jest mocno uwrażliwiona na promienie słoneczne, które mogą wywołać przebarwienia lub nasilenie się trądziku. Dlatego tak ważne jest zabezpieczenie się odpowiednio wysokimi filtrami bez względu na porę roku.
- delikatna eksfoliacja - ten punkt stanowi wielkie wyzwanie dla osób zmagających się z trądzikiem ponieważ kwasy i retinoidy tak silnie podrażniają skórę, że dermatolodzy radzą całkowicie odstawić inne peelingi w czasie ich stosowania. Jak wiadomo regularna eksfoliacja jest konieczna w przypadku osób posiadających skórę skłonną do trądziku, ponieważ martwy naskórek jest najlepszą pożywką dla bakterii i jedną z głównych przyczyn powstawania zaskórników i wyprysków. Dlatego czasem zdarza się, że po zastosowaniu peelingu kwasem niektóre osoby skarżą się na wysyp następnego dnia. To całkiem logiczne, kwas sprawia że wierzchnia warstwa naskórka zmienia się w 'skorupę', która (zanim zdążymy się jej pozbyć) może pozatykać nasze pory i wywołać wysyp. Jak więc pozbyć się łuszczącego się naskórka w czasie stosowania kuracji kwasami czy retinoidami? Ja na początku stosowałam metodę ścierania naskórka przy pomocy 'rolujących się' kremów. Nakładałam taki krem i przez kilka minut pocierałam twarz rękami ściągając razem z nim martwy naskórek. Efekt nie był rewelacyjny, jednak na pewno miałam mniej suchych skórek. Teraz na szczęście udało mi się odkryć o wiele lepszą metodę, tj. żelowe peelingi z Azji. Jest to rodzaj peelingu z którym w Polsce się nie spotkałam, z tego co mi wiadomo w innych krajach europejskich czy Ameryce też nie są one powszechne. Jest to jeden z tych "magicznych azjatyckich produktów". Peelingi te mają formę delikatnego żelu (nie mają w swoim składzie żadnych ścierających drobinek), ale mimo to 'zbierają' naskórek mechanicznie (nie są to peelingi chemiczne). W czasie ich stosowania nie czuć żądnego mrowienia ani podrażnienia, a mimo to (przynajmniej według mnie) bardzo dobrze usuwają martwy naskórek. Peelingiem którego ja aktualnie używam jest Ginvera Marvel Gel, jednak rynek azjatycki oferuje więcej tego typu produktów. Dzięki stosowaniu tego żelu udaje mi się bardzo dobrze ukryć łuszczenie, dzięki temu, że usuwam naskórek na bieżąco. Polecam wpis: codzienna pielęgnacja w czasie stosowania kwasów lub retinoidów.
A teraz kilka słów na temat tego, jak zmieniła się moja skóra w dłuższej perspektywie. Dawniej moja skóra była typowo trądzikowa, myślę, że to przede wszystkim peeling kwasem migdałowym oraz maść Retin-a pomogły mi zupełnie pozbyć się trądziku. Do dziś zdarza się, że wyskoczy mi jakiś pryszczy czy zaskórnik, jednak dzieje się tak zazwyczaj po użyciu jakiegoś nowego kosmetyku, który okazuje się zapychaczem. Zdarza się, że tygodniami mam niemalże idealną cerę, bez żadnego wyprysku (nawet latem gdy odstawiłam kwasy i retinoidy). Jednak zmienił się też rodzaj mojej cery. Z mieszanej w kierunku tłustej, stała się cerą mieszaną w kierunku suchej, zdecydowanie bardziej wrażliwą i podatną na podrażnienia. Od jakiegoś czasu zdarza się, że kosmetyki wywołują u mnie reakcje alergiczne i wysypki, co wcześnie mi się nie zdarzało, dlatego musiałam odłożyć wszelkie agresywne kosmetyki. Jedyny żel co cery tłustej, który mogę stosować to delikatny Effaclar LRP. Trudno utrzymać mi odpowiedni poziom nawilżenia skóry.
Podsumowując, jeżeli tak jak ja kiedyś walczycie z trądzikiem, kwasy i retinoidy są bardzo skutecznymi środkami. Jednak musicie pamiętać, że skóra w czasie ich stosowania jest bardzo trudna w pielęgnacji więc musicie być gotowi na zmianę swoich nawyków. Dla osób które po prostu chcą poprawić stan swojej skóry, ale nie mają większych problemów trądzikowych polecam raczej delikatne formy kwasu, takie jak tonik 5% z kwasem migdałowym, czy delikatnie złuszczający krem kwasowym. Ja aktualnie nie mam zamiaru wracać do mocnych stężeń, teraz używam kremu z kwasem migdałowym 5% góra raz w tygodniu ponieważ zbyt mocna eksfoliacja też nie jest najlepszym pomysłem. W Polsce, zwłaszcza na forach internetowych czy blogach, wiele dziewczyn promuje regularne zabiegi kwasami o mocnych stężeniach, jednak nie wydaje mi się, że jest to rewelacyjny pomysł, dla osób które nie mają większych problemów ze skórą. Ja osobiście po 3 latach stosowania tak mocnego złuszczania dorobiłam się bardzo wrażliwej skóry, która teraz jest dość uciążliwa w pielęgnacji. Oczywiście nie żałuję tego absolutnie, ponieważ o niebo lepsza jest wrażliwa skóra niż trądzik! Jednak, tak jak mówię, stosując kwasy i retinoidy musimy pamiętać o tym, jak silne są to środki.
sobota, 29 września 2012
czwartek, 20 września 2012
Płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O - czy zmywa filtry i sylikony?
Hej dziewczyny (i chłopaki?), dzisiaj chciałabym podzielić się z wami kilkoma przemyśleniami na temat uwielbianego przez wszystkich płynu micelarnego Biodermy. Nie bez powodu jest on wychwalany pod niebiosa przez tysiące osób w Europie (i nie tylko). Jak wiadomo płyn jest maksymalnie delikatny, a jednocześnie doskonale radzi sobie ze zmywaniem nawet wodoodpornego makijażu. Osobiście używam go już od kilku lat i jest moim zdecydowanym ulubieńcem w tej kategorii. Jednak pod wpływem mojego narastającego zainteresowania kremami BB oraz wysokimi filtrami narodziło się w mojej głowie pytanie:
Czy micel Biodermy jest w stanie odpowiednio zmyć sylikony i filtry zawarte w kosmetykach, które ostanio tak często stosuję?
Jak wiadomo sylikony i filtry zawarte w kosmetykach bardzo trudno jest usunąć, znajdują się one w bardzo wielu kremach i podkładach, a źle zmyte mogą pogorszyć stan cery (zwłaszcza cery skłonnej do trądziku!). Delikatne żele myjące nie są w stanie sobie z nimi odpowiednio poradzić, a mocne żele nawet w przypadku cery trądzikowej nie powinny być stosowane często. Pisałam już kiedyś o metodzie OCM - zmywania twarzy olejem, olej bardzo dobrze rozpuszcza sylikony i filtry, dlatego od dłuższego czasu to właśnie tę metodę stosuję do codziennego demakijażu.
Dlatego też nie wiem czy wracać do mojego ulubionego micela biodermy. Szukałam czegoś na ten temat w internecie jednak nie znalazłam wiarygodnych informacji potwierdzających to, że płyn biodermy jest w stanie zmyć filtry czy silikony. Jeśli ktoś wie coś więcej na ten temat to będę wdzięczna za info:)
Czy micel Biodermy jest w stanie odpowiednio zmyć sylikony i filtry zawarte w kosmetykach, które ostanio tak często stosuję?
Jak wiadomo sylikony i filtry zawarte w kosmetykach bardzo trudno jest usunąć, znajdują się one w bardzo wielu kremach i podkładach, a źle zmyte mogą pogorszyć stan cery (zwłaszcza cery skłonnej do trądziku!). Delikatne żele myjące nie są w stanie sobie z nimi odpowiednio poradzić, a mocne żele nawet w przypadku cery trądzikowej nie powinny być stosowane często. Pisałam już kiedyś o metodzie OCM - zmywania twarzy olejem, olej bardzo dobrze rozpuszcza sylikony i filtry, dlatego od dłuższego czasu to właśnie tę metodę stosuję do codziennego demakijażu.
Dlatego też nie wiem czy wracać do mojego ulubionego micela biodermy. Szukałam czegoś na ten temat w internecie jednak nie znalazłam wiarygodnych informacji potwierdzających to, że płyn biodermy jest w stanie zmyć filtry czy silikony. Jeśli ktoś wie coś więcej na ten temat to będę wdzięczna za info:)
wtorek, 18 września 2012
Krem nawilżający dla skóry skłonnej do trądziku na dzień i na noc..
Jak wiadomo, odpowiednie nawilżenie skóry jest jednym z kluczowych elementów w walce z trądzikiem. Więcej na ten temat możecie przeczytać tu. Wybór odpowiednich kremów nawilżających dla cery trądzikowej jest bardzo trudny ponieważ:
- większość kremów nawilżających dostępnych w Polsce ma w składzie wiele substancji zapychających pory, które wzmagają trądzik, na czele z parafiną (olejem mineralnym), który jest nietolerowany nie tylko przez osoby zmagające się z trądzikiem,
- krem nawilżający na dzień dla cery trądzikowej powinien posiadać przynajmniej średni SPF (co najmniej 20) ponieważ większość substancji leczących trądzik (na czele z kwasami i retinoidami) uwrażliwia skórę na działanie promieni słonecznych. A co ważniejsze stosowanie filtra w codziennej pielęgnacji jest najlepszym sposobem na powstrzymanie starzenia się skóry.
Zatem jak widać znalezienie odpowiedniego nawilżacza było dla mnie nie lada wyzwaniem, jednak po kilku miesiącach prób i błędów udało mi się znaleźć kilka godnych polecenia produktów. Na początku muszę zaznaczyć, że moja cera od kilku miesięcy jest raczej mieszana w kierunku suchej (kiedyś o wiele bardziej się przetłuszczała) ale dla osób o większych skłonnościach do przetłuszczania też mam coś ciekawego.
Krem na noc.
Krem na noc jest stosunkowo łatwy do znalezienia. Większość marek aptecznych w swoich liniach anty trądzikowych ma tzw. kremy przywracające nawilżenie. Jako że są one przeznaczone typowo do skóry trądzikowej w ich składzie zazwyczaj nie ma parafiny a inne zapychacze znajdują się na dole listy. Ja osobiście mogę polecić wam krem firmy Iwostin Purritin Rehydrin. Krem ten nie ma w składzie parafiny, a składnikami nawilżającymi są: hialuronian sodu (sól sodowa kwasu hialuronowego), ceramidy roślinne oraz alatonina. Mocno nawilża, jednak nie powoduje wysypu. Podobne kremy oferują inne marki apteczne takie jak LRP, Bioderma czy Pharmaceris, jednak nie próbowałam ich więc ciężko mi je porównać. Do zakupu kremu Iwostin skłoniła mnie cena (około 27zł), która w stosunku do pojemności (75ml) bije na głowę inne kremy tego typu. Co do serii dostępnych w drogeriach, które są zapewne nieco tańsze ciężko mi się wypowiedzieć. Widziałam już tego typu kremy w Rossmannie (zdaje się z serii pure zone L'oreal?) ale nie miałam odwagi ich spróbować.
Krem na dzień.
Stanowczo większym problemem było dla mnie znalezienie odpowiedniego kremu na dzień, który nie tylko nie zapchałby moich porów ale również dobrze nawilżył i przede wszystkim zawierał w sobie przynajmniej średni filtr (nie tylko UVB ale przede wszystkim UVA). Niestety kremy z filtrem powyżej SPF20 (przynajmniej te dostępne w Europie) mają przykrą wadę, a mianowicie są dość ciężkie, tłuste i z reguły zapychają pory. Od razu radziłabym wykluczyć kremy dostępne w drogeriach ponieważ producenci nie podają na nich wartości filtra UVA (SPF oznacza filtr UVB - więcej na ten temat znajdziecie tu) który to właśnie chroni naszą skórę przed starzeniem. W kremie, którego używamy na co dzień powinniśmy szukać właśnie filtrów chroniących przed promieniami UVA, które są obecne niezależnie od pogody czy pory roku, ponieważ przenikają zarówno przez chmury jak i szkło. W seriach aptecznych takich kremów niestety też jest niewiele (ale są!). Ja przetestowałam dwa z nich:
LRP Hydraphase XL SPF20 UVA8
Krem sprawdził się jako tako - bardzo dobrze nawilżał skórę (dogłębnie) jednak jest dość ciężki co w zasadzie dyskwalifikowało go jako krem na dzień. Ja stosowałam mini wersje, która starczyła na kilka użyć, więc nie jestem pewna czy po dłuższym okresie stosowania nie spowodowałby wysypu.
IWOSTIN Sensitia krem nawilżający SPF20 UVA14
Ten krem o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Po dobrym wrażeniu jakie zrobił na mnie krem IWOSTINU z serii Hydratia, o którym już kiedyś pisałam skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie (75ml za trochę ponad 30zł). Krem ten w porównaniu do LRP Hydraphase ma o połowę wyższy filtr UVA co jest dla mnie bardzo ważne, lżejszą konsystencje (z powodzeniem stosowałam go na dzień pod makijaż nawet latem). Niestety ma on w składzie parafinę jednak znajduje się o na dość nisko na liście dlatego zapewne nie wywołuje u mnie wysypu (stosowałam go jako jedyny krem na dzień i na noc w okresie kiedy na mojej twarzy nie było żadnego pryszcza). Niestety zatyka pory, co jak dla mnie jest jedyną wadą tego kremu. Czytając recenzje na wizażu zauważyłam, że niektóre osoby skarżą się na to, że krem jest tłusty i ciężki. Jak wspominałam, moja cera zwłaszcza ostatnimi czasy jest raczej mieszana w kierunku suchej, prawdopodobnie osoby z bardziej przetłuszczającą się cerą mogą uznać ten krem za zbyt ciężki.
I na koniec, moim zdaniem najlepszy z wszystkich dotychczasowo opisanych krem nawilżająco dotleniający firmy APIS SPF30.
Lista plusów jest dość długa:
- nie zawiera parafiny
- pozostawia twarz dobrze nawilżoną jednak matową (jak dla mnie nawet minimalnie za bardzo matową)
- jest to kosmetyk naturalny, nietestowany na zwierzętach
- posiada filtr fizyczny chroniący przed promieniowaniem UVB i UVA który nie bieli, nie tłuści i nie klei się!
- zawiera kwas hialuronowy, NMF, proteiny jedwabiu
- zawiera antyoksydanty takie jak olejek arganowy i witamina E, dzięki czemu ma działanie antystarzeniowe
- ilość zatkanych porów i zaskórników na mojej twarzy od kiedy zaczęłam go stosować widocznie się zmniejszyła
- pojemność to 100ml za 30-40zł!
Krem ma niestety kilka minusów:
- jako kosmetyk naturalny jest ważny tylko 4 miesiące, jednak przy regularnym stosowaniu nawet 100ml powinno zostać wykorzystane do końca,
- dostępność - nie znajdziemy tych kosmetyków w drogerii czy aptece, ja krem ten kupiłam w hurtowni kosmetyków profesjonalnych, poza tym jest dostępny na allegro.
- na niespeelingowanej skórze może się lekko rolować
- dla mnie (osoby o skórze mieszanej w kierunku suchej) daje minimalnie zbyt matowe wykończenie - jednak dla osób o bardziej przetłuszczającej się cerze (typowej dla trądziku) jest to zapewne plusem.
Puki co nie znalazłam lepszego kremu (chociaż moje zainteresowanie kosmetykami azjatyckimi może niedługo coś zmienić w tej kwestii - ale o tym za jakiś czas;))
- większość kremów nawilżających dostępnych w Polsce ma w składzie wiele substancji zapychających pory, które wzmagają trądzik, na czele z parafiną (olejem mineralnym), który jest nietolerowany nie tylko przez osoby zmagające się z trądzikiem,
- krem nawilżający na dzień dla cery trądzikowej powinien posiadać przynajmniej średni SPF (co najmniej 20) ponieważ większość substancji leczących trądzik (na czele z kwasami i retinoidami) uwrażliwia skórę na działanie promieni słonecznych. A co ważniejsze stosowanie filtra w codziennej pielęgnacji jest najlepszym sposobem na powstrzymanie starzenia się skóry.
Zatem jak widać znalezienie odpowiedniego nawilżacza było dla mnie nie lada wyzwaniem, jednak po kilku miesiącach prób i błędów udało mi się znaleźć kilka godnych polecenia produktów. Na początku muszę zaznaczyć, że moja cera od kilku miesięcy jest raczej mieszana w kierunku suchej (kiedyś o wiele bardziej się przetłuszczała) ale dla osób o większych skłonnościach do przetłuszczania też mam coś ciekawego.
Krem na noc.
Krem na noc jest stosunkowo łatwy do znalezienia. Większość marek aptecznych w swoich liniach anty trądzikowych ma tzw. kremy przywracające nawilżenie. Jako że są one przeznaczone typowo do skóry trądzikowej w ich składzie zazwyczaj nie ma parafiny a inne zapychacze znajdują się na dole listy. Ja osobiście mogę polecić wam krem firmy Iwostin Purritin Rehydrin. Krem ten nie ma w składzie parafiny, a składnikami nawilżającymi są: hialuronian sodu (sól sodowa kwasu hialuronowego), ceramidy roślinne oraz alatonina. Mocno nawilża, jednak nie powoduje wysypu. Podobne kremy oferują inne marki apteczne takie jak LRP, Bioderma czy Pharmaceris, jednak nie próbowałam ich więc ciężko mi je porównać. Do zakupu kremu Iwostin skłoniła mnie cena (około 27zł), która w stosunku do pojemności (75ml) bije na głowę inne kremy tego typu. Co do serii dostępnych w drogeriach, które są zapewne nieco tańsze ciężko mi się wypowiedzieć. Widziałam już tego typu kremy w Rossmannie (zdaje się z serii pure zone L'oreal?) ale nie miałam odwagi ich spróbować.
Krem na dzień.
Stanowczo większym problemem było dla mnie znalezienie odpowiedniego kremu na dzień, który nie tylko nie zapchałby moich porów ale również dobrze nawilżył i przede wszystkim zawierał w sobie przynajmniej średni filtr (nie tylko UVB ale przede wszystkim UVA). Niestety kremy z filtrem powyżej SPF20 (przynajmniej te dostępne w Europie) mają przykrą wadę, a mianowicie są dość ciężkie, tłuste i z reguły zapychają pory. Od razu radziłabym wykluczyć kremy dostępne w drogeriach ponieważ producenci nie podają na nich wartości filtra UVA (SPF oznacza filtr UVB - więcej na ten temat znajdziecie tu) który to właśnie chroni naszą skórę przed starzeniem. W kremie, którego używamy na co dzień powinniśmy szukać właśnie filtrów chroniących przed promieniami UVA, które są obecne niezależnie od pogody czy pory roku, ponieważ przenikają zarówno przez chmury jak i szkło. W seriach aptecznych takich kremów niestety też jest niewiele (ale są!). Ja przetestowałam dwa z nich:
LRP Hydraphase XL SPF20 UVA8
Krem sprawdził się jako tako - bardzo dobrze nawilżał skórę (dogłębnie) jednak jest dość ciężki co w zasadzie dyskwalifikowało go jako krem na dzień. Ja stosowałam mini wersje, która starczyła na kilka użyć, więc nie jestem pewna czy po dłuższym okresie stosowania nie spowodowałby wysypu.
IWOSTIN Sensitia krem nawilżający SPF20 UVA14
Ten krem o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Po dobrym wrażeniu jakie zrobił na mnie krem IWOSTINU z serii Hydratia, o którym już kiedyś pisałam skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie (75ml za trochę ponad 30zł). Krem ten w porównaniu do LRP Hydraphase ma o połowę wyższy filtr UVA co jest dla mnie bardzo ważne, lżejszą konsystencje (z powodzeniem stosowałam go na dzień pod makijaż nawet latem). Niestety ma on w składzie parafinę jednak znajduje się o na dość nisko na liście dlatego zapewne nie wywołuje u mnie wysypu (stosowałam go jako jedyny krem na dzień i na noc w okresie kiedy na mojej twarzy nie było żadnego pryszcza). Niestety zatyka pory, co jak dla mnie jest jedyną wadą tego kremu. Czytając recenzje na wizażu zauważyłam, że niektóre osoby skarżą się na to, że krem jest tłusty i ciężki. Jak wspominałam, moja cera zwłaszcza ostatnimi czasy jest raczej mieszana w kierunku suchej, prawdopodobnie osoby z bardziej przetłuszczającą się cerą mogą uznać ten krem za zbyt ciężki.
I na koniec, moim zdaniem najlepszy z wszystkich dotychczasowo opisanych krem nawilżająco dotleniający firmy APIS SPF30.
Lista plusów jest dość długa:
- nie zawiera parafiny
- pozostawia twarz dobrze nawilżoną jednak matową (jak dla mnie nawet minimalnie za bardzo matową)
- jest to kosmetyk naturalny, nietestowany na zwierzętach
- posiada filtr fizyczny chroniący przed promieniowaniem UVB i UVA który nie bieli, nie tłuści i nie klei się!
- zawiera kwas hialuronowy, NMF, proteiny jedwabiu
- zawiera antyoksydanty takie jak olejek arganowy i witamina E, dzięki czemu ma działanie antystarzeniowe
- ilość zatkanych porów i zaskórników na mojej twarzy od kiedy zaczęłam go stosować widocznie się zmniejszyła
- pojemność to 100ml za 30-40zł!
Krem ma niestety kilka minusów:
- jako kosmetyk naturalny jest ważny tylko 4 miesiące, jednak przy regularnym stosowaniu nawet 100ml powinno zostać wykorzystane do końca,
- dostępność - nie znajdziemy tych kosmetyków w drogerii czy aptece, ja krem ten kupiłam w hurtowni kosmetyków profesjonalnych, poza tym jest dostępny na allegro.
- na niespeelingowanej skórze może się lekko rolować
- dla mnie (osoby o skórze mieszanej w kierunku suchej) daje minimalnie zbyt matowe wykończenie - jednak dla osób o bardziej przetłuszczającej się cerze (typowej dla trądziku) jest to zapewne plusem.
Puki co nie znalazłam lepszego kremu (chociaż moje zainteresowanie kosmetykami azjatyckimi może niedługo coś zmienić w tej kwestii - ale o tym za jakiś czas;))
piątek, 31 sierpnia 2012
Kosmetyki naturalne a ich wpływ na trądzik i starzenie się skóry.
Dziś, po długiej przerwie wakacyjnej chciałam napisać wam kilka słów dotyczących kosmetyków naturalnych. Zdrowy styl życia promowany w dzisiejszych czasach ma również wpływ na nasze podejście do pielęgnacji. Wiele osób porównuje zwyczajne (syntetyczne) kosmetyki do przetworzonego chemicznie jedzenia, twierdząc że owoce czy warzywa wyhodowane na nawozach sztucznych nigdy nie będą dla nas lepsze niż naturalne. To samo odnosi się do kosmetyków. Firmy kosmetyczne stosują szeroko pojętą chemię w kosmetykach, głownie po to by przedłużyć ich ważność. Jednym słowem kosmetyki naturalne są mniej opłacalne, dlatego rynek kosmetyczny jest opanowany przez kosmetyki syntetyczne.
Nietrudno jednak zgadnąć, że kosmetyki syntetyczne mogą poważnie szkodzić wrażliwej, problematycznej skórze. Niestety większość osób borykających się z problemem trądziku wcale nie postrzega swojej skóry jako wrażliwej. Dla większości z nas cera wrażliwa to cera sucha i alergiczna, mało kto wie, że przyczyną trądziku może być właśnie nieodpowiednia pielęgnacja skóry wrażliwej.
Ja do dziś nie wiem co tak na prawdę wywołało mój trądzik, jednak prawda jest taka, że gdy przerzuciłam się pierw na kosmetyki apteczne, a później na naturalne, stan mojej cery znacznie się poprawił.
Czym są w takim razie kosmetyki naturalne?
Są to kosmetyki wykonane ze składników roślinnych, minerałów i niektórych składników pochodzenia zwierzęcego, nieprzetworzonych lub przetworzonych za pomocą innych składników naturalnych. Czyste, naturalne składniki są minimalnie przetworzone w celu zachowania naturalnych korzyści, jakie dany składnik posiada. Przyjmuje się, że kosmetykiem naturalnym jest produkt zawierający 95% składników pochodzenia naturalnego.
Jaki wpływ mają kosmetyki naturalne na starzenie się skóry?
Dzięki temu, że kosmetyki naturalne tworzone są głównie na bazie roślin, posiadają one dużą dawkę naturalnych antyoksydantów zwalczających wolne rodniki. Dzięki temu, świetnie zapobiegają one starzeniu się skóry.
Niestety są też minusy tego typu kosmetyków. Przede wszystkim krótki termin przydatności do użycia (zazwyczaj od 4-6 miesięcy od otwarcia), mała dostępność (przede wszystkim sklepy internetowe - w drogeriach ciężko je znaleźć) oraz związana z kosztami produkcji wysoka cena.
Moja przygoda z kosmetykami naturalnymi zaczęła się przypadkiem, gdy w hurtowni z kosmetykami profesjonalnymi trafiłam na maseczkę firmy Apis. Zachęcona pozytywnymi opiniami na jej temat oraz rewelacyjnym składem (kwas hialuronowy, algi, minerały z morzą martwego oraz kilka ekstraktów roślinnych) zdecydowałam się na zakup. Dopiero w domu zauważyłam, że jest to kosmetyk naturalny. Maseczka okazała się rewelacyjna. Bardzo dobrze nawilża skórę. Jest to kosmetyk profesjonalny, przeznaczony do użycia w salonach kosmetycznych. Ma dużą pojemność (200ml) i przystępną cenę (35zł). Firma Apis produkuje również wersje swoich kosmetyków do sprzedaży detalicznej w mniejszych pojemnościach, jednak trudno dostać je w drogeriach. Później dokupiłam do zestawu jeszcze krem i tonik, które są równie dobre i mają równie przystępną ceną w stosunku do pojemności. Używam ich od niedawna, ale wydaje mi się że to najlepszy krem i tonik jakie do tej pory stosowałam. Zresztą poświęcę im na pewno osobny wpis.
Ja puki co jestem zachwycona moim nowym odkryciem kosmetycznym. Nie sądziłam, że znajdę dla mojej skóry coś lepszego od kosmetyków aptecznych, a jednak wszystko na to wskazuje że kosmetyki naturalne przebijają wszystkie inne dotychczasowo stosowane przeze mnie kosmetyki.
Nietrudno jednak zgadnąć, że kosmetyki syntetyczne mogą poważnie szkodzić wrażliwej, problematycznej skórze. Niestety większość osób borykających się z problemem trądziku wcale nie postrzega swojej skóry jako wrażliwej. Dla większości z nas cera wrażliwa to cera sucha i alergiczna, mało kto wie, że przyczyną trądziku może być właśnie nieodpowiednia pielęgnacja skóry wrażliwej.
Ja do dziś nie wiem co tak na prawdę wywołało mój trądzik, jednak prawda jest taka, że gdy przerzuciłam się pierw na kosmetyki apteczne, a później na naturalne, stan mojej cery znacznie się poprawił.
Czym są w takim razie kosmetyki naturalne?
Są to kosmetyki wykonane ze składników roślinnych, minerałów i niektórych składników pochodzenia zwierzęcego, nieprzetworzonych lub przetworzonych za pomocą innych składników naturalnych. Czyste, naturalne składniki są minimalnie przetworzone w celu zachowania naturalnych korzyści, jakie dany składnik posiada. Przyjmuje się, że kosmetykiem naturalnym jest produkt zawierający 95% składników pochodzenia naturalnego.
Jaki wpływ mają kosmetyki naturalne na starzenie się skóry?
Dzięki temu, że kosmetyki naturalne tworzone są głównie na bazie roślin, posiadają one dużą dawkę naturalnych antyoksydantów zwalczających wolne rodniki. Dzięki temu, świetnie zapobiegają one starzeniu się skóry.
Niestety są też minusy tego typu kosmetyków. Przede wszystkim krótki termin przydatności do użycia (zazwyczaj od 4-6 miesięcy od otwarcia), mała dostępność (przede wszystkim sklepy internetowe - w drogeriach ciężko je znaleźć) oraz związana z kosztami produkcji wysoka cena.
Moja przygoda z kosmetykami naturalnymi zaczęła się przypadkiem, gdy w hurtowni z kosmetykami profesjonalnymi trafiłam na maseczkę firmy Apis. Zachęcona pozytywnymi opiniami na jej temat oraz rewelacyjnym składem (kwas hialuronowy, algi, minerały z morzą martwego oraz kilka ekstraktów roślinnych) zdecydowałam się na zakup. Dopiero w domu zauważyłam, że jest to kosmetyk naturalny. Maseczka okazała się rewelacyjna. Bardzo dobrze nawilża skórę. Jest to kosmetyk profesjonalny, przeznaczony do użycia w salonach kosmetycznych. Ma dużą pojemność (200ml) i przystępną cenę (35zł). Firma Apis produkuje również wersje swoich kosmetyków do sprzedaży detalicznej w mniejszych pojemnościach, jednak trudno dostać je w drogeriach. Później dokupiłam do zestawu jeszcze krem i tonik, które są równie dobre i mają równie przystępną ceną w stosunku do pojemności. Używam ich od niedawna, ale wydaje mi się że to najlepszy krem i tonik jakie do tej pory stosowałam. Zresztą poświęcę im na pewno osobny wpis.
Ja puki co jestem zachwycona moim nowym odkryciem kosmetycznym. Nie sądziłam, że znajdę dla mojej skóry coś lepszego od kosmetyków aptecznych, a jednak wszystko na to wskazuje że kosmetyki naturalne przebijają wszystkie inne dotychczasowo stosowane przeze mnie kosmetyki.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Ginvera Marvel Gel - najlepszy sposób na pozbycie się martwego naskórka!
Po dłuższej przerwie wakacyjnej, dziś chciałabym podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami na temat kolejnego azjatyckiego kosmetyku, który trafił w moje ręce a mianowicie żelu usuwającego martwy naskórek firmy Ginvera.
Przed zakupem naczytałam się wiele dobrego na temat tego produktu. Według obietnic producenta oraz zeznań wielu internautek kosmetyk ten ma pomóc nam wygładzić i rozjaśnić skórę oraz, co najważniejsze, pozbyć się zaskórników i odetkać pory.
Jak go stosować?
Żel Ginvera nakłada się na umytą i osuszoną skórę. Wystarczy naprawdę niewielka ilość. Produkt rozsmarowujemy na twarzy, czekając aż zmieni się on w niewielkie grudki i całkowicie się wchłonie.
Jak to działa?
Żel ten zakupiłam w bardzo niefortunnym dla mojej skóry czasie - w momencie kiedy moja twarz była okropnie wysuszona i podrażniona po zastosowaniu maseczki oczyszczającej. W dniu gdy pierwszy raz zastosowałam ten żel od tygodnia próbowałam pozbyć się zgrubiałej, wysuszonej skóry. Moje zaskoczenie było ogromne gdy po (trzykrotnym) zastosowaniu żelu w ciągu 15 minut moja twarz wygładziła się i wróciła niemalże do swojego normalnego stanu! Produkt ten bez absolutnie żadnego podrażnienia usunął martwy naskórek, którego nie mogłam pozbyć się od tygodnia. Byłam po prostu zachwycona. Z wielkim entuzjazmem zaczęłam stosować go codziennie rano czekając na dalsze efekty, których jednak się nie doczekałam. Żel nie odetkał porów na moim nosie i nie zlikwidował zaskórników (choć na pewno dzięki usuwaniu martwego naskórka zapobiegł pojawieniu się nowych!)
Tak czy inaczej bardzo polubiłam ten produkt, jest go niestety niewiele - około 60ml - co przy cenie 70zł (na allegro) jest dość niezadowalająco małą ilością, ale mimo to poważnie biorę pod uwagę kupienie kolejnego opakowania. Po pierwsze nie widzę potrzeby stosowania go codziennie - 2 razy w tygodniu spokojnie wystarcza, a przy takiej częstotliwości żel starczy na pewno na długo (mam go już od ponad miesiąca i nie zużyłam nawet 1/3 opakowania). Żaden inny peeling nie wygładzał tak dobrze mojej twarzy, jednocześnie w ogóle jej nie podrażniając. Myślę, że będzie to idealny kosmetyk w momencie gdy jesienią wrócę do kwasów i retinoidów, które powodują łuszczenie się naskórka. W czasie stosowania ich, jest to dla mnie dużym problemem. Z reguły po peelingu kwasem migdałowym skóra schodzi z twarzy przez około tydzień. Powoduje to rolowanie się kremów i podkładu oraz masę suchych skórek. Delikatnie mówiąc, twarz nie wygląda wtedy zbyt estetycznie, a peeling mechaniczny odpada, ponieważ podrażnia cerę. Myślę, że w tej roli żel Ginvera okaże się niezastąpiony!
16.10.2012
Ostatnio zaczęłam kupować kosmetyki na ebay'u i można tam dostać ten żel za mniej niż 50zł razem z przesyłką bezpośrednio z Korei Południowej.
Stosuję tą samą tubkę żelu już 4 miesiąc, a on się wciąż nie kończy - mimo swych 60ml wydaje się być bardzo wydajny!
21.01.2013
Jak się okazuje, bardzo podobna w działaniu (choć nie tak delikatna) jest ściereczka z mikrofibry, której zaczęłam używać w grudniu, po tym jak mój żel Ginvera się skończył i do teraz nie odczuwam potrzeby kupienia go ponownie (choć dalej uważam że jest to świetny produkt!).
Przed zakupem naczytałam się wiele dobrego na temat tego produktu. Według obietnic producenta oraz zeznań wielu internautek kosmetyk ten ma pomóc nam wygładzić i rozjaśnić skórę oraz, co najważniejsze, pozbyć się zaskórników i odetkać pory.
Jak go stosować?
Żel Ginvera nakłada się na umytą i osuszoną skórę. Wystarczy naprawdę niewielka ilość. Produkt rozsmarowujemy na twarzy, czekając aż zmieni się on w niewielkie grudki i całkowicie się wchłonie.
Jak to działa?
Żel ten zakupiłam w bardzo niefortunnym dla mojej skóry czasie - w momencie kiedy moja twarz była okropnie wysuszona i podrażniona po zastosowaniu maseczki oczyszczającej. W dniu gdy pierwszy raz zastosowałam ten żel od tygodnia próbowałam pozbyć się zgrubiałej, wysuszonej skóry. Moje zaskoczenie było ogromne gdy po (trzykrotnym) zastosowaniu żelu w ciągu 15 minut moja twarz wygładziła się i wróciła niemalże do swojego normalnego stanu! Produkt ten bez absolutnie żadnego podrażnienia usunął martwy naskórek, którego nie mogłam pozbyć się od tygodnia. Byłam po prostu zachwycona. Z wielkim entuzjazmem zaczęłam stosować go codziennie rano czekając na dalsze efekty, których jednak się nie doczekałam. Żel nie odetkał porów na moim nosie i nie zlikwidował zaskórników (choć na pewno dzięki usuwaniu martwego naskórka zapobiegł pojawieniu się nowych!)
Tak czy inaczej bardzo polubiłam ten produkt, jest go niestety niewiele - około 60ml - co przy cenie 70zł (na allegro) jest dość niezadowalająco małą ilością, ale mimo to poważnie biorę pod uwagę kupienie kolejnego opakowania. Po pierwsze nie widzę potrzeby stosowania go codziennie - 2 razy w tygodniu spokojnie wystarcza, a przy takiej częstotliwości żel starczy na pewno na długo (mam go już od ponad miesiąca i nie zużyłam nawet 1/3 opakowania). Żaden inny peeling nie wygładzał tak dobrze mojej twarzy, jednocześnie w ogóle jej nie podrażniając. Myślę, że będzie to idealny kosmetyk w momencie gdy jesienią wrócę do kwasów i retinoidów, które powodują łuszczenie się naskórka. W czasie stosowania ich, jest to dla mnie dużym problemem. Z reguły po peelingu kwasem migdałowym skóra schodzi z twarzy przez około tydzień. Powoduje to rolowanie się kremów i podkładu oraz masę suchych skórek. Delikatnie mówiąc, twarz nie wygląda wtedy zbyt estetycznie, a peeling mechaniczny odpada, ponieważ podrażnia cerę. Myślę, że w tej roli żel Ginvera okaże się niezastąpiony!
16.10.2012
Ostatnio zaczęłam kupować kosmetyki na ebay'u i można tam dostać ten żel za mniej niż 50zł razem z przesyłką bezpośrednio z Korei Południowej.
Stosuję tą samą tubkę żelu już 4 miesiąc, a on się wciąż nie kończy - mimo swych 60ml wydaje się być bardzo wydajny!
21.01.2013
Jak się okazuje, bardzo podobna w działaniu (choć nie tak delikatna) jest ściereczka z mikrofibry, której zaczęłam używać w grudniu, po tym jak mój żel Ginvera się skończył i do teraz nie odczuwam potrzeby kupienia go ponownie (choć dalej uważam że jest to świetny produkt!).
piątek, 6 lipca 2012
Codzienna pielęgnacja - część 5 - serum.
Witam was po krótkiej przerwie! Obowiązki skutecznie uniemożliwiły mi prowadzenie bloga, ale już jestem:) Dzisiaj chciałam opisać kolejny etap mojej codziennej pielęgnacji jakim jest serum. Dla zainteresowanych linki do poprzednich części:
Codzienna pielęgnacja - część 1 - demakijaż
Codzienna pielęgnacja - część 2 - peeling mechaniczny
Codzienna pielęgnacja - część 3 - mycie twarzy żelem
Codzienna pielęgnacja - część 4 - tonik
Wiele kobiet, zwłaszcza młodych pomija serum w swojej codziennej pielęgnacji. Wychodzimy z założenia, że przecież nakładamy krem, który ma wiele dobroczynnych składników, więc po co dodatkowo nakładać serum. Jednak serum ma o wiele mocniejsze działanie niż krem. Zawarte w nim składniki są mocno skoncentrowane, dzięki czemu efekt jest o wiele lepszy niż po użyciu samego kremu. Istnieje wiele rodzajów serum, których możemy używać w zależności od potrzeb naszej skóry. Jednak najbardziej popularne to sera przeciwdziałające zmarszczkom. Posiadają w swoim składzie antyoksydanty lub bardzo popularny od dłuższego czasu, kwas hialuronowy. Istnieją również sera nawilżające, rozświetlające, anty-trądzikowe i inne.
Podsumowując, serum nie jest niezbędną częścią codziennej pielęgnacji, jednak stanowi świetne jej uzupełnienie. Najlepiej wybrać takie serum, które odpowiada aktualnym zapotrzebowaniom naszej skóry. Ja używam kwasu hialuronowego, na przemian z serum antyoksydacyjnym. Serum możemy stosować albo pod krem, albo zamiast kremu, wszystko zależy od jego działania.
Codzienna pielęgnacja - część 1 - demakijaż
Codzienna pielęgnacja - część 2 - peeling mechaniczny
Codzienna pielęgnacja - część 3 - mycie twarzy żelem
Codzienna pielęgnacja - część 4 - tonik
Wiele kobiet, zwłaszcza młodych pomija serum w swojej codziennej pielęgnacji. Wychodzimy z założenia, że przecież nakładamy krem, który ma wiele dobroczynnych składników, więc po co dodatkowo nakładać serum. Jednak serum ma o wiele mocniejsze działanie niż krem. Zawarte w nim składniki są mocno skoncentrowane, dzięki czemu efekt jest o wiele lepszy niż po użyciu samego kremu. Istnieje wiele rodzajów serum, których możemy używać w zależności od potrzeb naszej skóry. Jednak najbardziej popularne to sera przeciwdziałające zmarszczkom. Posiadają w swoim składzie antyoksydanty lub bardzo popularny od dłuższego czasu, kwas hialuronowy. Istnieją również sera nawilżające, rozświetlające, anty-trądzikowe i inne.
Podsumowując, serum nie jest niezbędną częścią codziennej pielęgnacji, jednak stanowi świetne jej uzupełnienie. Najlepiej wybrać takie serum, które odpowiada aktualnym zapotrzebowaniom naszej skóry. Ja używam kwasu hialuronowego, na przemian z serum antyoksydacyjnym. Serum możemy stosować albo pod krem, albo zamiast kremu, wszystko zależy od jego działania.
sobota, 23 czerwca 2012
L'oreal UV Perfect UVB50 UVA PA+++ - idealny filtr!
Od czasu gdy zainteresowałam się kosmetykami azjatyckimi, wciąż odkrywam nowe niespodzianki. Dzisiaj chciałabym napisać wam kilka słów na temat kremu z filtrem L'oreal UV Perfect SPF50 UVA PA+++. Koncerny takie jak L'oreal sprzedają swoje produkty na całym świecie, jednak jak widać ich asortyment różni się w zależności od kraju (czy może dokładniej kontynentu!). Jak wiadomo w Azji większość kobiet panicznie boi się opalenizny, chcą by ich skóra była jasna i nieskazitelna, dlatego też firmy sprzedające na rynek azjatycki dbają o to by ich produkty zawierały wysokie filtry. Na pudełku L'oreal UV Perfect możemy przeczytać, że jest to krem dostępny w Singapurze, Malezji, Filipinach i Indonezji.
O tym jak ważna jest ochrona UV pisałam już nie raz. Chcąc zapobiec przedwczesnemu starzeniu mojej skóry przetestowałam już wiele kremów do twarz z wysokimi filtrami i niestety z każdym było coś nie tak. Pod hasłem wysokie filtry mam namyśli spf50 UVA około 30 (PA +++). Po pierwsze jest ich niewiele w Polsce, dostępne chyba wyłącznie pośród marek aptecznych, kosztują średnio od 30zł do 50zł i wszystkie, które do tej pory testowałam albo bielą, albo pozostawiają na skórze tłustą klejącą powłokę, na prawdę żaden wysoki filtr do tej pory mi nie odpowiadał.
Na ten krem trafiłam całkiem przypadkiem na allegro. Od razu zaczęłam przeszukiwać internet by znaleźć jakąś recenzję tego kremu i oczywiście znalazłam wiele - jedynie po angielsku. Na szczęście język ten nie jest mi obcy więc od razu wyczytałam pochlebne opinie na temat tego kremu. Pomimo tego, że nie miałam okazji go wypróbować, postanowiłam kupić go w ciemno - kosztował razem z przesyłką około 22zł (jest to bardzo zachęcająca cena w porównaniu do kremów do twarzy z filtrami dostępnych w Polsce).
Jak dla mnie krem ma same plusy:
- lekka konsystencja
- dobrze się wchłania
- nie bieli
- dobrze nawilża!
- nie pozostawia klejącej, tłustej warstwy
Działa jak dobry, lekki krem nawilżający, kiedy moja skóra nie jest przesuszona nie odczuwam potrzeby nakładania pod spód niczego dodatkowego.
Na pudełku możemy przeczytać (w moim wolnym tłumaczeniu;p):
Każdego dnia twoja skóra narażona jest na różnorodne zagrożenia, takie jak promieniowanie UV i zanieczyszczenia środowiska - wywołują one powstawanie wolnych rodników, które atakują komórki naszego ciała oraz niszczą włókna kolagenu i elastyny w skórze. Laboratoria L'oreal stworzyły nowy krem UV Perfect wzbogacony o silny antyoksydacyjny kompleks w celu ochrony twojej skóry przed przebarwieniami, ciemnieniem skóry oraz przedwczesnym starzeniem.
Pojemność: 30ml/ cena: około 22zł na allegro. Uważam, że pomimo małej pojemności krem i tak jest wart swojej ceny, zastanawiam się nawet czy nie kupić większego zapasu, bo trochę boję się, że mogą zniknąć z allegro. Szczerze mam nadzieję, że wzrastająca świadomość odnośnie ochrony UV skłoni firmy takie jak L'oreal do wprowadzania tego typu produktów również na nasz rynek.
A czy wy znacie jakiś godny polecenia krem z filtrami SPF50 UVA30?
O tym jak ważna jest ochrona UV pisałam już nie raz. Chcąc zapobiec przedwczesnemu starzeniu mojej skóry przetestowałam już wiele kremów do twarz z wysokimi filtrami i niestety z każdym było coś nie tak. Pod hasłem wysokie filtry mam namyśli spf50 UVA około 30 (PA +++). Po pierwsze jest ich niewiele w Polsce, dostępne chyba wyłącznie pośród marek aptecznych, kosztują średnio od 30zł do 50zł i wszystkie, które do tej pory testowałam albo bielą, albo pozostawiają na skórze tłustą klejącą powłokę, na prawdę żaden wysoki filtr do tej pory mi nie odpowiadał.
Na ten krem trafiłam całkiem przypadkiem na allegro. Od razu zaczęłam przeszukiwać internet by znaleźć jakąś recenzję tego kremu i oczywiście znalazłam wiele - jedynie po angielsku. Na szczęście język ten nie jest mi obcy więc od razu wyczytałam pochlebne opinie na temat tego kremu. Pomimo tego, że nie miałam okazji go wypróbować, postanowiłam kupić go w ciemno - kosztował razem z przesyłką około 22zł (jest to bardzo zachęcająca cena w porównaniu do kremów do twarzy z filtrami dostępnych w Polsce).
Jak dla mnie krem ma same plusy:
- lekka konsystencja
- dobrze się wchłania
- nie bieli
- dobrze nawilża!
- nie pozostawia klejącej, tłustej warstwy
Działa jak dobry, lekki krem nawilżający, kiedy moja skóra nie jest przesuszona nie odczuwam potrzeby nakładania pod spód niczego dodatkowego.
Na pudełku możemy przeczytać (w moim wolnym tłumaczeniu;p):
Każdego dnia twoja skóra narażona jest na różnorodne zagrożenia, takie jak promieniowanie UV i zanieczyszczenia środowiska - wywołują one powstawanie wolnych rodników, które atakują komórki naszego ciała oraz niszczą włókna kolagenu i elastyny w skórze. Laboratoria L'oreal stworzyły nowy krem UV Perfect wzbogacony o silny antyoksydacyjny kompleks w celu ochrony twojej skóry przed przebarwieniami, ciemnieniem skóry oraz przedwczesnym starzeniem.
Pojemność: 30ml/ cena: około 22zł na allegro. Uważam, że pomimo małej pojemności krem i tak jest wart swojej ceny, zastanawiam się nawet czy nie kupić większego zapasu, bo trochę boję się, że mogą zniknąć z allegro. Szczerze mam nadzieję, że wzrastająca świadomość odnośnie ochrony UV skłoni firmy takie jak L'oreal do wprowadzania tego typu produktów również na nasz rynek.
A czy wy znacie jakiś godny polecenia krem z filtrami SPF50 UVA30?
Subskrybuj:
Posty (Atom)










